23.02.2023, 02:43 ✶
Daisy uśmiechnęła się pod nosem, najwyraźniej rozbawiona słowami o cmentarnym spotkaniu z duchami. Chyba ostatnio ktoś opowiadał jej o czymś bardzo podobnym.
- Och, to musiały być szczególnie upierdliwe, skoro nawet Jęcząca Marta wypadła przy nich na tę uprzejmą – zauważyła lekko. – A miały przynajmniej coś ciekawego do powiedzenia? Bo Marta to nieszczególnie. Nawet historia jej śmierci jest… jest z tych raczej mało interesujących. Siedziała w kabinie łazienkowej i płakała. Usłyszała głos chłopca. Wyjrzała. Zobaczyła żółte oczy i umarła – wyrecytowała, nawet nie próbując włożyć w to co mówiła cienia zaaferowania opowiadaną historią.
Tak naprawdę, do wielu spraw, Daisy miała podejście nie mniej cyniczne niż Sauriel. Kierowała się głównie dobrem własnym a do okazywania współczucia, często brakowało jej zwykłej empatii. Popatrzyła na swojego towarzysza nieco dłużej. Coś rozbłysło w jej oczach. Zdawało jej się, że znała ten typ. Nie wiedziała tylko, czy rzeczywiście był niegrzecznym chłopcem, czy też pozował na niegrzecznego chłopca.
Gdyby byli równolatkami, musiałaby kojarzyć go z Hogwartu. A jednak, choć miała całkiem dobrą pamięć, ta blada skóra, ciemne włosy, wyrzeźbione ciało… jakoś jej umykały. Musiałby więc być albo młodszy od niej albo starszy. Na młodszego nie wyglądał. Na starszego był za młody.
Wyglądający na młodego. I zimny. Niepokojący. Podejrzanie wyglądający. Napotkany w ciemnym zaułku. I znowu: zimny, niepokojący, podejrzany. Prawda o nim, powoli, klarowała się w głowie Daisy. Jeśli młoda czarownica była w czymś mistrzem, to potrafiła doskonale robić dobrą minę do złej gry. Potrafiła na ten przykład nadal zachowywać się tak, jakby wcale nie wiedziała, że ściągnęła sobie na głowę wampira.
- Nie uwierzę, że Marta próbowałaby cię klepnąć w tyłek! Zawsze była zbyt nieśmiała na takie akcje. Ale, z pewnością nie raz zdarzyło jej się popodglądać cię, gdy brałeś prysznic lub kąpałeś się w wannie. O, pewnie obejrzała każdy fragment twojego ciała bardzo uważnie – rzuciła wyraźnie rozbawionym tonem.
Tu już nawet nie musiała zmyślać. Wiedziała, że Jęcząca Marta czasem podglądała kąpiących się prefektów. Pewnie dokładnie tak samo zachowywała się wobec innych chłopców. Zwłaszcza tych, którzy jej się podobali. A jej rozmówca był atrakcyjny. Kompletnie nie w typie Daisy, ale nie musiał być w jej typie, by mogła ocenić, że pewnie podobał się wielu kobietom.
- Jestem raczej tą owcą podłożoną przez bystrego szewca smokowi – sprostowała szybko. – W moich żyłach płynie krew Blacków. Ktokolwiek próbowałby mnie schrupać, otrułby się – skłamała gładko.
Nie. W jej żyłach wcale nie płynęła krew Blacków. Była za to nieodrodną córką swojego ojca. Potrafiła wcisnąć każdy kit i zabrzmieć przy tym na tyle przekonująco, by choć na chwilę jej uwierzono.
- No, ale całe szczęście, że nie jesteś smokiem, tylko… mrocznym rycerzem, który przybył mi na ratunek. Najpierw uratował kota a teraz mógłby mnie odprowadzić na Pokątną. Tak na wszelki wypadek – zaproponowała.
- Och, to musiały być szczególnie upierdliwe, skoro nawet Jęcząca Marta wypadła przy nich na tę uprzejmą – zauważyła lekko. – A miały przynajmniej coś ciekawego do powiedzenia? Bo Marta to nieszczególnie. Nawet historia jej śmierci jest… jest z tych raczej mało interesujących. Siedziała w kabinie łazienkowej i płakała. Usłyszała głos chłopca. Wyjrzała. Zobaczyła żółte oczy i umarła – wyrecytowała, nawet nie próbując włożyć w to co mówiła cienia zaaferowania opowiadaną historią.
Tak naprawdę, do wielu spraw, Daisy miała podejście nie mniej cyniczne niż Sauriel. Kierowała się głównie dobrem własnym a do okazywania współczucia, często brakowało jej zwykłej empatii. Popatrzyła na swojego towarzysza nieco dłużej. Coś rozbłysło w jej oczach. Zdawało jej się, że znała ten typ. Nie wiedziała tylko, czy rzeczywiście był niegrzecznym chłopcem, czy też pozował na niegrzecznego chłopca.
Gdyby byli równolatkami, musiałaby kojarzyć go z Hogwartu. A jednak, choć miała całkiem dobrą pamięć, ta blada skóra, ciemne włosy, wyrzeźbione ciało… jakoś jej umykały. Musiałby więc być albo młodszy od niej albo starszy. Na młodszego nie wyglądał. Na starszego był za młody.
Wyglądający na młodego. I zimny. Niepokojący. Podejrzanie wyglądający. Napotkany w ciemnym zaułku. I znowu: zimny, niepokojący, podejrzany. Prawda o nim, powoli, klarowała się w głowie Daisy. Jeśli młoda czarownica była w czymś mistrzem, to potrafiła doskonale robić dobrą minę do złej gry. Potrafiła na ten przykład nadal zachowywać się tak, jakby wcale nie wiedziała, że ściągnęła sobie na głowę wampira.
- Nie uwierzę, że Marta próbowałaby cię klepnąć w tyłek! Zawsze była zbyt nieśmiała na takie akcje. Ale, z pewnością nie raz zdarzyło jej się popodglądać cię, gdy brałeś prysznic lub kąpałeś się w wannie. O, pewnie obejrzała każdy fragment twojego ciała bardzo uważnie – rzuciła wyraźnie rozbawionym tonem.
Tu już nawet nie musiała zmyślać. Wiedziała, że Jęcząca Marta czasem podglądała kąpiących się prefektów. Pewnie dokładnie tak samo zachowywała się wobec innych chłopców. Zwłaszcza tych, którzy jej się podobali. A jej rozmówca był atrakcyjny. Kompletnie nie w typie Daisy, ale nie musiał być w jej typie, by mogła ocenić, że pewnie podobał się wielu kobietom.
- Jestem raczej tą owcą podłożoną przez bystrego szewca smokowi – sprostowała szybko. – W moich żyłach płynie krew Blacków. Ktokolwiek próbowałby mnie schrupać, otrułby się – skłamała gładko.
Nie. W jej żyłach wcale nie płynęła krew Blacków. Była za to nieodrodną córką swojego ojca. Potrafiła wcisnąć każdy kit i zabrzmieć przy tym na tyle przekonująco, by choć na chwilę jej uwierzono.
- No, ale całe szczęście, że nie jesteś smokiem, tylko… mrocznym rycerzem, który przybył mi na ratunek. Najpierw uratował kota a teraz mógłby mnie odprowadzić na Pokątną. Tak na wszelki wypadek – zaproponowała.