29.10.2025, 02:56 ✶
- Alba, bardzo piękne imię, proszę pani - pochwalił ją, nie odrywając od twarzy ciepłego uśmiechu. Całe jego ciało krzyczało wręcz, że przyjemność znajdowała się po jego stronie i był to dla niego stan raczej naturalny, jakby w urodzenia był raczej labradorem, a nie poważnym czarodziejem.
- Oh, no proszę - machnął ręką, śmiejąc się na jej podstępny żart, ale jeśli Bertie posiadał jakąś wadę, to na pewno było to nie doszukiwanie się w czyichś słowach drugiego dna, no przynajmniej nie przy pierwszym, drugim czy trzecim spotkaniu. - Najważniejsza, druga najważniejsza, ja bym powiedział że równie ważna, ponieważ zwykłem stawiać w pracy na partnerstwo, proszę pani. Kuchnia to delikatny organizm, który może i wymaga odpowiedniego zarządzania, ale odpowiednio naoliwione części są w stanie funkcjonować niemal bez słów i niepotrzebnej wyższości. Szukam więc kogoś, kto byłby w stanie podjąć się takiego właśnie stanowiska. Cóż mogę powiedzieć, jestem trochę marzycielem - na pewno potrzeba było chociaż odrobinę fantazji, żeby przerobić brudne skarpety niechcący wrzucone do kociołka na coś tak wielkiego jak fasolki wszystkich smaków. - Nie ukrywam też, że jestem stosunkowo zapracowanym człowiekiem. Bardzo lubię patronować konkursom kulinarnym i wspierać młode talenty. No i nie zapominajmy o wciąż rosnącej liczbie smaków i właściwości fasolek. Marzyciel, a następnie odkrywca... mam nadzieję, że to nie problem, jeśli czasem odpowiedzialność musiałaby spaść na pani barki? - uśmiechnął się do niej, rozpierając na swoim krześle i z zainteresowaniem zaglądając jej w oczy. - A proszę mi powiedzieć, ile lat doświadczenia już pani posiada? Gdzie wcześniej pani pracowała? - palec dłoni wodził w zastanowieniu po brodzie, a w zasięgu wzroku nigdzie nie było widać ani obrączki, ani łańcuszka, ani też chociażby jakiegoś śladu po opaleniźnie, który mógłby zdradzać niepożądany dla Alby stan cywilny. Bertie pochował swoją trzecią żonę już jakiś czas temu i od tamtego czasu przeżywał sercowe rozczarowania, chociaż chyba właściwszym wydawało się stwierdzenie że prędzej to on je gwarantował zainteresowanym pannom, momentami chyba zwyczajnie nieświadomy zainteresowania.
!Strach przed imieniem
- Oh, no proszę - machnął ręką, śmiejąc się na jej podstępny żart, ale jeśli Bertie posiadał jakąś wadę, to na pewno było to nie doszukiwanie się w czyichś słowach drugiego dna, no przynajmniej nie przy pierwszym, drugim czy trzecim spotkaniu. - Najważniejsza, druga najważniejsza, ja bym powiedział że równie ważna, ponieważ zwykłem stawiać w pracy na partnerstwo, proszę pani. Kuchnia to delikatny organizm, który może i wymaga odpowiedniego zarządzania, ale odpowiednio naoliwione części są w stanie funkcjonować niemal bez słów i niepotrzebnej wyższości. Szukam więc kogoś, kto byłby w stanie podjąć się takiego właśnie stanowiska. Cóż mogę powiedzieć, jestem trochę marzycielem - na pewno potrzeba było chociaż odrobinę fantazji, żeby przerobić brudne skarpety niechcący wrzucone do kociołka na coś tak wielkiego jak fasolki wszystkich smaków. - Nie ukrywam też, że jestem stosunkowo zapracowanym człowiekiem. Bardzo lubię patronować konkursom kulinarnym i wspierać młode talenty. No i nie zapominajmy o wciąż rosnącej liczbie smaków i właściwości fasolek. Marzyciel, a następnie odkrywca... mam nadzieję, że to nie problem, jeśli czasem odpowiedzialność musiałaby spaść na pani barki? - uśmiechnął się do niej, rozpierając na swoim krześle i z zainteresowaniem zaglądając jej w oczy. - A proszę mi powiedzieć, ile lat doświadczenia już pani posiada? Gdzie wcześniej pani pracowała? - palec dłoni wodził w zastanowieniu po brodzie, a w zasięgu wzroku nigdzie nie było widać ani obrączki, ani łańcuszka, ani też chociażby jakiegoś śladu po opaleniźnie, który mógłby zdradzać niepożądany dla Alby stan cywilny. Bertie pochował swoją trzecią żonę już jakiś czas temu i od tamtego czasu przeżywał sercowe rozczarowania, chociaż chyba właściwszym wydawało się stwierdzenie że prędzej to on je gwarantował zainteresowanym pannom, momentami chyba zwyczajnie nieświadomy zainteresowania.
!Strach przed imieniem