— Tylko zabijamy śmiechem — odpowiedział Morpheus, jakby to była szczera prawda, z powagą dla miejsca, w którym przebywali. — Zwykle przez zmodyfikowane zaklęcie rozbawienia, sprawiając, że winny oddaje ducha albo przez brak oddechu albo przez zawał serca. I tak, wedle tłumaczenia zrobionego przez Antoniusza, to tutaj.
Plusem umiejętności Shafiqa było definitywnie to, że znał każdy język nowożytny. Minusem było to, że jego anam cara preferował języki wymarłe. Wskazał hieroglify na progu.
— Według jego znajomego, oznaczają: Papier wysycha kiedy jest mokry.
Cóż za kretyńskie stwierdzenie, pomyślał w głowie. A ogień parzy. Najwięksi myśliciele by tego nie wydumali w swoich pustynnych samotniach. Zresztą, tak samo kretyńskie, jak fakt, że zgodził się na tę delegację. Miał swoje pobudki wobec tego, między innymi spotkanie z Kambodżańską Księżniczką poza prawną jurysdykcją Wielkiej Brytanii, aby dowiedzieć się więcej o praktykach nekromantycznych jej ludu i samemu sprawdzić, jak może manipulować energią. Spotkanie w grobowcu miało być odnogą jego naukowych eskapad związanych z transformacją sił witalnych, o ile dało się nazwać to spotkaniem.
— Sądzę, że to zagadka. Tak już od... Progu.
Zaśmiał się sam do siebie ze swojego głupiego żartu, spoglądając na hieroglify, które nic mu nie mówiły. Jego runiczna ekspertyza kończyła się na znakach bałkańskich, tkwiąc głównie w pismach nordyckich i Celtów.