22.02.2023, 02:29 ✶
Nie mogła uwierzyć, że dała się wciągnąć w to szaleństwo, a z drugiej strony jednak były to przecież ich ostatnie chwile. Niewinne, beztroskie, głupie. Jedno piwo nie mogło zaszkodzić, prawda? Perspektywa ukończenia nauki wydawała się Flintównie na swój sposób przerażająca, zegar miał zacząć tykać i tak naprawdę tylko od tego, ile była w stanie poświęcić, zależał jej sukces. Egzaminy się skończyły, byli pomęczeni.
Nie zwalniało to jednak z przyzwoitego wyglądu, więc przed wyjściem musiała się upewnić, że jej brat nie przyniesie wstydu, bo być może był to wieczór, gdzie coś mogło zaiskrzyć pomiędzy nim a którąś koleżanką z roku. W końcu był synem, miał pewne obowiązki — cóż, równie nieprzyjemne, jak ona, ale ważniejsze dla rodziny. A ta była przecież wszystkim. Przeczesała dłonią włosy, zastanawiając się, czy nałożona dziś odważnie odrobina makijażu nie była zbyt wyzywająca. Szturchnęła też brata, wskazując na jedną z dziewcząt, co wywołało tylko rumieńce, na co wywróciła oczyma.
Usiadła wygodniej, zakładając nogę na nogę i z pewną nostalgią rozejrzała się po pomieszczeniu. Pewnie żadne z nich nie będzie miało czasu wpadać do trzech mioteł, a ich drogi się całkiem rozejdą. Jak miała sobie poradzić bez ślizgonki, która zawsze była obok i bez nadaktywnej Longbottomówny? Uśmiechnęła się pod nosem, wbijając wzrok w dziewczynę, gdy ta zaczęła mówić o piwie i o pełnoletniości. Wierzyła, że zrobi piekło, jak tego miodu i rumu nie dostanie. Zaśmiała się pod nosem na jego ucieczkę z kolegą, odprowadzając ich wzrokiem. Cóż za nieporadny chłopak, ale była dumna z tego, że z nimi poszedł. Musiała być surowa, nie mieli mamy i ojciec kazał się nim opiekować.
- Widzę, że dorosłość i bez procentów w was uderzyła. - rzuciła w stronę dziewcząt, chociaż sama miała ochotę na ten porzeczkowy rum. Każda z nich była chyba w szkolnym mundurku z tego powodu, że to były ostatnie chwilę, na jego noszenie. Cynthia zdecydowała się jednak na wstążkę pod szyją. - Chętnie przyjdziemy, prawda Tori? Może uda się wyciągnąć mi Castela, zanim się gdzieś zaszyje ze swoimi pomysłami. - oczywiście siedziała obok Lastrange, chociaż było jej to bez różnicy. Bale charytatywne były jedną z ulubionych rozrywek czystokrwistych, gdzie wszystko było na pokaz i sztuczne. - Uważam Brenno, że byłabyś najpopularniejszym duchem i każdy by chętnie brał udział w Twoich zajęciach, a nie odsypiał na nich wczesne wstawanie. - dodała pewnym siebie głosem, wzruszając delikatnie ramionami. Niewiele było okazji, w których jej błękitne oczy z taką łagodnością spoglądały na innych. A jednak przez te siedem lat się do nich przyzwyczaiła, spędzała z nimi praktycznie każdy dzień. Czy jak pójdzie na studia oraz staże uzdrowicielskie, a Brenna, Victoria, Theseus i Castiel ruszą po drodze do swoich marzeń, uda się im czasem tak spotkać. - Rum będzie na pewno lepszy od miodu.
Oznajmiła jeszcze pewnym głosem, bo miody były zwyczajnie paskudne.
Nie zwalniało to jednak z przyzwoitego wyglądu, więc przed wyjściem musiała się upewnić, że jej brat nie przyniesie wstydu, bo być może był to wieczór, gdzie coś mogło zaiskrzyć pomiędzy nim a którąś koleżanką z roku. W końcu był synem, miał pewne obowiązki — cóż, równie nieprzyjemne, jak ona, ale ważniejsze dla rodziny. A ta była przecież wszystkim. Przeczesała dłonią włosy, zastanawiając się, czy nałożona dziś odważnie odrobina makijażu nie była zbyt wyzywająca. Szturchnęła też brata, wskazując na jedną z dziewcząt, co wywołało tylko rumieńce, na co wywróciła oczyma.
Usiadła wygodniej, zakładając nogę na nogę i z pewną nostalgią rozejrzała się po pomieszczeniu. Pewnie żadne z nich nie będzie miało czasu wpadać do trzech mioteł, a ich drogi się całkiem rozejdą. Jak miała sobie poradzić bez ślizgonki, która zawsze była obok i bez nadaktywnej Longbottomówny? Uśmiechnęła się pod nosem, wbijając wzrok w dziewczynę, gdy ta zaczęła mówić o piwie i o pełnoletniości. Wierzyła, że zrobi piekło, jak tego miodu i rumu nie dostanie. Zaśmiała się pod nosem na jego ucieczkę z kolegą, odprowadzając ich wzrokiem. Cóż za nieporadny chłopak, ale była dumna z tego, że z nimi poszedł. Musiała być surowa, nie mieli mamy i ojciec kazał się nim opiekować.
- Widzę, że dorosłość i bez procentów w was uderzyła. - rzuciła w stronę dziewcząt, chociaż sama miała ochotę na ten porzeczkowy rum. Każda z nich była chyba w szkolnym mundurku z tego powodu, że to były ostatnie chwilę, na jego noszenie. Cynthia zdecydowała się jednak na wstążkę pod szyją. - Chętnie przyjdziemy, prawda Tori? Może uda się wyciągnąć mi Castela, zanim się gdzieś zaszyje ze swoimi pomysłami. - oczywiście siedziała obok Lastrange, chociaż było jej to bez różnicy. Bale charytatywne były jedną z ulubionych rozrywek czystokrwistych, gdzie wszystko było na pokaz i sztuczne. - Uważam Brenno, że byłabyś najpopularniejszym duchem i każdy by chętnie brał udział w Twoich zajęciach, a nie odsypiał na nich wczesne wstawanie. - dodała pewnym siebie głosem, wzruszając delikatnie ramionami. Niewiele było okazji, w których jej błękitne oczy z taką łagodnością spoglądały na innych. A jednak przez te siedem lat się do nich przyzwyczaiła, spędzała z nimi praktycznie każdy dzień. Czy jak pójdzie na studia oraz staże uzdrowicielskie, a Brenna, Victoria, Theseus i Castiel ruszą po drodze do swoich marzeń, uda się im czasem tak spotkać. - Rum będzie na pewno lepszy od miodu.
Oznajmiła jeszcze pewnym głosem, bo miody były zwyczajnie paskudne.