Patrzyła na niego spod rzęs, jak urządza sobie tutaj mały pokaz siły i zwycięstwa, bo oto wielki Atreus wygrał pojedynek i zakład, a Victoria już czuła, że będzie się musiała uzbroić w cierpliwość, bo Bulstrode wykorzysta to sobie do końca. Wyciśnie z tego ostatnią kropelkę, wykręci i jeszcze do tego będzie się puszył jak paw. Już się zresztą puszył, bo zachowywał się, jakby obserwował ich wielki tłum gapiów, który mu jeszcze do tego dopingował, a teraz to już wiwatował. I nawet spojrzała na niego sceptycznie, a potem bardzo teatralnie wywróciła oczami.
– Naciesz się póki możesz – parsknęła pod nosem, trochę właściwie udając, że jest niepocieszona wynikiem tego treningu, ale robiła to głównie po to, żeby Atreus nie zorientował się, że właściwie to po cichu na taki rezultat liczyła. I nawet nie musiała się jakoś strasznie wysilać, bo ten ból głowy, który nadal łupał jej w skroniach, w tym momencie bardzo to wszystko ułatwiał. Poprawiła mu tym humor, to widziała, a to już był nie lada sukces, biorąc pod uwagę całą otoczkę ostatnich wydarzeń i dla niej to właśnie była cicha, niepisana wygrana tego starcia.
W końcu westchnęła, ubrała się w cierpiętniczą minę i z ociąganiem wstała, masując sobie jeszcze kilka razy skronie.
– Oczywiście, mości książę, co tylko sobie życzysz – wyrzuciła z siebie i zmierzyła Atreusa intensywnym spojrzeniem. – Herbata mocna, słaba, z cukrem czy bez, a może z kroplą mleka? – uśmiechnęła się sztucznie i zamrugała niewinnie rzęsami. Szybko jednak ten uśmieszek spłynął z jej ust, ustępując zwyczajowej, niewiele wyrażającej minie. – Złapię cię w biurze – dodała, sugerując mu, że powinien wyjść pierwszy.
Zamknęła za nimi pomieszczenie.