Philippa spojrzała z pogardą na swoją różdżkę, która chyba prosiła się to, aby kobieta zmieniła ją na lepszy model. Zacisnęła zęby zirytowana tym, że nic nie szło po jej myśli. Nie mogła jednak skupiać się na niepowodzeniach, nie wtedy kiedy jej fotel zajmował się ogniem, a przerażona Brenna znalazła się na podłodze. Musiała działać.
Dziewczyna ją ubiegła, mimo szoku, stresu, Longbottomówna rzuciła zaklęcie, które ugasiło ogień. Pierwszy problem rozwiązany, pozostawało zająć się całą resztą. Dym zaczął unosić się po pomieszczeniu tak jak i zapach spalenizny, ogień, później woda - nie mogło się to zakończyć inaczej. Nie był to jednak zupełnie obcy jej widok, w końcu ostatnio płonęło całe miasto, palący się fotel nie robił na niej więc, aż takiego wrażenia.
Nie zwlekała, ruszyła w stronę Brenny, czuła, że potrzebuje ona teraz wsparcia, nie tylko tego mentalnego. To był odruch, nie potrafiła przechodzić obojętnie wobec bliskich, którzy zdecydowanie nie byli w najlepszej formie. Zbliżyła się do dziewczyny i przytuliła ją, póki co bez słowa. Mogła być silna, mogła sobie radzić ze wszystkim sama, jednak nie oznaczało to, że i ona nie potrzebowała bliskości drugiego człowieka. Każdy czasem miewał takie momenty i Philippie wydawało się, że to był jeden z nich.
Jedną z dłoni delikatnie przesuwała po plecach Brenny - chcąc ją uspokoić. - Nic się nie stało. - Powiedziała spokojnym tonem. To był tylko fotel, nic takiego. Wiedziała, że wiązało się to z innym problemem, ale póki co wolała odnieść się do obecnej sytuacji.
- Poradzimy sobie z tym, nie ma niczego, czego nie dałoby się naprawić. - Nawet jeśli chodziło o umysł, który platał figle. Już ona dopilnuje tego, aby wszystko się udało, aby Brenna mogła znowu być sobą.