16.10.2025, 19:35 ✶
Zaskoczył ją nieco gest Helloise. Nagłe, badawcze dłonie na ramionach i to lustrujące spojrzenie. Ceolsige poddała się jednak tej inspekcji bez oporu, jedynie przekrzywiając lekko głowę z wyrazem cichego, rozbawionego zaciekawienia. Szary, gruby materiał jej płaszcza miotlarskiego zamarł pod dotykiem wiedźmy, a krótsza spódnica zafalowała nieznacznie, gdy ta ją obeszła.
Pytanie o dom niemal wyrwało z niej groteskowy, zduszony chichot. Przez ułamek sekundy jej błękitne oczy rozszerzyły się w teatralnym niedowierzaniu, a kącik ust drgnął, tłumiąc wesołość, która w obecnej sytuacji wydawała się co najmniej niestosowna. Miała dom, które teraz lepiej wpasowywał się czarnoksięskie zapachy okolicy. Kataklizm nie był wycelowany w czysto krwistą mieszkankę Nokturnu. Szybko jednak przywołała się do porządku, zastępując rozbawienie wyrazem uprzejmej powagi.
Delikatne pchnięcie w plecy przyjęła jako zaproszenie. Zanim jednak jej but przekroczył próg chaty, jej dłoń już spoczywała na rękojeści różdżki ukrytej w kieszeni spódnicy. Płynnym, niemal niedbałym ruchem nadgarstka wysunęła ją i cichym zaklęciem oczyściła ubłocone buty, które wylądowały na drewnianej podłodze już bez niechcianego balastu.
Wnętrze chaty, jak zawsze, uderzyło w jej zmysły chaosem zapachów, kształtów i faktur. Rozejrzała się badawczo, ale szybko zrezygnowała z próby ogarnięcia tego obrazu. Zawsze jak tu przybywała to wydawało się jej, że to miejsce żyło własnym życiem, a próba jego zrozumienia była z góry skazana na porażkę. Dla własnego spokoju umysłu, potraktowała otoczenie jako dynamiczne, barwne tło dla ich spotkania. Gorzka uwaga o widmach w Kniei na moment przykuła jej uwagę. Spojrzenie paserki wyostrzyło się, ale widząc napięcie na twarzy Helloise, uznała, że to nie czas na drążenie tematu.
— Cóż, przede wszystkim musiałam się przelecieć i sprawdzić, czy wszystko u ciebie w porządku. — Odpowiedziała na pytanie, a jej głos znów nabrał melodyjnej, ciepłej barwy. Zsunęła z ramienia sporą, skórzaną torbę, która z cichym skrzypnięciem osiadła na jej biodrze. Sięgnęła do jej wnętrza i wyjęła butelkę ciemnego wina z elegancką, odręcznie wypisaną etykietą. — A przy okazji rodzice podzielili się ze mną czymś zacnym. Byłam ciekawa, czy przypadnie ci do gustu.
Postawiła butelkę na jednym z nielicznych wolnych fragmentów blatu.
— Poza tym, interesy. Zwykła dostawa ziół i maści byłaby mile widziana. Ostatnio popyt na wszystko dziwnie wzrósł. — Wzruszyła lekko ramionami jakby nie widziała jak zmienił się ich magiczny świat w ciągu ostatnich dni. — Mam też specjalne zamówienie. Elegancka świeca. Dla pewnego klątwołamacza, do jego... eksperymentów. — Dodała z niewinnym uśmiechem i błyskiem w oku. — Jeśli mu się powiedzie, spodziewam się, że będziemy potrzebować ich znacznie więcej.
Po chwili jej postawa uległa zmianie. Wyprostowała się, a jej spojrzenie powędrowało w stronę porozkładanych wszędzie przygotowań do sabatu. Jej wyraz twarzy spoważniał, a w głosie pojawiła się nuta głębszego zastanowienia, kontrastująca z wcześniejszym, handlowym, nieco rozbawionym tonem.
— Ale tak naprawdę, poza interesami, mam też sprawę bardziej prywatną. Jeśli oczywiście nie jesteś zbyt zarobiona... Chodzi o Mabon. - Kontrast tonu i postawy w stosunku do poprzednich wypowiedzi sprawiał, że dostawa maści na nawet interes ze świecą jawiły się obecnie prawie jak hobby lub rozrywka.
Pytanie o dom niemal wyrwało z niej groteskowy, zduszony chichot. Przez ułamek sekundy jej błękitne oczy rozszerzyły się w teatralnym niedowierzaniu, a kącik ust drgnął, tłumiąc wesołość, która w obecnej sytuacji wydawała się co najmniej niestosowna. Miała dom, które teraz lepiej wpasowywał się czarnoksięskie zapachy okolicy. Kataklizm nie był wycelowany w czysto krwistą mieszkankę Nokturnu. Szybko jednak przywołała się do porządku, zastępując rozbawienie wyrazem uprzejmej powagi.
Delikatne pchnięcie w plecy przyjęła jako zaproszenie. Zanim jednak jej but przekroczył próg chaty, jej dłoń już spoczywała na rękojeści różdżki ukrytej w kieszeni spódnicy. Płynnym, niemal niedbałym ruchem nadgarstka wysunęła ją i cichym zaklęciem oczyściła ubłocone buty, które wylądowały na drewnianej podłodze już bez niechcianego balastu.
Wnętrze chaty, jak zawsze, uderzyło w jej zmysły chaosem zapachów, kształtów i faktur. Rozejrzała się badawczo, ale szybko zrezygnowała z próby ogarnięcia tego obrazu. Zawsze jak tu przybywała to wydawało się jej, że to miejsce żyło własnym życiem, a próba jego zrozumienia była z góry skazana na porażkę. Dla własnego spokoju umysłu, potraktowała otoczenie jako dynamiczne, barwne tło dla ich spotkania. Gorzka uwaga o widmach w Kniei na moment przykuła jej uwagę. Spojrzenie paserki wyostrzyło się, ale widząc napięcie na twarzy Helloise, uznała, że to nie czas na drążenie tematu.
— Cóż, przede wszystkim musiałam się przelecieć i sprawdzić, czy wszystko u ciebie w porządku. — Odpowiedziała na pytanie, a jej głos znów nabrał melodyjnej, ciepłej barwy. Zsunęła z ramienia sporą, skórzaną torbę, która z cichym skrzypnięciem osiadła na jej biodrze. Sięgnęła do jej wnętrza i wyjęła butelkę ciemnego wina z elegancką, odręcznie wypisaną etykietą. — A przy okazji rodzice podzielili się ze mną czymś zacnym. Byłam ciekawa, czy przypadnie ci do gustu.
Postawiła butelkę na jednym z nielicznych wolnych fragmentów blatu.
— Poza tym, interesy. Zwykła dostawa ziół i maści byłaby mile widziana. Ostatnio popyt na wszystko dziwnie wzrósł. — Wzruszyła lekko ramionami jakby nie widziała jak zmienił się ich magiczny świat w ciągu ostatnich dni. — Mam też specjalne zamówienie. Elegancka świeca. Dla pewnego klątwołamacza, do jego... eksperymentów. — Dodała z niewinnym uśmiechem i błyskiem w oku. — Jeśli mu się powiedzie, spodziewam się, że będziemy potrzebować ich znacznie więcej.
Po chwili jej postawa uległa zmianie. Wyprostowała się, a jej spojrzenie powędrowało w stronę porozkładanych wszędzie przygotowań do sabatu. Jej wyraz twarzy spoważniał, a w głosie pojawiła się nuta głębszego zastanowienia, kontrastująca z wcześniejszym, handlowym, nieco rozbawionym tonem.
— Ale tak naprawdę, poza interesami, mam też sprawę bardziej prywatną. Jeśli oczywiście nie jesteś zbyt zarobiona... Chodzi o Mabon. - Kontrast tonu i postawy w stosunku do poprzednich wypowiedzi sprawiał, że dostawa maści na nawet interes ze świecą jawiły się obecnie prawie jak hobby lub rozrywka.