Zadziwiające to było, że Atreus i Victoria mieli dwie różne perspektywy dotyczące Beltane, Perły Morza czy Windermere, inne doświadczenia związane z umiejętnościami, które tak pielęgnowali, ale w rezultacie podobne wnioski – i że to ich tak mocno przeszurało. Lestrange nie mówiła tego za bardzo na głos, ale czuła się bezużyteczna. Oklumencja nie uchroniła jej przed jakimiś dziwnymi wizjami podczas Beltane, nie była w stanie rozproszyć magii, która wpływała na jej umysł i myliła zmysły, nie potrafiła oddzielić wspomnień babki i jej własnych – a przynajmniej do czasu. Nie była w stanie blokować wpływu magicznej więzi zawiązanej w rytuale miłosnym. Nie mogła się obronić przed magią Perły Morza i odgrywała rolę jednej z dawno nieżyjącej już służek, czując niemalże na własnej skórze, jak była tam wykorzystywana przez bogatego synalka mamusi. W Windermere nawet nie wyczuła, że coś wpływa na jej umysł i że uczucia, jakie nagle żywiła do Caina, nie były jej własnymi. Poświęcasz tyle czasu na naukę ochrony własnego umysłu, ale gdy przychodzi co do czego, to nie możesz zrobić absolutnie nic i była to gorzka prawda, która męczyła ją od miesiąca, na czele z tym, że nigdy sobie tego z Cainem nawet nie wyjaśnili… I już nie wyjaśnią.
– Hym, dziękuję – nie znała się na tym. Nie wiedziała co znaczą jakie kolory, wiedziała tylko, że aurowidzowie potrafią z tego wyczytać znacznie więcej, a w innym wypadku nie byłoby to dla Atreusa tak ważne, by poćwiczyć. – Teraz w ogóle nie jestem w stanie tam wrócić. Nasz dom już nie istnieje – mruknęła i w roztargnieniu przeczesała długie włosy palcami, nie spuszczając przy tym spojrzenia z Bulstrode’a. Warownia Longbottomów oberwała, jasne, ale stała. A jej rodzinny dom był… zniknął z powierzchni ziemi. Zostały po nim tylko książki, które nie mogły spłonąć i jakieś cholerne krzesło. Wszystko inne, wszystkie przedmioty, ubrania, pamiątki, meble, wszystko – absolutnie wszystko przestało istnieć. – Ale skoro wzięłam do siebie moje siostry, to przy okazji zażądałam też skrzata – a właściwie to tydzień po tej okropnej nocy pojawiła się w Maida Vale i po prostu oznajmiła, że zabiera jednego skrzata, który służył im w domu rodzinnym.
– Semantyka – ale fakt pozostawał faktem: najpierw kawa… potem kawa. – To akurat fakt, to ci się udało – nawet się uśmiechnęła. Pamiętała to doskonale, jak stała obok jego siostry, która opowiadała jej szybko na ucho co się wydarzyło i żadna nawet nie kiwnęła palcem, żeby Atreusa próbować powstrzymać. Wolały patrzeć jak świat płonie. Niedosłownie. – Po tym pojedynku Louvaina z Nottem, Laurent mnie namówił, żeby porozmawiać z panem delikatniutkim – przyznała po chwili, mając oczywiście na myśli Notta, który zrobił aferę ze świeczki. – Nie przypadł mi do gustu. Napuszony gumochłon – wypuściła powietrze przez nos i przekręciła głowę, czując, jak Atreus znowu ociera się o jej barierę i po chwili odpuścił, jakby nie był w stanie jej przebić.
Uśmiechnęła się na to łagodnie.
– To z sympatii – jakby go nie lubiła i naprawdę chciała obrazić, to mówiłaby inne rzeczy. Jak przy Philipie Nottcie. – I postaraj się bardziej, skoro do pięciu. Jest jeden – jeden.
// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
Akcja nieudana