• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[20.09.72] Granice wolności

[20.09.72] Granice wolności
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#2
30.10.2025, 03:45  ✶  
Być może był realistą (czy tam czarnowidzem; akurat to była dla niego raczej mała różnica), jednak nawet on nie był w stanie przewidzieć scenariusza, który właśnie odgrywali. Warto dodać, że jako społeczeństwo, nie pojedyncze jednostki, nie grono nieszczęśników akurat znajdujących się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. O nie. Tym razem prawdopodobnie nie istniała jakakolwiek znana mu osoba, która w żaden sposób, w żadnym zakresie nie odczułaby konsekwencji wydarzeń z pamiętnej nocy. Choćby nawet pod postacią obudzenia się w nowej rzeczywistości, jeśli jakimś cudem przespała pożary.
Absurdalnej rzeczywistości, a jakże. Ale czy ktoś naprawdę się temu dziwił? Niekoniecznie. Sam Roise od dawna był święcie przekonany o tym, że społeczeństwo z roku na rok, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej głupiało.
Londyn płonie, miasto przestaje udawać stolicę cywilizacji, a wszyscy dotychczasowi zapaleni miastowi nagle odkrywają urok pól, sadów i tego, że świeże wiejskie powietrze być może szczypie w nozdrza, ale przynajmniej nie w płuca. Tym samym, rynek nieruchomości przechodzi jednocześnie wzrost i załamanie. W Londynie pojawiają się dziesiątki, jeśli nie setki nieruchomości na sprzedaż, ale co z tego, skoro znaczna część z nich jest zaklątwiona albo spalona. Jednocześnie ludzie masowo poszukują domów w miejscach, którymi wcześniej gardzili, usiłując na siłę wykupić cudzą ziemię, nagle chcąc zostać farmerami i hodowcami lam. Tych, które wedle jego wiedzy (a na zwierzętach znał się średnio) nawet nie powinny być zbyt popularne w warunkach panujących w Wielkiej Brytanii.
No, nie miał tego w bingo na ten rok. Ani na następny, jeśli miałby być zupełnie szczery. Po prawdzie mówiąc, jeszcze nie dalej niż miesiąc wcześniej wdał się w dosyć chłodną dyskusję na temat tego wszystkiego, co w tamtym momencie dla jego rozmówcy wydawało się wiejskim zaściankiem. Teraz zapewne było nową szansą na odżycie po tym, jak cywilizowane miasto na kilka godzin stało się piekłem na ziemi, dosłowną pułapką, która nawet teraz nie zachęcała do ponownego wejścia między teoretycznie znajome budynki.
Poza gęsta zabudową, wiatr miał zdecydowanie więcej szans w nierównej walce z dymem i z tą częścią skutków pożarów, które w ogóle dało się tak po prostu zmazać. Czy to magią, czy też po prostu ścierkami, miotłami i detergentami.
Pozostawały bowiem jeszcze te pamiątki po niedawnych wydarzeniach noszące znamiona znacznie trwalej zakorzenionych problemów. Jak na przykład klątwa wisząca nad rodową posiadłością Greengrassa, która dosyć skutecznie wybiła mu z głowy myśl o zakorzenianiu się tam po całkowitej utracie mieszkania przy Horyzontalnej.
Gdy pojawił się w Dziurawym Kotle, w powietrzu nadal unosił się zapach sadzy. Może z pobliskiego kominka, a może z Londynu jako całości. Wydawało się, że to miasto już nigdy nie będzie pachnieć inaczej. Kątem oka zmierzył pustą salę. Dziwnie, cholernie pustą jak na Dziurawy Kocioł, zawsze tak bardzo tętniący życiem. Chociaż...
...od pewnego czasu wszystko wydawało mu się za puste albo za pełne. Miasto było poranione w tym osobliwym, a jednak na swój sposób zrozumiałym sensie. Jedne miejsca jeszcze dymiły, inne były martwiejące, pozbawione życia. To tutaj było trupem, który właściciel usiłował poddawać niezbyt udanej reanimacji. Nie był przesadnie emocjonalny w tym spostrzeżeniu. Po prostu miał oczy.
Usiadł naprzeciwko, bez słowa, od niechcenia strzepując z ramienia coś, co wyglądało jak pył, ale równie mogło być wspomnieniem sadzy, która przykleiła się do niego wtedy w Londynie i najwyraźniej postanowiła już nigdy nie odejść. Nawet jego pozornie czyste i schludne ubrania, którym według wszelkich zasad elegancji niczego nie brakowało, nosiły ślady cudzej ingerencji w jego życie. Uroczo.
- Geraldine ma ciekawsze rzeczy do zabijania niż mój entuzjazm do whiskey - wzruszył ramionami. - To małżeństwo, Cathal, nie cyrograf obarczony klątwą. Chociaż różnica bywa subtelna. - Kącik ust uniósł mu się w czymś, co mogło być uśmiechem, ale równie dobrze i grymasem.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (603), Cathal Shafiq (801)




Wiadomości w tym wątku
[20.09.72] Granice wolności - przez Cathal Shafiq - 27.10.2025, 14:47
RE: [20.09.72] Granice wolności - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 30.10.2025, 03:45
RE: [20.09.72] Granice wolności - przez Cathal Shafiq - 30.10.2025, 11:52

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa