17.10.2025, 05:30 ✶
Spiął się na moment w środku, słysząc że wcale nie powinien być z siebie aż taki zadowolony - coś i tak czyhało na nią tamtej nocy i igrało z jej życiem. Wcale mu się ta wizja nie podobała, ale niestety jak to często bywało - nie był w stanie się rozdwoić. Kiedy Czarny Pan wzywał, należało bezwzględnie odpowiedzieć. Nie mógł więc pobiec czym prędzej do wszystkich, których uważał za godnych zbawienia, tak samo jak i nie był w stanie wysłać jej chociażby głupiej sowy - głównie dlatego że strzelali do nich jak do kaczek, kiedy latały w popłochu nad płonącym Londynem. To wszystko było zbyt złożone i skomplikowane, ale bezradność gnieździła się gdzieś w jego głowie nieprzyjemnie, kłócąc się z poczuciem obowiązku, które było w nim dość silne.
- Ciężko mi tego słuchać - przyznał z pewnym bólem. - Ale, mam nadzieję, zdążyłaś już skorzystać z usług jakiegoś uzdrowiciela? Twoje serce ma się o wiele lepiej? - dopytał, ale tam gdzie powinna pobrzmiewać troska, ton wyostrzał się nieco, przygotowując na kolejne pytania. - Mugolaki? Co ci zrobili? - dopytał, a pionowe źrenice wbiły się w nią z gadzią czujnością. - Mam nadzieję, że spotkała je za to kara? Gdybym tylko tam był... - to sam by się o to postarał. Cała Spalona Noc przyniosła mu chyba więcej poczucia wstydu w tym nieprzyjemnym, niezbyt intensywnym wydaniu, o którym równie łatwo było zapomnieć co i sobie przypomnieć, ale przez większość czasu przemykał przez nią niesiony na skrzydłach rzuconych w Sowiej Poczcie zaklęć. Związana tam magia już całą noc znaczyła dobitnie, po której stronie stał, komponując się perfekcyjnie z szatami otrzymanymi od Mistrza. A teraz, na krótki moment, kiedy pomyślał o tamtej chwili w towarzystwie Martesa, znowu poczuł przyjemny dreszcz wspinający się po kręgosłupie.
Zatrzymał się w pokoju, przez moment zastanawiając się, gdzie przysiąść. Nie lubił siedzieć na cudzych łóżkach, bo one to akurat były od czegoś zupełnie innego. Niezdecydowany więc, stał blisko garderoby z rękami splecionymi za plecami, tak by z łatwością śledzić krzątającą się Astorię.
- Tak. Sprzedaż - odpowiedział wprost, rozglądając się po pokoju, jakby oceniał za ile mogło pójść pomimo smrodu. - Może powinnaś spróbować pomodlić się do Matki? Nie wiem co innego mogłoby pomóc w zaistniałej sytuacji, skoro próbowałaś wszystkiego - wzruszył ramionami. - Nie mówię, że musisz to zrobić, ale przynajmniej to rozważ. Sprzedaż, znaczy. Nie wiem czy Matka ma czas na takie rzeczy jak słuchanie modlitw o gnieżdżącym się w mieszkaniu, nieprzyjemnym zapachu.
- Ciężko mi tego słuchać - przyznał z pewnym bólem. - Ale, mam nadzieję, zdążyłaś już skorzystać z usług jakiegoś uzdrowiciela? Twoje serce ma się o wiele lepiej? - dopytał, ale tam gdzie powinna pobrzmiewać troska, ton wyostrzał się nieco, przygotowując na kolejne pytania. - Mugolaki? Co ci zrobili? - dopytał, a pionowe źrenice wbiły się w nią z gadzią czujnością. - Mam nadzieję, że spotkała je za to kara? Gdybym tylko tam był... - to sam by się o to postarał. Cała Spalona Noc przyniosła mu chyba więcej poczucia wstydu w tym nieprzyjemnym, niezbyt intensywnym wydaniu, o którym równie łatwo było zapomnieć co i sobie przypomnieć, ale przez większość czasu przemykał przez nią niesiony na skrzydłach rzuconych w Sowiej Poczcie zaklęć. Związana tam magia już całą noc znaczyła dobitnie, po której stronie stał, komponując się perfekcyjnie z szatami otrzymanymi od Mistrza. A teraz, na krótki moment, kiedy pomyślał o tamtej chwili w towarzystwie Martesa, znowu poczuł przyjemny dreszcz wspinający się po kręgosłupie.
Zatrzymał się w pokoju, przez moment zastanawiając się, gdzie przysiąść. Nie lubił siedzieć na cudzych łóżkach, bo one to akurat były od czegoś zupełnie innego. Niezdecydowany więc, stał blisko garderoby z rękami splecionymi za plecami, tak by z łatwością śledzić krzątającą się Astorię.
- Tak. Sprzedaż - odpowiedział wprost, rozglądając się po pokoju, jakby oceniał za ile mogło pójść pomimo smrodu. - Może powinnaś spróbować pomodlić się do Matki? Nie wiem co innego mogłoby pomóc w zaistniałej sytuacji, skoro próbowałaś wszystkiego - wzruszył ramionami. - Nie mówię, że musisz to zrobić, ale przynajmniej to rozważ. Sprzedaż, znaczy. Nie wiem czy Matka ma czas na takie rzeczy jak słuchanie modlitw o gnieżdżącym się w mieszkaniu, nieprzyjemnym zapachu.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast