21.10.2025, 22:38 ✶
Uśmiech wykwitł na jej bladej twarzy od razu, kiedy wyobraziła sobie siebie z aurą w kolorze wina. Na modłę tej przepowiedni pociągnęła kolejny łyk z kielicha, w którym powoli było już widać dno. To chyba mogło znaczyć, że należało sobie dolać trochę z karafki, prawda? Przyjemny, a także znajomy szum powoli wypełnił jej głowę, aby przy okazji chwycić ją za przegub i pogrozić coraz to większą utratą czucia w palcach.
Ale późniejszy przebłysk świadomości uszczypnął ją mocno w kark, kiedy przypomniała sobie, że nie była przecież u siebie w domu. To znaczy, była, ale poza nią samą była też tutaj jej rodzina, przy której raczej nie wypadało zalać mordy. A przynajmniej nie aż tak bardzo.
Spojrzała ledwie przelotnie na postać ojca, siedzącego u szczytu stołu — miała nadzieję, że nie poznawał się po jej coraz to większych, pijackich wybrykach, choć te w większości ograniczały się do sporej ilości spożywanego przy obiedzie wina. Miała teraz tylko jednego ojca, więc zawsze bardzo liczyła na jego aprobatę. Aż za bardzo.
— Żółtym? — powtórzyła po Eriku, przechylając głowę lekko na bok. — To bardzo urocze. Szczególnie, że ostatnio kupiłam żółty obrus do jadalni!
Czuła ciepło przy policzkach, ale nie należało do tego z sortu tych przyjemnych. Sięgnęła zatem do innej karafki, tej z wodą, aby przepłukać nią swój kieliszek. Wylała nadmiar wymieszany z resztkami wina na trawę, a potem faktycznie dolała sobie już… soku z dyni. I zjadła kawałek ciasta.
— Do ciebie pasowałby brązowy? — rzuciła, przyglądając się bratankowi. — Taki ziemny, korzenny.
Teraz było trochę lepiej.
Szturchnęła nogą pod stołem Morpheusa i uszczypnęła go w kolano, starając się bardziej osadzić w tej sytuacji poprzez denerwowanie brata. Byli w Warowni. Byli w ogrodzie. Siedzieli przy stole. Wszystko było w porządku.
— Stawiałabym, że chodzi o jakiś przekaz? Nie wiem, może — machnęła dłonią, popijając sok. — z racji, że brakowało ostatnio jedzenia, to uznali, że spróbują połączyć to z konserwowaniem i przechowywaniem? Przy okazji próba przekierowania pokłosia Spalonej nocy na coś lepszego. Poza tym, symbol odrodzenia przy feniksach — obracają się w popiół, aby potem z niego powrócić. No, a przy okazji każdy lubi suszone jabłka.
Wzruszyła ramionami, a potem zadrżała mimowolnie, kiedy zimniejszy podmuch poruszył serwetkami na stole.
Ale późniejszy przebłysk świadomości uszczypnął ją mocno w kark, kiedy przypomniała sobie, że nie była przecież u siebie w domu. To znaczy, była, ale poza nią samą była też tutaj jej rodzina, przy której raczej nie wypadało zalać mordy. A przynajmniej nie aż tak bardzo.
Spojrzała ledwie przelotnie na postać ojca, siedzącego u szczytu stołu — miała nadzieję, że nie poznawał się po jej coraz to większych, pijackich wybrykach, choć te w większości ograniczały się do sporej ilości spożywanego przy obiedzie wina. Miała teraz tylko jednego ojca, więc zawsze bardzo liczyła na jego aprobatę. Aż za bardzo.
— Żółtym? — powtórzyła po Eriku, przechylając głowę lekko na bok. — To bardzo urocze. Szczególnie, że ostatnio kupiłam żółty obrus do jadalni!
Czuła ciepło przy policzkach, ale nie należało do tego z sortu tych przyjemnych. Sięgnęła zatem do innej karafki, tej z wodą, aby przepłukać nią swój kieliszek. Wylała nadmiar wymieszany z resztkami wina na trawę, a potem faktycznie dolała sobie już… soku z dyni. I zjadła kawałek ciasta.
— Do ciebie pasowałby brązowy? — rzuciła, przyglądając się bratankowi. — Taki ziemny, korzenny.
Teraz było trochę lepiej.
Szturchnęła nogą pod stołem Morpheusa i uszczypnęła go w kolano, starając się bardziej osadzić w tej sytuacji poprzez denerwowanie brata. Byli w Warowni. Byli w ogrodzie. Siedzieli przy stole. Wszystko było w porządku.
— Stawiałabym, że chodzi o jakiś przekaz? Nie wiem, może — machnęła dłonią, popijając sok. — z racji, że brakowało ostatnio jedzenia, to uznali, że spróbują połączyć to z konserwowaniem i przechowywaniem? Przy okazji próba przekierowania pokłosia Spalonej nocy na coś lepszego. Poza tym, symbol odrodzenia przy feniksach — obracają się w popiół, aby potem z niego powrócić. No, a przy okazji każdy lubi suszone jabłka.
Wzruszyła ramionami, a potem zadrżała mimowolnie, kiedy zimniejszy podmuch poruszył serwetkami na stole.
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you