22.10.2025, 08:59 ✶
Dla niego Nokturn był Nokturnem. Parszywą ulicą, po której chodziły najgorsze męty tego świata. Ale byłby głupcem, gdyby powiedział, że nie korzystał z ich usług. Nie był przykładnym funkcjonariuszem Ministerstwa, który zawsze działał zgodnie z prawem. Wykorzystywał luki w prawie, potrafił ukrywać swoich znajomków przed odpowiedzialnością - i być może jego znajomki wcale nie były mordercami, tylko złodziejaszkami, ale pewnie Bones wyjebałby go na zbity pysk gdyby tylko się o tym dowiedział. Ale fakt był jeden: tylu rozwiązanych spraw dzięki jego znajomościom to nigdy by nie miał.
Aidan splunął krwią na bruk.
- Spierdalaj - jego warknięcie było w sumie jęknięciem przepełnionym bólem. Jego spojrzenie wodziło nie po twarzy Umbriela, a po jego papierosie. Był skołowany, kręciło mu się w głowie. Z początku go nie rozpoznał, informacje przychodziły z trudem. I już gdy ta iskierka zapaliła się w jego mózgu, gdy połączyl kropki, mężczyzna dobył różdżki. Aidan zmrużył oczy. Czy to był jego koniec? Bo się, kurwa, zgubił w jebanych tunelach i zszedł tam, gdzie nie powinien? Nich i tak będzie. Mamusia po nim zapłacze, ale może Borgin go pomści czy coś.
Coś drgnęło w jego mózgu. Jakiś głos... Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zamiast tego niczym robak podpełznął do różdżki, która znajdowała się pod warstwą śmieci. Wyciągnął ją, krzywiąc się nie tylko z bólu, ale i obrzydzenia. Powoli ją uniósł, a potem bez chwili wahania przytknął ją do ściany. Nie miał przy sobie nic, co by go ratowało i dawało poczucie bezpieczeństwa poza tym jednym, magicznym patykiem. Patrzył, jak pleśń powoli obrasta jego różdżkę.
- Co jest, kurwa... - chciał ją szarpnąć do siebie, ale nie zdążył. Różdżka została pożarta. - Oddawaj ją!
Nie wiedział w sumie, czy gniew kierował w stronę Umbriela, czy ściany. Ale krzyknął, chociaż był to krzyk stłamszony, cichszy niż powinien być.
Aidan splunął krwią na bruk.
- Spierdalaj - jego warknięcie było w sumie jęknięciem przepełnionym bólem. Jego spojrzenie wodziło nie po twarzy Umbriela, a po jego papierosie. Był skołowany, kręciło mu się w głowie. Z początku go nie rozpoznał, informacje przychodziły z trudem. I już gdy ta iskierka zapaliła się w jego mózgu, gdy połączyl kropki, mężczyzna dobył różdżki. Aidan zmrużył oczy. Czy to był jego koniec? Bo się, kurwa, zgubił w jebanych tunelach i zszedł tam, gdzie nie powinien? Nich i tak będzie. Mamusia po nim zapłacze, ale może Borgin go pomści czy coś.
Coś drgnęło w jego mózgu. Jakiś głos... Otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zamiast tego niczym robak podpełznął do różdżki, która znajdowała się pod warstwą śmieci. Wyciągnął ją, krzywiąc się nie tylko z bólu, ale i obrzydzenia. Powoli ją uniósł, a potem bez chwili wahania przytknął ją do ściany. Nie miał przy sobie nic, co by go ratowało i dawało poczucie bezpieczeństwa poza tym jednym, magicznym patykiem. Patrzył, jak pleśń powoli obrasta jego różdżkę.
- Co jest, kurwa... - chciał ją szarpnąć do siebie, ale nie zdążył. Różdżka została pożarta. - Oddawaj ją!
Nie wiedział w sumie, czy gniew kierował w stronę Umbriela, czy ściany. Ale krzyknął, chociaż był to krzyk stłamszony, cichszy niż powinien być.