31.10.2025, 13:02 ✶
Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, na chwilę zamarł. Nie widział jej nigdy w tym wydaniu - zwyczajnym, niewinnym wręcz. Widział, jak słaniała się na nogach, widział też, jak balansowała na granicy kontaktu z rzeczywistością, ale coś w jego sercu drgnęło, gdy zobaczył mokre kosmyki włosów, przyklejone do bladej skóry, oraz kubek z gorącą herbatą. Przez ułamek bicia serca patrzyli sobie w oczy w milczeniu, gdy nagle wszystko prysło, a Astoria niemalże warknęła na niego, sprowadzając wszystkie myśli do parteru, na właściwe tory.
- Stoję - tak jak ona odparował właściwie bez namysłu, rozciągając usta w uśmiechu. Myślała, że się go pozbędzie krótkim listem, zapewniającym że jest w porządku? Myliła się. Obiecał jej rodzinie, że wróci i upewni się, że z Astorią wszystko było w porządku, a on nie nawykł łamać danego słowa, gdy już je składał. Widział rumieniec, który oblał jej twarz, ale nie spowodowało to, że odwrócił wzrok - przeciwnie, jego oczy wciąż były utkwione w jej twarzy, zanim kobieta nie zwróciła się do skrzata domowego, a potem się wycofała. Poczuł ukłucie satysfakcji na całą tę sytuację, samemu nie wiedząc dlaczego. Wprowadzanie innych w dyskomfort było czymś, z czym z reguły nie miał problemu i co robił z premedytacją, żeby czuli się zakłopotani. Nie towarzyszyły temu jednak większe emocje, tak jak tu.
Nie rozmyślał jednak nad tym zjawiskiem za długo, bo Astoria zniknęła na schodach, a skrzat ruszył, by zaprowadzić go do salonu. Ruszył za nim, a gdy stworzenie zapytało o herbatę, podał mu dokładną instrukcję jaką zieloną herbatę by chciał i w jaki sposób parzoną. Nie będzie zmieniał swoich przyzwyczajeń tylko dlatego, że nie był u siebie. Gdy skrzat zniknął z cichym pyk, on usiadł na kanapie, wcześniej odkładając teczkę na ziemię. Spojrzał na podkładki, które znajdowały się na stoliku, a potem poprawił jedną, zupełnie odruchowo, żeby była obrócona tak samo, jak pozostałe. To samo zrobił z filiżanką, którą przyniósł mu skrzat. Nie stała idealnie równo na spodku, co naprawił dość szybko - akurat w chwili, jak do salonu weszła Astoria. Gdy znalazła się w tym samym pomieszczeniu, wstał. Nie godziło się siedzieć, gdy do pokoju wchodziła kobieta.
- Nic się nie stało - odpowiedział, lustrując ją spojrzeniem. Nie podziwiał jednak tego dzieła sztuki, w które się zamieniła - szukał oznak osłabienia, niepewnego kroku lub niepewności w ruchach, które by zdradzały, że Astoria nadal nie czuje się dobrze. - Jest w tym dużo mojej winy, ale gdybym się zapowiedział, zniknęłabyś zanim zdążyłbym przekroczyć próg.
Odpowiedział jej dosyć szczerze, bo nie widział sensu, żeby ukrywać swoje motywy postępowania tak, a nie inaczej. Usiadł dopiero, gdy Astoria również zajęła swoje miejsce.
- Jak się czujesz?- zapytał bez ogródek, powtarzając pytanie z listu, sugerując tym samym, że nie wierzył jej, że było dobrze.
- Stoję - tak jak ona odparował właściwie bez namysłu, rozciągając usta w uśmiechu. Myślała, że się go pozbędzie krótkim listem, zapewniającym że jest w porządku? Myliła się. Obiecał jej rodzinie, że wróci i upewni się, że z Astorią wszystko było w porządku, a on nie nawykł łamać danego słowa, gdy już je składał. Widział rumieniec, który oblał jej twarz, ale nie spowodowało to, że odwrócił wzrok - przeciwnie, jego oczy wciąż były utkwione w jej twarzy, zanim kobieta nie zwróciła się do skrzata domowego, a potem się wycofała. Poczuł ukłucie satysfakcji na całą tę sytuację, samemu nie wiedząc dlaczego. Wprowadzanie innych w dyskomfort było czymś, z czym z reguły nie miał problemu i co robił z premedytacją, żeby czuli się zakłopotani. Nie towarzyszyły temu jednak większe emocje, tak jak tu.
Nie rozmyślał jednak nad tym zjawiskiem za długo, bo Astoria zniknęła na schodach, a skrzat ruszył, by zaprowadzić go do salonu. Ruszył za nim, a gdy stworzenie zapytało o herbatę, podał mu dokładną instrukcję jaką zieloną herbatę by chciał i w jaki sposób parzoną. Nie będzie zmieniał swoich przyzwyczajeń tylko dlatego, że nie był u siebie. Gdy skrzat zniknął z cichym pyk, on usiadł na kanapie, wcześniej odkładając teczkę na ziemię. Spojrzał na podkładki, które znajdowały się na stoliku, a potem poprawił jedną, zupełnie odruchowo, żeby była obrócona tak samo, jak pozostałe. To samo zrobił z filiżanką, którą przyniósł mu skrzat. Nie stała idealnie równo na spodku, co naprawił dość szybko - akurat w chwili, jak do salonu weszła Astoria. Gdy znalazła się w tym samym pomieszczeniu, wstał. Nie godziło się siedzieć, gdy do pokoju wchodziła kobieta.
- Nic się nie stało - odpowiedział, lustrując ją spojrzeniem. Nie podziwiał jednak tego dzieła sztuki, w które się zamieniła - szukał oznak osłabienia, niepewnego kroku lub niepewności w ruchach, które by zdradzały, że Astoria nadal nie czuje się dobrze. - Jest w tym dużo mojej winy, ale gdybym się zapowiedział, zniknęłabyś zanim zdążyłbym przekroczyć próg.
Odpowiedział jej dosyć szczerze, bo nie widział sensu, żeby ukrywać swoje motywy postępowania tak, a nie inaczej. Usiadł dopiero, gdy Astoria również zajęła swoje miejsce.
- Jak się czujesz?- zapytał bez ogródek, powtarzając pytanie z listu, sugerując tym samym, że nie wierzył jej, że było dobrze.