03.11.2025, 15:47 ✶
—19/09/1972—
Anglia, Londyn
Victoria Lestrange, Atreus Bulstrode & Anthony Shafiq
![[Obrazek: imgproxy.php?id=X8WnMRB.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=X8WnMRB.png)
Of all the scents that I adore
Coffee's aroma I can't ignore
Its fragrance so bold
Can wake up the old
And keep them awake for much more.
![[Obrazek: imgproxy.php?id=X8WnMRB.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=X8WnMRB.png)
Of all the scents that I adore
Coffee's aroma I can't ignore
Its fragrance so bold
Can wake up the old
And keep them awake for much more.
To nie było zaplanowane spotkanie, pewne rzeczy jednak się wydarzają i to przy względnie małym nagięciu się rzeczywistości.
Drugie piętro znane było z ruchliwości i sporego przepływu urzędników, jak również z niesamowicie kiepskiej kawy, ciężko było to nazwać inaczej. Anthony nawet zakładał, że po prostu urzędnicy nic nie robią ze wspomnianą lurą, aby nie musieć zmieniać boleściwej narracji, w której zmuszani są przez Ministrę do tego, aby tę lurę pić. Gdy więc zobaczył parę aurorów pochylających się nad cieczą, która zdawała się ledwie popłuczynami po naparze z prawdziwego zdarzenia, pospiesznie zabrał ich na przerwę do siebie.
Gdy potem o tym myślał, gdy już znaleźli się w jego jasnym biurze, a on translokował fotele, by mogli siedzieć blisko siebie, było to dość niecodzienne spotkanie. Dwóch walczących z czarnoksiężniczkami, oboje dotknięci chłodem przez Limbo. Oboje - jak wspomniała mu przed miesiącem Victoria - bardziej niż wyjątkowi. Anthony wciąż po Spalonej Nocy nie doszedł do siebie, zarówno po pożarze jak i wszystkiemu niematerialnemu co spłonęło w okolicach tamtej feralnej daty.
Plany...
Czy wciąż istniały?
Cały gabinet, którego sufit wyścielała mapa świata po której krążyły niewielkie wskaźniki pokazujące przepływ dóbr do i z magicznej Anglii wypełniony był aromatem kawy. Siedzieli bliżej biurka Anthony'ego, obok którego stał koksownik wypełniony jasnym, drobniusieńkim piaskiem. Kociołek zakopany w nim zabulgotał, a gospodarz ujął hebanową rączkę i skierował się do własnego biurka gdzie czekały trzy czarki. Czarna i wściekle słodka. Nie chodziło o preferencje. Chodziło o doświadczenie.
– Cieszę się, że przyjęliście oboje moje zaproszenie. Dziś wyjątkowo w spokojnych okolicznościach, a nie pośród... innych ludzi. Rzadka możliwość, akurat Jonathan utknął u Rowle'a zakładam. Magazyn do oclenia tychże spłonął, a nowy, jak się domyślacie, jeszcze nie powstał. – wskazał na puste biurko przed sobą, po drugiej stronie pokoju. Szefowie OMSHM-u, tak na nich mówiono, choć oficjalnie była to funkcja pełniona tylko przez jednego z nich. – Niemniej. Jak wasze samopoczucie? Jak... śledztwo? – chciał zapytać o sprawę Florence bezpośrednio, ale nie wymówił jej imienia głośno, pozostawiając Atreusowi decyzję, czy chce w to wchodzić, czy chce wymówić się jakimkolwiek innym prowadzonym przez siebie śledztwem. Przysiadł przy tym na biurku, właściwie ledwie oparł biodro, chuchając delikatnie we wrzątek. Czarki były tak zaczarowane, aby nie parzyć palców, usta i podniebienie jednak wciąż mogły zostać ofiarą nieroztropności.
Za jego plecami fruwały w złocistej klatce papierowe samolociki i żurawie. Czekały na swoją kolej, na zdobycie uwagi przeszło czterdziestoletniego polityka, który pierwszy raz w życiu stracił swój azymut. Teraz jednak wolał się skupić na kimś o wiele bardziej żywym, materialnym. Na kimś z kim, mimo rezygnacji i upadku morale po spalonej nocy, łączyły go wspólne cele. Czy to jednak mogłoby wystarczyć?
Natłok myśli kumulował się w lekko zmarszczonym czole, ale głęboki oddech Kawą przez duże K, zwyczajowa inhalacja lepsza niż jakiekolwiek zaklęcie czy inny eliksir pomogły, by się zatrzymać w tej próżnej gonitwie. Zatrzymać i wsłuchać w odpowiedzi. W słowa młodszych, którzy być może widzieli teraz o wiele więcej niż on.
Drugie piętro znane było z ruchliwości i sporego przepływu urzędników, jak również z niesamowicie kiepskiej kawy, ciężko było to nazwać inaczej. Anthony nawet zakładał, że po prostu urzędnicy nic nie robią ze wspomnianą lurą, aby nie musieć zmieniać boleściwej narracji, w której zmuszani są przez Ministrę do tego, aby tę lurę pić. Gdy więc zobaczył parę aurorów pochylających się nad cieczą, która zdawała się ledwie popłuczynami po naparze z prawdziwego zdarzenia, pospiesznie zabrał ich na przerwę do siebie.
Gdy potem o tym myślał, gdy już znaleźli się w jego jasnym biurze, a on translokował fotele, by mogli siedzieć blisko siebie, było to dość niecodzienne spotkanie. Dwóch walczących z czarnoksiężniczkami, oboje dotknięci chłodem przez Limbo. Oboje - jak wspomniała mu przed miesiącem Victoria - bardziej niż wyjątkowi. Anthony wciąż po Spalonej Nocy nie doszedł do siebie, zarówno po pożarze jak i wszystkiemu niematerialnemu co spłonęło w okolicach tamtej feralnej daty.
Plany...
Czy wciąż istniały?
Cały gabinet, którego sufit wyścielała mapa świata po której krążyły niewielkie wskaźniki pokazujące przepływ dóbr do i z magicznej Anglii wypełniony był aromatem kawy. Siedzieli bliżej biurka Anthony'ego, obok którego stał koksownik wypełniony jasnym, drobniusieńkim piaskiem. Kociołek zakopany w nim zabulgotał, a gospodarz ujął hebanową rączkę i skierował się do własnego biurka gdzie czekały trzy czarki. Czarna i wściekle słodka. Nie chodziło o preferencje. Chodziło o doświadczenie.
– Cieszę się, że przyjęliście oboje moje zaproszenie. Dziś wyjątkowo w spokojnych okolicznościach, a nie pośród... innych ludzi. Rzadka możliwość, akurat Jonathan utknął u Rowle'a zakładam. Magazyn do oclenia tychże spłonął, a nowy, jak się domyślacie, jeszcze nie powstał. – wskazał na puste biurko przed sobą, po drugiej stronie pokoju. Szefowie OMSHM-u, tak na nich mówiono, choć oficjalnie była to funkcja pełniona tylko przez jednego z nich. – Niemniej. Jak wasze samopoczucie? Jak... śledztwo? – chciał zapytać o sprawę Florence bezpośrednio, ale nie wymówił jej imienia głośno, pozostawiając Atreusowi decyzję, czy chce w to wchodzić, czy chce wymówić się jakimkolwiek innym prowadzonym przez siebie śledztwem. Przysiadł przy tym na biurku, właściwie ledwie oparł biodro, chuchając delikatnie we wrzątek. Czarki były tak zaczarowane, aby nie parzyć palców, usta i podniebienie jednak wciąż mogły zostać ofiarą nieroztropności.
Za jego plecami fruwały w złocistej klatce papierowe samolociki i żurawie. Czekały na swoją kolej, na zdobycie uwagi przeszło czterdziestoletniego polityka, który pierwszy raz w życiu stracił swój azymut. Teraz jednak wolał się skupić na kimś o wiele bardziej żywym, materialnym. Na kimś z kim, mimo rezygnacji i upadku morale po spalonej nocy, łączyły go wspólne cele. Czy to jednak mogłoby wystarczyć?
Natłok myśli kumulował się w lekko zmarszczonym czole, ale głęboki oddech Kawą przez duże K, zwyczajowa inhalacja lepsza niż jakiekolwiek zaklęcie czy inny eliksir pomogły, by się zatrzymać w tej próżnej gonitwie. Zatrzymać i wsłuchać w odpowiedzi. W słowa młodszych, którzy być może widzieli teraz o wiele więcej niż on.