04.11.2025, 19:02 ✶
Przez chwilę stała tak i patrzyła na kobietę jak ciele w niemalowane wrota, mrugając tymi swoimi srebrzystymi ślepiami. Ta mimika, ten ton - coś jej mówiły, gdzieś dzwoniło, ale w którym kościele? W końcu Lotte otaksowała kobietę od stóp do głów i przekrzywiła głowę. Może ze szkoły? Nie... A może z baru?
- Najebałyśmy się razem przedwczoraj? - zaryzykowała pytaniem, chociaż tak po prawdzie to wcale nie piła te dwa dni temu do nieprzytomności. Ot, kilka kielichów, trochę piwa i dużo, dużo papierosów. Ale nie na tyle, by nawet mieć kaca większego niż lekkie suszenie rano w ustach i delikatne ćmienie w skroniach.
Tutaj, we własnej osobie
Charlotte zamrugała kilkukrotnie, jakby zastanawiała sobie, czy nieznajoma z niej kpi. Ale nie. Już wiedziała, skąd kojarzyła tę mimikę i tę bezczelność w jej zachowaniu. Jak mogła nie dostrzec tego od razu? J A K?
- Na litość Matki, Zack, przestań! - nie to, żeby ją to zawstydziło, bo sama miała cycki i wiedziała, że tak się da, ale raczej NIE WYPADAŁO robić tego w sklepie, nawet jeżeli to był jebany Borgin i Burke. - Będzie cię boleć, to raz. A dwa: co ci się kurwa stało?
Podeszła bliżej, gdy tylko przestał machać cycem. Ostrożnie odłożyła paczuszkę i jakby chcąc się upewnić, że to nie żadna iluzja, ostrożnie dotknęła go (ją) palcem wskazującym w ramię.
- Jakim cudem wyhodowałeś cycki? - zapytała szczerze zaskoczona, bo to nie była iluzja. - Odpadło ci też co nieco? Merlinie, powiedz że to nie na stałe.
Na te ostatnie słowa trochę zbladła, bo z całym jadem do niego: wolała jednak, jak był sobą. Lubiła jego krótkie włosy, zadziorny uśmiech i jego męską wersję. Oczywiście do żeńskiej mogłaby się przyzwyczaić, ale no.
- Pomyliłeś leki na spanko? Nie ta fiolka, królewiczu? Czy może królewno?
- Najebałyśmy się razem przedwczoraj? - zaryzykowała pytaniem, chociaż tak po prawdzie to wcale nie piła te dwa dni temu do nieprzytomności. Ot, kilka kielichów, trochę piwa i dużo, dużo papierosów. Ale nie na tyle, by nawet mieć kaca większego niż lekkie suszenie rano w ustach i delikatne ćmienie w skroniach.
Tutaj, we własnej osobie
Charlotte zamrugała kilkukrotnie, jakby zastanawiała sobie, czy nieznajoma z niej kpi. Ale nie. Już wiedziała, skąd kojarzyła tę mimikę i tę bezczelność w jej zachowaniu. Jak mogła nie dostrzec tego od razu? J A K?
- Na litość Matki, Zack, przestań! - nie to, żeby ją to zawstydziło, bo sama miała cycki i wiedziała, że tak się da, ale raczej NIE WYPADAŁO robić tego w sklepie, nawet jeżeli to był jebany Borgin i Burke. - Będzie cię boleć, to raz. A dwa: co ci się kurwa stało?
Podeszła bliżej, gdy tylko przestał machać cycem. Ostrożnie odłożyła paczuszkę i jakby chcąc się upewnić, że to nie żadna iluzja, ostrożnie dotknęła go (ją) palcem wskazującym w ramię.
- Jakim cudem wyhodowałeś cycki? - zapytała szczerze zaskoczona, bo to nie była iluzja. - Odpadło ci też co nieco? Merlinie, powiedz że to nie na stałe.
Na te ostatnie słowa trochę zbladła, bo z całym jadem do niego: wolała jednak, jak był sobą. Lubiła jego krótkie włosy, zadziorny uśmiech i jego męską wersję. Oczywiście do żeńskiej mogłaby się przyzwyczaić, ale no.
- Pomyliłeś leki na spanko? Nie ta fiolka, królewiczu? Czy może królewno?