29.10.2025, 07:18 ✶
Wszystko dobrze, było przyjemnym stwierdzeniem. Rozluźniło na moment powstałe napięcie i pozwalało porzucić temat jej choroby, zwracając spojrzenie gdzie indziej. Szczególnie, że swoje przejęcie Leviathan uważał za zwyczajnie niezręczne - nie okazywał z reguły zmartwienia, a przynajmniej nie przed wieloma osobami i nie tak trywialnymi tematami jak stan zdrowia. Jakaś jego część uważała takie zainteresowanie za słabość, jakby troska o bliskich miała być czymś niewłaściwym, ale może zanadto napatrzył się na Lazarusa, który przede wszystkim zdawał się martwić zwierzętami, a nie ludźmi.
Kolejne jej słowa wydawały się nieco mniej napisać postronki - głównie dlatego że wiedział, jak się to wszystko skończyło w perspektywie przynajmniej paru dni, bo przecież stała przed nim teraz cała.
- Niektórzy nie są warci pomocy czy zainteresowania - westchnął wreszcie. - Rozpoznałabyś ich? Departament Prawa jest z zasady nieudolny, ale zawsze można spróbować zgłosić się do Biura Brygady Uderzeniowej - zasugerował, ale dało się wyczuć w jego słowach pewną rezerwę. - No chyba, że wiesz kim oni byli... - sugestia pojawiła się wraz z myślą, która wykwitła mu w głowie. Przecież sam mógłby się nimi zająć, gdyby tylko wiedział kim byli. - Lestrange? Który, bo ich akurat to jak grzybów po deszczu - zainteresował się też, w pierwszej kolejności mając bowiem w głowie Louvaina, a nie kogokolwiek innego.
- Ewentualnie gruntowny remont, jeśli lubisz widok z okien i dogodną lokalizację - wzruszył ramionami. - Sam miałem ostatnio myśl, żeby wykorzystać to, co zostało po Spalonej Nocy. Sporo lokalizacji przy Pokątnej można teraz nabyć po niższej cenie, bo ludzie panikują lub szukają szybkich rozwiązań, a ja zastanawiałem się nad otworzeniem tam biznesu - nawet lepiej, bo chodziło mu po głowie głównie wykupienie Magicznej Menażerii. Marka o już ustalonej pozycji na rynku, prezentowałaby się o wiele lepiej. - Oh, tak. Ogień ominął Walie czy północne tereny, więc nie borykam się tutaj z niczym. Posiadłość jest cała, tak samo mój dom i rezerwat.
Kolejne jej słowa wydawały się nieco mniej napisać postronki - głównie dlatego że wiedział, jak się to wszystko skończyło w perspektywie przynajmniej paru dni, bo przecież stała przed nim teraz cała.
- Niektórzy nie są warci pomocy czy zainteresowania - westchnął wreszcie. - Rozpoznałabyś ich? Departament Prawa jest z zasady nieudolny, ale zawsze można spróbować zgłosić się do Biura Brygady Uderzeniowej - zasugerował, ale dało się wyczuć w jego słowach pewną rezerwę. - No chyba, że wiesz kim oni byli... - sugestia pojawiła się wraz z myślą, która wykwitła mu w głowie. Przecież sam mógłby się nimi zająć, gdyby tylko wiedział kim byli. - Lestrange? Który, bo ich akurat to jak grzybów po deszczu - zainteresował się też, w pierwszej kolejności mając bowiem w głowie Louvaina, a nie kogokolwiek innego.
- Ewentualnie gruntowny remont, jeśli lubisz widok z okien i dogodną lokalizację - wzruszył ramionami. - Sam miałem ostatnio myśl, żeby wykorzystać to, co zostało po Spalonej Nocy. Sporo lokalizacji przy Pokątnej można teraz nabyć po niższej cenie, bo ludzie panikują lub szukają szybkich rozwiązań, a ja zastanawiałem się nad otworzeniem tam biznesu - nawet lepiej, bo chodziło mu po głowie głównie wykupienie Magicznej Menażerii. Marka o już ustalonej pozycji na rynku, prezentowałaby się o wiele lepiej. - Oh, tak. Ogień ominął Walie czy północne tereny, więc nie borykam się tutaj z niczym. Posiadłość jest cała, tak samo mój dom i rezerwat.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast