27.10.2025, 13:28 ✶
— A tam patyczki, dajże spokój. Gówno w lesie to wciąż gówno i żadna woń jodełki tego nie zmienia. — Woody pokręcił nosem na pomysł kumpla, który był przecież absurdalny. Już lepiej niech na Nokturnie tylko śmierdzi niż śmierdzi i dusi od tych zapaszków perfumowanych. — Miło patrzeć, jak się młoda Moody artystycznie realizuje, no-no. Jest przynajmniej jaka kolorowa pociecha w tym smutnym świecie. A jaki sufit nam zmalowała, cholera, ładne.
Woody wziął więc atencję dla siebie, nie patrząc na to, jak niewiele zostało jej dla przyjaciela. Gdyby się Tarp odwrócił podczas pogoni, zobaczyłby jednak, że jedna z dziewuszek zerka co chwilę spod oka na Selwyna i czujnie pilnuje, czy przystojny kolega wybrańca nie zostaje nadto z tyłu. Ptactwo ptactwem, wróżba wróżbą, ale piękny Jonathan przyciągał spojrzenia niewieście mocniej niż zapuszczony łysy wujcio. Tym bardziej się tym Woody nie przejmował, że patrzą tego dnia na niego — Johnny to miał na co dzień! I jeszcze by chciał, nienażarty narcyz!
Longbottom schwytał ptaka i zakończył gonitwę. Uniósł bijącego skrzydłami gąsiora w górę w geście tryumfu niczym złoty puchar, po czym wcisnął go sobie pod pachę i ze zdobyczą powrócił do chichoczących dziewcząt.
— To której pannie mam zwrócić zgubę? — zapytał szarmancko, stawiając spacyfikowanego gąsiora na ścieżce i przytrzymując go łapą.
Ze szczebioczącego tłumku wyszło jakieś dziewczę i zaskakująco mocnym jak na tak delikatną istotę chwytem odebrało drób, obdarowując bohatera rozbawionym uśmiechem.
— Kto wy jesteście? A skąd wyście? — rozbrzmiewały wśród wieśniaczek zaciekawione pytania. Wieś była mała, a tych dwóch szło przez nią piechotą, i to w jakich strojach. Nie dziwota, że budzili zainteresowanie.
— My są włóczykije, idziemy se przed siebie, tak o — wyjaśnił Woody, na co któraś zakrzyknęła, że widać, że panowie z miasta, że pewno gdzie za wsią stoi s a m o c h ó d.
Z miasta czy nie, to się nie rozstrzygnęło, lecz nim czarodzieje poszli dalej w swoją stronę, rumiane dziewczę wręczyło im kilka jabłuszek. Że na drogę, żeby nie opadli z sił. Włóczykije — śmiała się z powątpiewaniem.
I poszli dzielni Zakonnicy dalej przed siebie. Woody wyjął z kieszeni scyzoryk i odkrawał sobie niewielkim nożykiem po kawałeczku jabłka.
— I co, Selwyn? Łyso ci? — pytał, gdy wędrowali przez piaszczystą wiejską ścieżynę wśród pól po żniwach, a za nimi słońce schodziło za horyzont. — Teraz zadowoliłem na twoich oczach całą grupę kobiet, hehe. — Zrobił sobie przerwę, żeby wepchnąć do ust kęs jabłka. — No, tego wampira to mi zupełnie nie jest szkoda, powiem ci. Nawet bym nie chciał. — Mówił o tym z Jonathanem rzeczywiście swobodnie. Dużo miał czasu, aby oswoić się z tą myślą i przychodziła mu już naturalnie świadomość, że Selwyn nie wzgardza miłością ni mężczyzn, ni wampirów. — Ty w ogóle wiesz, co to samochód, Selwyn? Mogę ci pokazać, bo ostatnio coś tam się interesuje, trochę tego… temat zgłębiam. Samochody, motocykle. Takie różne mugolskie. — Podał mu swój nożyk i wytarł mokre od soku łapy w spodnie, aby szukać po kieszeniach fotek motocyklów.
Woody wziął więc atencję dla siebie, nie patrząc na to, jak niewiele zostało jej dla przyjaciela. Gdyby się Tarp odwrócił podczas pogoni, zobaczyłby jednak, że jedna z dziewuszek zerka co chwilę spod oka na Selwyna i czujnie pilnuje, czy przystojny kolega wybrańca nie zostaje nadto z tyłu. Ptactwo ptactwem, wróżba wróżbą, ale piękny Jonathan przyciągał spojrzenia niewieście mocniej niż zapuszczony łysy wujcio. Tym bardziej się tym Woody nie przejmował, że patrzą tego dnia na niego — Johnny to miał na co dzień! I jeszcze by chciał, nienażarty narcyz!
Longbottom schwytał ptaka i zakończył gonitwę. Uniósł bijącego skrzydłami gąsiora w górę w geście tryumfu niczym złoty puchar, po czym wcisnął go sobie pod pachę i ze zdobyczą powrócił do chichoczących dziewcząt.
— To której pannie mam zwrócić zgubę? — zapytał szarmancko, stawiając spacyfikowanego gąsiora na ścieżce i przytrzymując go łapą.
Ze szczebioczącego tłumku wyszło jakieś dziewczę i zaskakująco mocnym jak na tak delikatną istotę chwytem odebrało drób, obdarowując bohatera rozbawionym uśmiechem.
— Kto wy jesteście? A skąd wyście? — rozbrzmiewały wśród wieśniaczek zaciekawione pytania. Wieś była mała, a tych dwóch szło przez nią piechotą, i to w jakich strojach. Nie dziwota, że budzili zainteresowanie.
— My są włóczykije, idziemy se przed siebie, tak o — wyjaśnił Woody, na co któraś zakrzyknęła, że widać, że panowie z miasta, że pewno gdzie za wsią stoi s a m o c h ó d.
Z miasta czy nie, to się nie rozstrzygnęło, lecz nim czarodzieje poszli dalej w swoją stronę, rumiane dziewczę wręczyło im kilka jabłuszek. Że na drogę, żeby nie opadli z sił. Włóczykije — śmiała się z powątpiewaniem.
I poszli dzielni Zakonnicy dalej przed siebie. Woody wyjął z kieszeni scyzoryk i odkrawał sobie niewielkim nożykiem po kawałeczku jabłka.
— I co, Selwyn? Łyso ci? — pytał, gdy wędrowali przez piaszczystą wiejską ścieżynę wśród pól po żniwach, a za nimi słońce schodziło za horyzont. — Teraz zadowoliłem na twoich oczach całą grupę kobiet, hehe. — Zrobił sobie przerwę, żeby wepchnąć do ust kęs jabłka. — No, tego wampira to mi zupełnie nie jest szkoda, powiem ci. Nawet bym nie chciał. — Mówił o tym z Jonathanem rzeczywiście swobodnie. Dużo miał czasu, aby oswoić się z tą myślą i przychodziła mu już naturalnie świadomość, że Selwyn nie wzgardza miłością ni mężczyzn, ni wampirów. — Ty w ogóle wiesz, co to samochód, Selwyn? Mogę ci pokazać, bo ostatnio coś tam się interesuje, trochę tego… temat zgłębiam. Samochody, motocykle. Takie różne mugolskie. — Podał mu swój nożyk i wytarł mokre od soku łapy w spodnie, aby szukać po kieszeniach fotek motocyklów.
piw0 to moje paliwo