– Nie? – uśmiechnęła się sztucznie. – Następnym razem pan raczy się wyrazić dokładniej, jako, że odniosłam wrażenie, że wręcz przeciwnie – była pewna, że przez swoje zachowanie i słowa, jakie do siebie rzucali, przyciągnęli znudzone i spragnione rozrywki spojrzenia tych funkcjonariuszy, którzy umierali z nudów nad swoimi raporcikami. Te postanowiła na ten moment zignorować. Nawet jeśli w pomieszczeniu nie było całkiem cicho, to ich głosy trafiały do niektórych uszu.
O ile wiedziała, w ministerialnej stołówce nie doprawiali magią herbat (chociaż gówno na tym znała, a i nie zaglądała co robią na kuchni zasłoniętej przed publiką) i sama też tej zdolności nie posiadała, więc herbaty które niosła, były… zwyczajne. Biorąc pod uwagę, jak sama nieufna była i nie lubiła, kiedy ktoś mącił w jej głowie (a kto to wiedział jak to można taką herbatkę zaczarować), to taki obrót spraw bardzo jej pasował. Usiadła z gracją na swoim krześle, udając, że w ogóle nie patrzy na Atreusa, przesunęła sobie filiżankę i spodeczek, by te nie zakłócały feng-shui jej bardzo poukładanego otoczenia. Przez kilka sekund ignorowała nowiutki stosik dokumentów, aż już nie była w stanie (bo ten leżał nie w tym miejscu co należy), i z ociąganiem sięgnęła po pierwszy z góry raport, żeby zerknąć czego to w ogóle dotyczy. Szybko przebiegła wzrokiem po treści, uniosła wyżej brwi i odłożyła go na górę kupki, a tę… przesunęła na bok. Powoli i w wielkim skupieniu. Na ewidentnie odpowiednie miejsce.
– Za dużo kawy też nie jest zdrowe. Tak słyszałam – nie, żeby się na tym jakoś wielce znała. – Może trzeba wprowadzić przymusowy rytuał picia herbaty? Najlepiej z fusami, żeby jeszcze przed wyjściem w teren każdy zdążył zerknąć do filiżanki kolegi i przepowiedział wielkie nieszczęście, bo kupka fusów skojarzyła się komuś z ponurakiem – mniej-więcej tyle pamiętała z lekcji wróżbiarstwa w szkole, na które oczywiście ochoczo się zapisała (bo chciała wiedzieć wszystko, a to wydawało się trzynastoletniej Victorii takie cool), by po roku zrezygnować, uznawszy to jednak za stek bzdur. – Ale zamiast pączków przyniosłam ciasteczka. Nie było już pączków – dodała i w końcu spojrzała na rozwalonego jak ten król na swym tronie Atreusa. Brakowało mu tylko korony – tak się aż napuszył z dumy i wygranej. – Wygodnie? Może jeszcze brakuje poduszeczki pod pleckami, hmm? – jej głos był teraz przesiąknięty słodyczą i ewidentną ironią.