• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
(26.09.1972) Noc ma tysiące oczu

(26.09.1972) Noc ma tysiące oczu
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#4
06.11.2025, 16:31  ✶  
Nie lubił się spóźniać, natomiast bycie na czas nie zawsze wchodziło w grę, zwłaszcza ostatnio, gdy wokół działo się coraz więcej nieprzewidywalnych rzeczy. Z dwojga złego, wolał więc wychodzić możliwie jak najwcześniej, pojawiając się jeszcze przed oficjalną godziną spotkania. Tak. Nawet, jeśli wypadała ona niemalże w samym środku wilgotnej londyńskiej nocy.
Poniekąd był przyzwyczajony do konieczności wychodzenia z domu na długo po tym, gdy wielu innych ludzi kładło się spać albo już słodko spało. Nie było to dla niego nic szczególnego, tym bardziej, gdy w grę wchodziło zrobienie czegoś, w co nieświadomie została zamieszana całkiem mu bliska osoba. Jasne, może nie zawsze się dogadywali, ostatnio zaliczyli kilka słabszych momentów, ale nie zamierzał udawać, że nie przejął się uzyskaną informacją. Nie mógł także przekazać jej koledze w innych okolicznościach, czy to listownie, czy w Exmoor. To musiało być tu, musiało być teraz.
Całe szczęście, udało im się zorganizować spotkanie. Przybył na nie niemalże na czas, może pięć minut wcześniej, tak samo spodziewając się, jak i nie spodziewając się, że będzie pierwszy. Benjy nie był aż tak przewidywalny. Nie dla niego. W razie czego był jednak gotów poczekać tak długo jak to było potrzebne. Tak się jednak nie stało.
Ambroise zwolnił kilka kroków przed przyjacielem, nie od razu pewien, co tak właściwie widzi. Jeszcze przed chwilą miał wrażenie, że Fenwick po prostu czeka. Stoi i tyle. Jak zawsze z papierosem w dłoni, w tej swojej pozornie niewzruszonej pozie, za którą bez wątpienia kryło się zbyt wiele myśli, by którakolwiek dała się nazwać spokojną.
Ale coś było nie tak. Coś w sposobie, w jaki Benjy opierał się o mur. W tym, jak głowa opadła mu lekko w bok, a spojrzenie nawet z tej odległości zdawało się być nietypowo przymglone.
Ambroise zwolnił krok, instynktownie prostując plecy i marszcząc czoło. Coś w tej scenie było na tyle nietypowe, że nie zamachał ręką ani nie zwrócił uwagi kolegi na swoją obecność. Po prostu szedł, wpatrując się w sylwetkę, która nagle nie wyglądała już tak znajomo.
Słowa, które padły chwilę później, sprawiły, że wszystko w nim zesztywniało. Głos przyjaciela zabrzmiał dziwnie czysto, niemal uroczyście z tą nienaturalną dykcją, jakiej nigdy wcześniej u niego nie słyszał. Nawet wtedy, gdy jeszcze chodziło do Hogwartu, czasami musząc zachowywać się jak na dobrze wychowanych chłopców przystało.
Każda sylaba opuszczająca usta kumpla była jak ostre przecięcie chłodnego powietrza słowem, wypowiedziane nie do niego, ale do kogoś... ...czegoś?... ...innego. Do nieistniejącej publiki? Benjy sprawiał przy tym wrażenie pustego, jakby był tylko naczyniem, a nie źródłem.
- Co ty - zaczął, lecz nie dokończył.
Poczuł jak włosy na karku stają mu dęba, choć nie rozumiał jeszcze, o co tak właściwie tu chodziło. W tonie przyjaciela nie było nic z człowieka, którego znał. Głos był zimny, wyzuty z emocji.
Na zgliszczach tego świata...
Nie poruszył się, gdy wreszcie stanął bliżej Fenwicka. Jeszcze przez chwilę pozostał w niemal całkowitym bezruchu. Mógłby coś powiedzieć, zadać pytanie, zrobić krok, ale nie zrobił nic. Wpatrywał się w przyjaciela, który stał z rozchylonymi ustami, wyglądając tak, jakby próbował dokończyć zdanie, a może wręcz przeciwnie: posłuchać głosu, który nie należał do niego, tłumiąc go w sobie.
Patrzył jak papieros wypada z drżących palców Benjy'ego i syczy, gasnąc na mokrym bruku. Dopiero wtedy podszedł bliżej, wolno, z ostrożnością kogoś, kto nie jest pewien, czy zbliża się do człowieka, czy do czegoś, co właśnie przestało nim być.
- Hej - głos Ambroisa był cichy, pozbawiony typowej dla niego ironii. - Co to miało być? - Zgniótł niedopałek pod butem, chociaż przecież ten leżał już w kałuży. Był to jednak gest bardziej automatyczny niż przemyślany, może nawet nieco absurdalny, ale z drugiej strony... ...w jakiś sposób mający nadać rzeczywistości pozory porządku.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (948), Benjy Fenwick (1204), Pan Losu (71)




Wiadomości w tym wątku
(26.09.1972) Noc ma tysiące oczu - przez Benjy Fenwick - 24.10.2025, 02:54
RE: (26.09.1972) Noc ma tysiące oczu - przez Pan Losu - 24.10.2025, 02:54
RE: (26.09.1972) Noc ma tysiące oczu - przez Benjy Fenwick - 24.10.2025, 03:03
RE: (26.09.1972) Noc ma tysiące oczu - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.11.2025, 16:31
RE: (26.09.1972) Noc ma tysiące oczu - przez Benjy Fenwick - 06.11.2025, 17:59
RE: (26.09.1972) Noc ma tysiące oczu - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.11.2025, 18:18
RE: (26.09.1972) Noc ma tysiące oczu - przez Benjy Fenwick - 13.11.2025, 23:14

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa