27.10.2025, 13:20 ✶
O, ktoś przyznał mu rację. Oliver zmrużył oczy, niezbyt przyzwyczajony do faktu, że ktoś się z nim zgadza. Nabrał powietrza w usta, przetrzymał je trochę w płucach, a potem wypuścił je ze świstem. I nic nie powiedział. Wpakował ręce do kieszeni spodni, szukając fajek. Gdzieś tu była paczka...
- Powiem ci, jak mi powiesz gdzie są małe gobliny - odpyskował, znajdując w końcu fajki. Wycelował papierosem w goblina, który ich zaczepił - nie, Oliver McKinnon zdecydowanie nie nadawał się do dyskusji na poważne tematy. Zresztą obstawiał, że nikogo nie interesowało jego zdanie, a te ropuchy szukały powodu do rozróby. Bo inaczej dyskutowaliby w innym miejscu, bardziej cywilizowanym. Chyba. Bo może ich do takiego nie wpuścili? Nie no, aż takiego zakazu chyba nie było, nie? - Wiesz, no macie chyba jakieś dzieciaki, co? Czy się rodzicie tacy starzy? I zanim się napuszysz, to u nas jest tak, że maluchy przejawiają albo i nie talent magiczny. I na tej podstawie decydujemy czy mogą mieć różdżkę. Wy ich nie potrzebujecie, a na dodatek znacie sekrety, którymi się z nami nie chcecie dzielić, więc co za różnica? My mamy swoje sekreciki, wy swoje, nie możemy po prostu pójść na piwo i się rozejść potem?
Palnął z głupia frant, wcale nie zauważając, że nadepnął swoją wypowiedzią na co najmniej kilka odcisków. Odpalił papierosa i wyciągnął paczkę w kierunku Selwyna, ale goblin tupnął nogą ze złości.
- A co to ma do rzeczy?! Wy nam ZAKAZUJECIE mieć różdżki, a my wam DAJEMY nasze zaklęte przedmioty! - zapieklił się. I pewnie sprawa wyglądałaby poważniej, gdyby goblin był nieco wyższy. - Jesteście głupie, głupie dzieciaki!
- Chyba twoja stara. Macie wy w ogóle samice? - McKinnon zmrużył oczy. Ups.