Był to idealny przykład na to, że punkt widzenia w istocie zależał od punktu siedzenia. Teraz zaś Victoria założyła nogę na nogę i oparła się o oparcie krzesła, wpatrując w Atreusa.
– Czerwona… W jaki sposób to w ogóle widzisz? – to akurat było dla niej interesujące: w jaki sposób objawiały mu się te wszystkie aury, pomijając w ogóle takie podstawy jak konieczność posiadania trzeciego oka. To było całkiem zabawne, bo samo trzecie oko kojarzyło jej się, tak z grubsza, z jakimś przepowiadaniem przyszłości i tak dalej, chociaż rzecz jasna nie była taką ignorantką i przecież wiedziała, że to nie tylko to (daleko szukać przecież nie musiała, całe życie znała się z Brenną i wiedziała o tym, że posiadała zdolności widmowidzenia). Co zaś się tyczyło przepowiadania przyszłości… Cóż, miała o tym nie do końca pochlebne zdanie… nawet jeśli miewała kontakt z jasnowidzami. – Te kolory różnią się pomiędzy sobą, nawet jeśli spotkasz dwie osoby, o których powiedziałbyś, że ich aura jest dajmy na to, nie wiem, zielona? Czy to zawsze ten sam odcień? – przekrzywiła głowę. Ciekawska Victoria – o taka była dokładnie od zawsze; to głód wiedzy pchał ją przez życie i napędzał jej ambicje.
– Dzięki. Nie jest tak źle, na biednych nie trafiło – taka była prawda i machnęła lekko ręką. Była to tragedia, oczywiście, że tak, ale inni mieli gorzej. Nie zamierzała się tutaj licytować, ale prócz straty dóbr materialnych, jej rodzina była w stanie sobie poradzić. Najgorzej było z ubraniami, ale tu też jakoś wybrnęli. Ciotki i wujowie znaleźli coś dla jej rodziców, jej siostry miały całe szafy ubrań Victorii… To co innego niż mieć swoje, ale lepsze to niż nic. Pomału szli do przodu.
– Semantyka jest częścią semiotyki, więc po trochę obie odpowiedzi są poprawne – wzruszyła ramionami, a chwilę później skrzywiła się prawie tak bardzo, jakby właśnie polizała cytrynę. – Nie denerwuj mnie nawet – prychnęła, o mało co nie grożąc mu pięścią. – Rodzina jest wściekła, nie wiem na ile to prawda, a na ile durna plotka głupich ciotek. Pytałam rodzinę co jest grane i oczywiście nikt nic nie wie o żadnym pieprzonym ślubie z cholernym Mulciberem. Jeszcze w gazecie pomylili go z Williamem, myślałam że zejdę. Rozumiesz to? Typ jest niby mężem Loretty, a potem prowadza się z Eden i mylą go z jej mężem i jeszcze wrzucają ich zdjęcie do gazety – jak trafiła na ten numer Czarownicy, zostawiony w jej mieszkaniu przez Sauriela, który z jakiegoś powodu uwielbiał czytać takie bzdury, to naprawdę poczuła, jak coś się w niej gotuje. I teraz zresztą, na samą myśl, też się zagotowała. I poczuła jak jej bariera pęka…
Tyle, że nic się nie stało, bo nie odczuła wpływu Atreusa. Wytrzeszczyła więc na niego oczy.
– Czemu odpuściłeś? Miałeś mnie jak na talerzu.
Strzeliła palcami, gotowa na to, że w każdej chwili nastąpi włamanie do jej głowy.
// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
Krytyczna porazka