03.11.2025, 23:30 ✶
Gdyby Peregrinusa rzeczywiście interesowało, z kim dokładnie spotyka się Lyssa, być może węszyłby w jej słowach kłamstwo i szukał nieścisłości. Wróż jednak — mimo że ostatnimi czasy zdawał się mocniej niż wcześniej zaangażowany w życie rodziny Dolohova — wciąż miał w sobie takt i znał granicę przyzwoitości. Jeśli Dolohówna próbowała zataić coś przed nim — coś tak nieistotnego jak nazwisko mężczyzny, w którym się durzyła — nie zamierzał siłą go jej wyrywać.
— Dobrze. Mam nadzieję, że da ci to nieco ukojenia — skwitował jej reakcję na radę zapisaną w kartach. Jej odpowiedź była tak pozytywna i spolegliwa, że aż Trelawney nabrał podejrzeń, czy aby to przypadkiem nie jest to jakaś zasadzka.
Peregrinus odłożył ostatnią kartę pucharów na biurko, aby dołączyła do reszty rozkładu. Nie chował jeszcze talii, nie spieszył się z tym. Czasem w trakcie czytania pojawiały się dodatkowe pytania i wątpliwości, czasem konieczne było dobrać kartę, a na rozkład należało patrzeć przecież jako na całość. Droga życia miłosnego Lyssy leżała więc rozłożona na biurku wśród jego osobistych notatek, kalendarza, korespondencji i wszystkiego tego, z czym pracował na co dzień wróżbita.
W apokaliptycznych oczach otoczonych cieniami zmęczenia i nieprzespanych nocy nie było jednakże odpowiedzi na pytanie, dlaczego Lyssa miała cierpieć. Tak już jest, chciałby odpowiedzieć zrezygnowany Peregrinus, gdy zaatakowała go tym pytaniem. Tak już działa świat. Ty cierpisz, ja cierpię. Dawno się z tym pogodził, ale widać nie było to takie oczywiste dla czystokrwistej, bogatej nastolatki.
Westchnął ciężko, spuścił oczy na swoje rzeczy, uciekając spod jej uważnego spojrzenia. Jakże ważne wydało się teraz Peregrinowi sprawdzenie, czy aby buteleczka czarnego atramentu na pewno jest dokładnie dokręcona.
— Chętnie bym ci pomógł, ale co ja mam według ciebie na to poradzić? — zapytał w końcu mężczyzna.
— Dobrze. Mam nadzieję, że da ci to nieco ukojenia — skwitował jej reakcję na radę zapisaną w kartach. Jej odpowiedź była tak pozytywna i spolegliwa, że aż Trelawney nabrał podejrzeń, czy aby to przypadkiem nie jest to jakaś zasadzka.
Peregrinus odłożył ostatnią kartę pucharów na biurko, aby dołączyła do reszty rozkładu. Nie chował jeszcze talii, nie spieszył się z tym. Czasem w trakcie czytania pojawiały się dodatkowe pytania i wątpliwości, czasem konieczne było dobrać kartę, a na rozkład należało patrzeć przecież jako na całość. Droga życia miłosnego Lyssy leżała więc rozłożona na biurku wśród jego osobistych notatek, kalendarza, korespondencji i wszystkiego tego, z czym pracował na co dzień wróżbita.
W apokaliptycznych oczach otoczonych cieniami zmęczenia i nieprzespanych nocy nie było jednakże odpowiedzi na pytanie, dlaczego Lyssa miała cierpieć. Tak już jest, chciałby odpowiedzieć zrezygnowany Peregrinus, gdy zaatakowała go tym pytaniem. Tak już działa świat. Ty cierpisz, ja cierpię. Dawno się z tym pogodził, ale widać nie było to takie oczywiste dla czystokrwistej, bogatej nastolatki.
Westchnął ciężko, spuścił oczy na swoje rzeczy, uciekając spod jej uważnego spojrzenia. Jakże ważne wydało się teraz Peregrinowi sprawdzenie, czy aby buteleczka czarnego atramentu na pewno jest dokładnie dokręcona.
— Chętnie bym ci pomógł, ale co ja mam według ciebie na to poradzić? — zapytał w końcu mężczyzna.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie