22.02.2023, 02:11 ✶
Pogodziła się z tym, że Castiel już nie potrzebował tak mocno swojej siostry, zresztą, razem z upływem lat to Cynthia mu niczego nie ułatwiała. Uciekając w pracę i rozwój, trudno było znaleźć czas na ludzi i ich dramaty. Starała się mieć na niego oko, pomagać mu, gdy tylko mogła, ale prawda była taka, że odkąd Flint nabył swój jacht, a ojciec wypłynął do Stanów, wielki dom praktycznie pusty i nieprzyjemny. Żyła tam ze skrzatami, ale prawda była taka, że unikała powrotów w wysokie, pokryte pstrokatą tapetą ściany.
Skończyła wcześniej niż zwykle, bo brakło trupów i priorytetów, a większość przygotowywała do święta. Siedząc więc w fotelu, pochłaniała tomisko o zaawansowanych eliksirach oraz ich wpływie na organy wewnętrzne. Pomijała wszystkie te niedorzeczne substancje, jak amortencja czy płynne szczęście, bo uwarzenie ich nie stanowiło żadnego wyzwania dla jasnowłosej. Przyzwyczajona do ciszy, podniosła głowę na dźwięk skrzypiącej podłogi. Nie spodziewała się gości, a zważywszy na czasy, w których przyszło im żyć, miała przy boku różdżkę. Na widok Castiela odetchnęła cicho, spojrzenie jej złagodniało.
- Czemu dziwi mnie to, że przyszedłeś do domu? - odpowiedziała, przymykając oczy i zamykając księgę, położyła ją na swoich kolanach. Drobna, blada dłoń przesunęła po zdobionej okładce. Był to egzemplarz, który ojciec przywiózł z jednej ze swoich wypraw. Wyprostowała głowy, lustrując go wzrokiem. I chociaż odruchem na widok krwi było zerwanie się z fotela, tym razem jednak zacisnęła tylko palce.
- Znów wpakowałeś się w kłopoty? - zapytała z rezygnacją po wysłuchaniu jego słów, nie komentując jednak obchodów Święta ani spotkania z Fergusem, z którym ostatnio był tak zżyty. Bardziej niż z nią. - Chcę wiedzieć, dlaczego podwójną wiggennowego?
Zapytała wstając, nie drążąc dalej tematu, bo przecież Castiel miał swoje życie i swoje sprawy, był dorosły. Odłożyła księgę na regał, przeczesując palcami włosy na plecy, aby zaraz stuknąć paznokciem w swoje wargi w chwilowym zamyśleniu. Nic go nie postawi na nogi tak, jak odpoczynek, ale byli czarodziejami, a magia umiała oszukiwać organizmy. Podobnie zresztą jak emocje. Cynthia nie była ślepa, byli całością, a jednak nie wtrącała się. I tak zrobiłaby dla niego wszystko.
- Powinieneś pójść spać na przynajmniej dziesięć. Zrobisz jednak, jak zechcesz. Zaczekaj Cas, przygotuje wszystko.
Oznajmiła w końcu, ruszając w stronę kuchni oraz znajdującej się pod nią spiżarni. Przechodząc obok fotela, mimowolnie przesunęła mu po ramieniu dłonią, zaciskając na chwilę palce.
Przygotowała dużą tacę, na której tkwił wielki kubek Herbarty oraz kanapka z jego ulubionym środkiem, a także kilka maślanych ciastek. Na krawędzi tacy tkwił flakonik z miksturą, a także dwie mniejsze z eliksirem wiggennowym, tak na wszelki wypadek. Spojrzała na swoje dłonie, łapiąc się na tym, że czuła niepokój, który czasem sprawiał, że drżały jej palce. Odgłos obcasów rozległ się w salonie, gdy te uderzały rytmicznie w drewnianą podłogę. Ułożyła tacę na stoliku przy fotelu, który zajmował. Bez słowa wzięła też koc, nakrywając go i wyjęła różdżkę, celując w kominek, aby mocniej rozpalić ogień. Cynthia była przyzwyczajona do niskich temperatur, ale dla osób zwykłych, mogło być zbyt chłodno. Stanęła przed kominkiem, krzyżując ręce pod biustem. Wbiła spojrzenie w płomień, który łapczywie pożerał tkwiące tam drewno. - Uważajcie jutro na siebie z Fergusem.
Skończyła wcześniej niż zwykle, bo brakło trupów i priorytetów, a większość przygotowywała do święta. Siedząc więc w fotelu, pochłaniała tomisko o zaawansowanych eliksirach oraz ich wpływie na organy wewnętrzne. Pomijała wszystkie te niedorzeczne substancje, jak amortencja czy płynne szczęście, bo uwarzenie ich nie stanowiło żadnego wyzwania dla jasnowłosej. Przyzwyczajona do ciszy, podniosła głowę na dźwięk skrzypiącej podłogi. Nie spodziewała się gości, a zważywszy na czasy, w których przyszło im żyć, miała przy boku różdżkę. Na widok Castiela odetchnęła cicho, spojrzenie jej złagodniało.
- Czemu dziwi mnie to, że przyszedłeś do domu? - odpowiedziała, przymykając oczy i zamykając księgę, położyła ją na swoich kolanach. Drobna, blada dłoń przesunęła po zdobionej okładce. Był to egzemplarz, który ojciec przywiózł z jednej ze swoich wypraw. Wyprostowała głowy, lustrując go wzrokiem. I chociaż odruchem na widok krwi było zerwanie się z fotela, tym razem jednak zacisnęła tylko palce.
- Znów wpakowałeś się w kłopoty? - zapytała z rezygnacją po wysłuchaniu jego słów, nie komentując jednak obchodów Święta ani spotkania z Fergusem, z którym ostatnio był tak zżyty. Bardziej niż z nią. - Chcę wiedzieć, dlaczego podwójną wiggennowego?
Zapytała wstając, nie drążąc dalej tematu, bo przecież Castiel miał swoje życie i swoje sprawy, był dorosły. Odłożyła księgę na regał, przeczesując palcami włosy na plecy, aby zaraz stuknąć paznokciem w swoje wargi w chwilowym zamyśleniu. Nic go nie postawi na nogi tak, jak odpoczynek, ale byli czarodziejami, a magia umiała oszukiwać organizmy. Podobnie zresztą jak emocje. Cynthia nie była ślepa, byli całością, a jednak nie wtrącała się. I tak zrobiłaby dla niego wszystko.
- Powinieneś pójść spać na przynajmniej dziesięć. Zrobisz jednak, jak zechcesz. Zaczekaj Cas, przygotuje wszystko.
Oznajmiła w końcu, ruszając w stronę kuchni oraz znajdującej się pod nią spiżarni. Przechodząc obok fotela, mimowolnie przesunęła mu po ramieniu dłonią, zaciskając na chwilę palce.
Przygotowała dużą tacę, na której tkwił wielki kubek Herbarty oraz kanapka z jego ulubionym środkiem, a także kilka maślanych ciastek. Na krawędzi tacy tkwił flakonik z miksturą, a także dwie mniejsze z eliksirem wiggennowym, tak na wszelki wypadek. Spojrzała na swoje dłonie, łapiąc się na tym, że czuła niepokój, który czasem sprawiał, że drżały jej palce. Odgłos obcasów rozległ się w salonie, gdy te uderzały rytmicznie w drewnianą podłogę. Ułożyła tacę na stoliku przy fotelu, który zajmował. Bez słowa wzięła też koc, nakrywając go i wyjęła różdżkę, celując w kominek, aby mocniej rozpalić ogień. Cynthia była przyzwyczajona do niskich temperatur, ale dla osób zwykłych, mogło być zbyt chłodno. Stanęła przed kominkiem, krzyżując ręce pod biustem. Wbiła spojrzenie w płomień, który łapczywie pożerał tkwiące tam drewno. - Uważajcie jutro na siebie z Fergusem.