Phlippa była zirytowana, jednak bardziej na siebie, niż na Brennę, bo to ona zawiodła, kiedy tego potrzebowała. Zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie zrobiła tego celowo, na pewno nie miała zamiaru podpalić jej fotela, czy innych mebli znajdujących się w Outlanderze. To była bardzo niefortunna seria wydarzeń.
Zauważyła, że Longbottomówna wypuściła różdżkę, nie dziwiła jej się wcale, pewnie sama postąpiłaby podobnie gdyby czuła, że może stanowić zagrożenie dla kogoś innego.
Wiedziała, że ten wydawałoby się nic nieznaczący gest może pozwolić wypłynąć na zewnątrz bardzo skrywanym emocjom. Znała osoby takie jak Brenna, zresztą sama należała do podobnych - rzadko kiedy pozwalała sobie pokazać to, co kryło się wewnątrz niej. Musiała udawać, że wszystko jest w porządku, że radzi sobie ze wszystkim. Wolała póki co nie myśleć o tym, jaki ciężar musiała nieść na sobie córka jej przyjaciółki. Czasy były trudne, wątpliwe, każdy miał prawo poczuć się niepewnie. Tutaj mogła czuć się bezpieczna, nikt nie widział jej chwilowej niedyspozycji, nikt miał się o niej nie dowiedzieć, to było całkiem oczywiste.
- Nic mi nie jesteś winna. - Powiedziała cicho, aczkolwiek stanowczo. Takie rzeczy się zdarzały, nawet najlepszym. Brenna nie zrobiła tego celowo, to był wypadek przy pracy, czy coś podobnego. Nie obwiniała jej osoby o zniszczone meble, chociaż zaklęcie padło z jej różdżki, wiedziała, że kryje się pod tym coś więcej.
Odsunęła się w końcu od Longbottomówny i wypuściła ją z ramion. Teraz wszystko układało jej się w całość, chociaż już wcześniej miała pewne podejrzenia. Oczywiście, że mogła coś z tym zrobić, zresztą w tej chwili nie wyobrażała sobie, że mogłoby być inaczej, musiała jej pomóc, musiała zareagować, to nie było nic wielkiego.
- Jako, że miałaś szansę zaprezentować mi tą przypadłość... - Zaczęła mówić, nadal bardzo spokojnym tonem. Uspokoiła swoje nerwy. Już nie musiała się martwić o powtórkę z rozrywki, spalony biznes i inne takie.
- Wydaje mi się Brenno, że musimy sięgnąć po hipnozę. - To wydawało jej się być potrzebnym rozwiązaniem, zauroczenie niestety mogło nie podołać. - Wiem, że to drastyczna metoda, ale nie widzę innej. Nie jest dobrze. - Dodała jeszcze, jakby Brenna nie zdawała sobie z tego sprawy... ale przecież wiedziała, że wie, inaczej nie przyszłaby po pomoc, tacy jak ona korzystali z niej tylko wtedy kiedy wiedzieli, że jest naprawdę źle.