Morpheus przywołał różdżka jedno z pudełek. Niepozorne, o kształcie równego sześcianu, owinięte w papier pakowy jak od linijki, z idealnymi zagięciami wskazującymi na praktykę w tej sztuce w tysiącach takich samych pudełek, wylądowało na jego kolanach. Oznaczone wieloma stemplami i opłatami celnymi, nakładającymi się na siebie, musiało być owocem jakiegoś dalekiego importu i w istocie nim było. Przybyłe zza żelaznej kurtyny pochodziło z zapomnianej przez bogów i ludzi huty szkła goblińskiego w Kotlinie Kłodzkiej. Gdziekolwiek by to nie było, Morpheus nie był pewien. Chyba w Czechach. Czarodziej rozwiązał sznurek, szarpiąc się z nim krótko, rozdarł cudo kurierskiego pakowania i odsłonił równie pospolitą skrzyneczkę. Wieko skrzynki odskoczyło i wyłoniła się z niego ponownie, pozornie pospolita, szklana kula. Nie była jednak to zwykła szklana kula, bubel znaleziony u Borgina na Nokturnie, ale idealnie czysty wytwór goblińskiej dłoni, zakrzywiający światło w matematycznie perfekcyjny sposób.
— A więc zaczynajmy.
Morpheus odłożył na bok resztki opakowania i ułożył kulę na biurku, na ściereczce z jedwabnego aksamitu, dołączonej do zestawu. Przez chwilę pozwolił kuli toczyć się pomiędzy dłońmi, od prawej do lewej, od prawej do lewej, odprawejdolewej, odprawejdolewej, odprawejdolewejodprawejdolewej, coraz szybciej i szybciej, wprowadzając się we wróżbiarski trans. Sięgał dalej, poza realne bicie zegara, przez mgłę dogmatów i kamieni rzeczywistości. Kula nagle się zatrzymała, idealnie w połowie pomiędzy jedną ręką, a drugą. I Anthony nie widział w niej nic, puste szkło. Jednak nie dla Morpheusa.
Przewaga: Wróżbiarstwo (III), wróżba dla Anthony'ego Shafiqa.
Bukiet (miłość i szczęście)
— Wszystko, czego dotkniesz, będzie kwitnąć. Będzie szczęście i będzie miłość. To raczej efekt tych planów lub coś o czym Apollon chciał cię zapewnić. To dobry znak na początek. Dobra wróżba.
Oboje wiedzieli, jak bardzo im ich potrzeba. Dobrej przyszłości. Gdzie wszystko kwitnie, a nie tylko opadające liście zmieniają się w ogień.