25.10.2025, 13:59 ✶
Z Eugenią i Elliotem.
Już miał powołać się na znaną i kochaną w polityce koncepcję theatrum mundi, gdy jego drogi kuzyn dołączył się do dyskusji. Robertowi to nie przeszkadzało. Wiedział, że spośród obecnych tu polityków, Elliot był jednym z tych, którzy wykazywali wobec magicznej Anglii to, co było w tejże przestrzeni tak rzadkie: dobrą wolę.
– Mój kuzyn ma świętą rację. Nie bez powodu mówimy o "scenie politycznej", czyż nie? Proszę chociażby spojrzeć na Hamleta, niedawno go przecież tu wystawiano. Szekspir już dawno połączył politykę z teatrem – uśmiechnął się, zostawiając niewypowiedzianymi motywy szekspirowskiego upadku panujących porządków i ustanawiania nowych. – Ale nawiązując do pytania Ministry o dumę z rodziny, oczywiście dzisiaj Selwynowskie dziedzictwo przynosi mi radość. Wbrew plotkom, ja również jestem dumny z mojego pochodzenia. Cieszę się, że pani Ministra to widzi.
Robert lubił ten jad, który towarzyszył rozmowom pomiędzy politykami. Innych męczyłaby nieautentyczność, obłuda, łapanie za słówka. Nie jego. Spowodowane było to chyba specyficzną Selwynowsko-Crouchową mieszanką, jaką stanowiła jego osoba. Takie rozmowy go nie frustrowały, lecz dostarczały mu energii, dobrej zabawy. A lekko kokieteryjne zabarwienie dodawało temu wszystkiemu dodatkowego napięcia.
– A co do Hannibala, rzeczywiście jest młody, ale myślę, że rola była na tyle odważna, że potrzeba było aktora spoza konwenansu. Takiego, który nie trzyma się utartych reguł, a je sam tworzy. Zgodzisz się ze mną, Eliotcie?