Nie miała powodu nie wierzyć słowom skrzata, te w większości były szczere i prostolinijne, tym bardziej, gdy właściciel nie kazał im kłamać – a Atreus pozwolił mu mówić. I tylko dlatego nie dopytywała, czy na pewno, ani nie wyraziła na głos swojego zwątpienia, bo wiedziała, jak bardzo skrzaty potrafią takie uwagi brać do siebie.
– Dziękuję – powiedziała maluchowi i zaraz przeniosła spojrzenie na wnętrze salonu, a później – a niech to – na rękaw swojego munduru, który znowu zaczęła niepotrzebnie i bezskutecznie trzeć.
– Oby… – odparła już Atreusowi, gdy skrzat zniknął z właściwym teleportacji trzaskiem. Wiedzieli już, że inne miejsca poza Londynem też zostały zaatakowane, a poza tym, Victoria dostała wiadomość od Laurenta, któa nie pozostawiała wątpliwości co do tego, że ma zamiar opuścić dzisiaj New Forest. I to ją bardzo martwiło. Bo w jaki sposób chciał się tutaj dostać, na abraksanie? Przecież nie teleportacją. A tu było… tu było źle i nie miała go nawet jak poinformować, żeby za żadne skarby nie zbliżał się do Londynu. Mogłaby spróbować wysłać patronusa, ale niestety problem polegał na tym, ze skoro wysłał do niej ptaka, to musiało minąć trochę czasu nim ten do niej doleciał, a to oznaczało, że w tym momencie Prewett mógł działać. I cholera wie, czy jej patronus w ogóle dotarłby do niego na czas. A potem racjonalizowała sobie, że może przeszedł kominkami do Bulstrode’ów…
Tylko, że najwyraźniej nie.
A chwilę później pojawił się świetlisty wąż sunący po ziemi i Lestrange zdążyła zrobić tylko duże oczy, nim usłyszeli znany im głos. Urywany znany głos. Zacisnęła usta w wąską kreskę.
– Dlatego o niego pytałam – odparła cicho, na moment pomijając fakt, że Atreus powiedział, że znowu dostanie w mordę. Zmrużyła za to oczy. – Jakieś pół godziny temu Fuego złapał mnie na ulicy i przekazał liścik. Nie zdążyłam mu nawet odpisać, żeby nie zbliżał się do Londynu. Byłam pewna, że też dostałeś wiadomość – cóż, wiadomość dostał, ale najwyraźniej z opóźnieniem, bo t e r a z. Czarnowłosa zresztą sięgnęła do kieszeni bardzo brudnej już teraz marynarki i wyciągnęła z niej pomiętą karteczkę (którą Victoria zmiażdżyła w kulkę ze złości, gdy ją przeczytała) i wyciągnęła do Bulstrode’a, żeby sam mógł sobie przeczytać. – I co masz na myśli, że znowu dostanie w mordę? – syknęła.