31.10.2025, 10:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.10.2025, 10:14 przez Robert Albert Crouch.)
Robert mógł opowiadać godzinami o filmach z efektami specjalnymi i o tym, jak mugole je tworzyli, ale szybko jego uwagę przykuł inny temat. Afera w atrium wciąż go zajmowała, a i całe Ministerstwo kompletnie nie potrafiło się ogarnąć. Droga Eugenia wykazywała się niekompetencją na każdym możliwym kroku, bo jako najbardziej wpływowa osoba w państwie po prostu uznawała, że nie da się nic zrobić. Prawda była taka, że jej się najzwyczajniej nie chciało. Była Ministrą ze światopoglądowego centrum, a to miało do siebie to, że zawieszone pomiędzy dwoma ideami, nie było skłonne do zrobienia czegokolwiek, byleby nie obrazić jednej ze stron. Problem tkwił w tym, że stronnictwo lewicowe zawsze łatwiej było skopać, bo reprezentowało interesy osób spoza władzy, tych słabszych, którzy w Wizengamocie specjalnie innego głosu nie mieli.
Robert żałował czasami, że nie mógł i na Jenkins wysłać jakiegoś paszkwila, który przyprawiłby ją o zawał serca. Problem tkwił głównie w tym, że... zawsze mogło być gorzej.
Narzekał więc Lazarusowi przez całą drogę powrotną: na stan państwa, na Ministrę, na stagnację i niemożność zrobienia czegokolwiek. Był również uczciwy: dodał kilka słów o możliwości zgłoszenia własnej inicjatywy, którą zamierzał wykorzystać. Kiedy się rozstawali, dał Lazarusowi zatrzymać monetę od staruszki: w końcu koperta z wahadełkiem była na jego nazwisko.
Robert żałował czasami, że nie mógł i na Jenkins wysłać jakiegoś paszkwila, który przyprawiłby ją o zawał serca. Problem tkwił głównie w tym, że... zawsze mogło być gorzej.
Narzekał więc Lazarusowi przez całą drogę powrotną: na stan państwa, na Ministrę, na stagnację i niemożność zrobienia czegokolwiek. Był również uczciwy: dodał kilka słów o możliwości zgłoszenia własnej inicjatywy, którą zamierzał wykorzystać. Kiedy się rozstawali, dał Lazarusowi zatrzymać monetę od staruszki: w końcu koperta z wahadełkiem była na jego nazwisko.
Koniec sesji