Uniosła wyżej brew, nie komentując nawet, że „ale w jaki sposób kolory”, skoro było jasne i oczywiste, że akurat o kolorach to ona wie doskonale, skoro o nie pytała. Najwyraźniej jej mina wystarczyła, żeby Atreus zebrał myśli i postarał się wytłumaczyć, jak to właściwie wygląda, a Lestrange kiwała głową, dając mu znać, że słucha go z uwagą. I tak rzeczywiście było, bo próbowała sobie wyobrazić to, co mówił, poukładać w głowie te informacje. Nie była dobra w okazywaniu emocji, to był fakt, ale też wybór, nie zamierzała się o to obrażać. Blondyn powiedział to jednak w taki sposób, że nawet nie przyszło jej to przez myśl.
– Aach, rozumiem – uśmiechnęła się zresztą na wzmiankę o Brennie, która była wulkanem energii. Chyba rozumiała co Atreus miał na myśli mówiąco intensywnych ludziach. Ona była tego przeciwieństwem, powolna w swoim życiu, nie spiesząca się z niczym… przynajmniej z pozoru. – Okej, ma sens. Czyli to bardziej takie tu i teraz, niż rozpoznanie indywidualnego kodu – bo fakt, przez moment zastanawiała się, czy dał by radę rozpoznać w ten sposób smutnych panów w czarnych szlafrokach, ale najwyraźniej nie. Ale i tak było to przydatne i mrużyła oczy, w tym wysiłku umysłowym, gdy układała sobie wszystkie te informacje w głowie.
– O Windermere chciałam jak najszybciej zapomnieć, jakoś wypadło mi to z głowy – prychnęła i zaraz westchnęła głośno, na myśl o jakiejś nowej żonie Mulcibera-skandalisty. Do spółki z Lorettą, która na pojedynek o własną godność ubrała się jak ulicznica i ludzie nie omieszkali tego nie zauważyć. Ogólnie… mało co wiedziała o Windermere poza tym, co sama miała na głowie. Za bardzo martwiła się wtedy o Caina i Laurenta, a poza tym była zdeterminowana posłać w cholerę niebezpieczny artefakt. I tak też zrobiła, zirytowana ilością możliwości kontroli drugiego człowieka, który nie miał się nawet jak bronić.
Chyba od tego wszystkiego rozbolała ją głowa, bo aż poczuła ukłucie w skroniach, aż syknęła i złapała się za czoło oburącz. Idealny moment, żeby wślizgnąć jej się do głowy, ale Atreus najwyraźniej też miał jakieś problemy. Spojrzała na niego z powątpiewaniem.
– Świetnie nam idzie, nie ma co… mam wrażenie, że mamy jakiś impas – ale przeciwnik tylko by wykorzystał taki moment. – Dobra, dawaj. Nie ma że boli. Szlafroki nie będą się pytać czy potrzebujemy przerwy – chociaż nie była pewna, czy przy tym bólu, który właśnie odczuwała, będzie jakkolwiek skutecznie się bronić.
// Rozpraszanie ◉◉◉◉○ – oklumencja
Sukces!