• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius

[12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
31.10.2025, 00:38  ✶  
Oparłem się wygodniej o ławkę, obserwując, jak jej palce zaciskają się na piórze zbyt mocno, jakby bała się, że znów je zabiorę. Prawie parsknąłem śmiechem - to było takie przewidywalne, ta cała jej dumna poza, ten mur, który stawiała między sobą a światem… Nawet nieźle zbudowany, szkoda tylko, że przezroczysty.
- Dwa wersy, tak? - Powtórzyłem, unosząc brew. - Wiesz, Prudence, to prawie obraźliwe. Myślisz, że ktoś taki, jak ja, nie potrafi być twórczy? - Nie czekałem na odpowiedź - wstałem nieco, oparłem biodro o stół i bez żadnego pergaminu, bez przygotowania, po prostu zacząłem mówić, tonem zbyt pewnym siebie, jakbym zaraz miał wystąpić na scenie, a nie w dusznej sali eliksirów.
- Prudence, czarownico ma,
W sercu iskra, w spojrzeniu gra.
W Hogwarcie nikt nie zna takiej jak ty,
Co jednym gestem odmienia sny.

Pierwsze chichoty rozeszły się po sali, już wiedziałem, że mam publiczność, i że tego właśnie nienawidziła najbardziej.
- Jak Veritaserum, prawdą tchniesz,
A ja w tym tonę, wiesz?
Twoje oczy, brunatne fale,
Topię się w nich, choć nie chcę tak wcale.

Zza mojego ramienia rozległ się śmiech kilku Gryfonów. Slughorn, zajęty dopisywaniem czegoś na tablicy, nie zwracał uwagi. A ja? Ja patrzyłem prosto na nią. Ani przez sekundę nie spuściłem z niej wzroku.
- W twoim głosie jest zaklęcie,
Które łamie każde serce.
Masz we włosach miód i trochę cienia,
Jak eliksir, co sen odmienia.
- Zrobiłem teatralną pauzę, słysząc, jak ktoś za moimi plecami tłumi śmiech w rękawie. Czułem, że w powietrzu gęstnieje coś między nami - napięcie, którego nie potrafiłem nazwać.
- W twoich oczach ciemność drży,
Jak w noc, gdy się spełniają sny.
Prudence, lecz ja wiem, że grasz,
Pod czarem tym chowasz własną twarz.
- Nadal stojąc, przesunąłem się odrobinę bliżej, ściszając głos, jakby mówił to tylko do niej, chociaż doskonale wiedziałem, że na tym etapie słuchało mnie już całe najbliższe otoczenie.
- Prudence, czarownico ma,
Już wiem, że to tylko gra.
A pod tą maską, w świetle zmierzchu,
Nie ma nic, prócz pustych gestów.
- Cisza trwała sekundę, jedną, może dwie, i wtedy dodałem ostatnie wersy - celowo zbyt głośno, z tą złośliwą, lekceważącą nutą, zwracając na siebie uwagę.
- Czarownico bez zaklęć już,
Patrz, maska spadła. Nic. I cóż?
Prudence, miła z ławki...

Zawiesiłem głos, po czym wzruszyłem ramionami, jakby to była puenta oczywista.
- Jebiesz jak przejrzałe truskawki.
Śmiech rozlał się po całej sali - gwałtowny, głośny, taki, który zostawał, niosąc się echem w powietrzu dłużej, niż powinien. Ktoś klasnął, ktoś gwizdnął. A ja? Po prostu uśmiechnąłem się do niej, leniwie, z tą samą bezczelną pewnością, z którą zawsze ją drażniłem.
- Mówiłaś coś o dwóch wersach? - Zapytałem cicho, nachylając się ku niej. - Ufam, że to wystarczy.
Śmiech wciąż odbijał się echem po lochach, kiedy Slughorn w końcu zorientował się, że coś jest nie tak. Najpierw próbował udawać, że nic nie słyszy - klasyczny Slughorn, zawsze łagodny, trochę za bardzo pobłażliwy wobec „utalentowanych uczniów”, ale gdy ktoś z tyłu klasy znowu zarżał, jego różowa twarz pociemniała o kilka tonów.
- Pan... Rookwood! - Wyrzucił z siebie z tym charakterystycznym przeciągnięciem. Odwróciłem się powoli, z tą spokojną, chłodną pewnością, która wcale nie była spokojem, raczej maską.
- Tak, profesorze?
Slughorna aż zatrzęsło z oburzenia.
- To... To było absolutnie nie do przyjęcia! - Wskazał na mnie swoim grubym palcem, a potem na Prue. - W mojej klasie nie ma miejsca na... Poezję tego rodzaju!
- Och, myślałem, że docenia pan kreatywność. - Rzuciłem spokojnie, z cieniem uśmiechu. - Klub Ślimaka, te sprawy. - Uśmiechnąłem się krótko, bez krzty wesołości.
- Nie tym razem, młodzieńcze! - Jego głos zadrżał, broda się zatrzęsła, a małe oczka zaszkliły się jak u obrażonej sowy. - Do dyrektora! Natychmiast! I proszę przekazać, że ja, Horacy Slughorn, nie toleruję braku szacunku wobec innych uczniów w mojej klasie!
Klasa parsknęła śmiechem po raz drugi - cichszym, bardziej nerwowym, kilku Krukonów odwróciło wzrok, ale Gryfoni, oczywiście, mieli problem, żeby powstrzymać rechot. Zgarnąłem książkę, pergamin i pióro, całkowicie spokojnie, jakbym właśnie kończył szczególnie udane przedstawienie.
- Oczywiście, profesorze. Z przyjemnością przekażę. - Kiwnąłem głową, przeciągając się lekko. Minąłem Prue, odrobinę za blisko, by mogła udawać, że nie czuje zapachu moich perfum i tej nuty dymu, która zawsze się za mną ciągnęła. - Nie dziękuj mi za rozrywkę, Bletchley. -  Rzuciłem półgłosem, tak żeby tylko ona to usłyszała. - W końcu chciałaś „czegoś więcej” ode mnie. - Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
Slughorna aż znowu drgnęło.
- Rookwood!
- Już idę, profesorze. - Odpowiedziałem z przesadną uprzejmością, kierując się ku drzwiom, a gdy wychodziłem z sali, czułem na sobie dziesiątki spojrzeń - jedne rozbawione, inne zszokowane, jeszcze inne... Dziwnie zaintrygowane. Przez krótką chwilę, zanim drzwi się za mną zamknęły, pozwoliłem sobie spojrzeć przez ramię, bezgłośnie poruszając ustami.
„Prudence, dziewczyno ze snów,
Jakoś nagle zabrakło ci słów.”



[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2701), Prudence Fenwick (2576)




Wiadomości w tym wątku
[12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 29.10.2025, 12:13
RE: [12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 29.10.2025, 14:35
RE: [12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 29.10.2025, 15:17
RE: [12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 29.10.2025, 18:21
RE: [12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 29.10.2025, 20:49
RE: [12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 30.10.2025, 17:37
RE: [12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 30.10.2025, 22:56
RE: [12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Benjy Fenwick - 31.10.2025, 00:38
RE: [12.1958] killing you in my mind | Prudence & Aloysius - przez Prudence Fenwick - 31.10.2025, 10:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa