06.11.2025, 17:59 ✶
Nie od razu zrozumiałem, że to był jego głos, nie coś docierającego z wnętrza mojej własnej głowy, mimo że wiedziałem, iż to Ambroise pojawił się tuż obok mnie, żywy i realny. Wszystko wydawało mi się rozmazane i nieostre, patrzyłem na niego, jak przez szkło - cienką, nierówną taflę, przez którą świat docierał do mnie z opóźnieniem. Jego sylwetka majaczyła w półmroku, rozmazana przez to cholerne światło latarni, które co chwilę migotało, jakby i ono nie było pewne, czy powinno tu być. Powietrze pachniało metalem. Nie dymem, nie deszczem, tylko metalem, rdzą, betonem - tak, jak po burzy albo… Jak po czymś, czego nie chciałem sobie przypominać, ale wiedziałem, że ze mną zostanie, jak wszystkie poprzednie takie momenty. Gardło miałem ściśnięte, a język ciężki jak ołów - miałem wrażenie, że wciąż czułem na nim smak tych słów, które przed chwilą wypowiedziałem, gorzki, jakby ktoś kazał mi przeżuć popiół.
Wiedziałem, że Roise stanął blisko, słyszałem jego głos, ale dźwięki odbijały się gdzieś za mną, jak echo w pustym korytarzu. Nie potrafiłem się poruszyć, nie potrafiłem nawet odwrócić głowy, więc patrzyłem na niego, tak naprawdę nie patrząc na niego wcale, był dla mnie tylko nieostrym kształtem, duchem teraźniejszości, gdy sam jeszcze znajdowałem się w przeszłości - tu, w tym samym miejscu, ale przez tymi paroma chwilami, gdy straciłem nad sobą kontrolę. Ciało miałem napięte do granic, palce mojej dłoni drżały, chociaż niczego już nie trzymałem. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą był papieros, zostało tylko ciepło - takie dziwne, pulsujące, jakby pod moją skórą coś się tliło. Chciałem coś powiedzieć, naprawdę chciałem, ale żaden dźwięk nie przechodził mi przez gardło. W głowie mi dzwoniło, jakby ktoś tuż przy uchu uderzał w cienką, pękniętą strunę. Czułem, że Ambroise patrzy na mnie, czekał, próbując zrozumieć, co się dzieje, a ja sam nie wiedziałem, czy to, co przed chwilą powiedziałem, wyszło ze mnie, czy może przeszło przeze mnie.
Nie ruszyłem się, stałem tak, aż wreszcie byłem w stanie powoli opuścić głowę, kuląc ramiona i dalej milcząc, tyle tylko, że tym razem już wpatrzony w mokry bruk, nie w niego, obserwując, jak zdeptany niedopałek z wolna stygnie, aż zgasł całkiem. Przez krótką, okrutnie długą chwilę pomyślałem, że może ja też właśnie gasnę. Odbijało mi coraz bardziej.
Wiedziałem, że Roise stanął blisko, słyszałem jego głos, ale dźwięki odbijały się gdzieś za mną, jak echo w pustym korytarzu. Nie potrafiłem się poruszyć, nie potrafiłem nawet odwrócić głowy, więc patrzyłem na niego, tak naprawdę nie patrząc na niego wcale, był dla mnie tylko nieostrym kształtem, duchem teraźniejszości, gdy sam jeszcze znajdowałem się w przeszłości - tu, w tym samym miejscu, ale przez tymi paroma chwilami, gdy straciłem nad sobą kontrolę. Ciało miałem napięte do granic, palce mojej dłoni drżały, chociaż niczego już nie trzymałem. W miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą był papieros, zostało tylko ciepło - takie dziwne, pulsujące, jakby pod moją skórą coś się tliło. Chciałem coś powiedzieć, naprawdę chciałem, ale żaden dźwięk nie przechodził mi przez gardło. W głowie mi dzwoniło, jakby ktoś tuż przy uchu uderzał w cienką, pękniętą strunę. Czułem, że Ambroise patrzy na mnie, czekał, próbując zrozumieć, co się dzieje, a ja sam nie wiedziałem, czy to, co przed chwilą powiedziałem, wyszło ze mnie, czy może przeszło przeze mnie.
Nie ruszyłem się, stałem tak, aż wreszcie byłem w stanie powoli opuścić głowę, kuląc ramiona i dalej milcząc, tyle tylko, że tym razem już wpatrzony w mokry bruk, nie w niego, obserwując, jak zdeptany niedopałek z wolna stygnie, aż zgasł całkiem. Przez krótką, okrutnie długą chwilę pomyślałem, że może ja też właśnie gasnę. Odbijało mi coraz bardziej.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)