07.11.2025, 02:17 ✶
Jeśli Helloise mogła w czymś utożsamić się z Cathalem, to z pewnością było to poczucie przytłoczenia murami Hogwartu. Przebywanie w monumentalnej twierdzy i sztywna szkolna rutyna skutecznie wyprały z wszelkiej pogody ducha to wcześniej niezłomnie radosne dziewczę zawsze gotowe na nowe harce. Została nieszczęśliwie smutna, rozkapryszona, wstrętna nastolatka.
Nie bardzo lubili się z nią w Hogwarcie zadawać, bo ta delikwentka zdawała się nie znać granic. Tak jak buta niektórych nastolatków jest podziwiana i czyni ich prowodyrami wybryków będących po latach najpiękniejszymi wspomnieniami szkolnymi, tak buta Helloise Rowle — nawet jeśli znalazłby się ktoś, kto ją za odwagę podziwiał — była szorstka i nieprzyjemna. Gdy już udało się dziewczynie podkusić kogoś do towarzyszenia jej w aktach ignorowania zasad, kończyło się to raczej przykro, bo ta nie oglądała się na komfort towarzyszy i potrafiła zdradliwie obrócić przeciwko nim.
Niewykluczone — patrząc po lichych wynikach w nauce — że uważali ją przy tym za zwyczajnie głupią. I po części pewnie mieli rację.
Taki właśnie bardzo nieprzyjemny i bardzo głupi pomysł nastoletnia Hela niosła tego dnia ukryty pod szatą, gdy natknęła się na Cathala przed drzwiami łazienki Jęczącej Marty. Lecz nie uprzedzajmy faktów.
— Nienawidzę dziewczynek, które za głośno jęczą — odezwał się zuchwały dziewczęcy głos zza pleców Cathala. — Ani trochę się nie dziwię, że ją zabili.
Bo przecież mimo swojego nieszczęścia i rozżalenia w tęsknocie za domem Helloise nie jęczała i nie roztkliwiała się nad sobą. Mogła więc poczuć się w tym lepiej od Marty. Mogła też obwieścić, że jest od niej lepsza. Jeśli Rowle miała bowiem jakąś słabość, była nią uwaga chłopców. Chłopców między innymi takich jak Cathal. Zdaje się, że mignęło jej kiedyś na korytarzu jego nazwisko. Starszy, czystokrwisty Ślizgon? Gratka.
Helloise wyminęła młodego czarodzieja, pchnęła drzwi łazienki bez grama zawahania, lecz nim przekroczyła próg, odwróciła się, aby zerknąć na Shafiqa pytająco.
— Wchodzisz czy tylko oglądasz? Może przydać mi się pomocna dłoń.
Tak oto znalazła się przed Cathalem ta nieco wymizerowana, choć zdradzająca oznaki nerwowej ekscytacji twarz jasnowłosej nastolatki, która bez dwóch zdań zapraszała go właśnie do jakiejś niecnej konspiry. Jej szata obszyta była barwami Hufflepuffu — codzienny rytuał upokorzenia dla smoczej królewny. Krawat miała jednak krukoński — ukradła go z kuferka Leviathana i nosiła jak własny. Jedną rękę trzymała teraz cały czas wciśniętą między poły obszernej szaty, pod którą odznaczał się ostrymi krawędziami kształt opasłego tomiszcza.
Nie bardzo lubili się z nią w Hogwarcie zadawać, bo ta delikwentka zdawała się nie znać granic. Tak jak buta niektórych nastolatków jest podziwiana i czyni ich prowodyrami wybryków będących po latach najpiękniejszymi wspomnieniami szkolnymi, tak buta Helloise Rowle — nawet jeśli znalazłby się ktoś, kto ją za odwagę podziwiał — była szorstka i nieprzyjemna. Gdy już udało się dziewczynie podkusić kogoś do towarzyszenia jej w aktach ignorowania zasad, kończyło się to raczej przykro, bo ta nie oglądała się na komfort towarzyszy i potrafiła zdradliwie obrócić przeciwko nim.
Niewykluczone — patrząc po lichych wynikach w nauce — że uważali ją przy tym za zwyczajnie głupią. I po części pewnie mieli rację.
Taki właśnie bardzo nieprzyjemny i bardzo głupi pomysł nastoletnia Hela niosła tego dnia ukryty pod szatą, gdy natknęła się na Cathala przed drzwiami łazienki Jęczącej Marty. Lecz nie uprzedzajmy faktów.
— Nienawidzę dziewczynek, które za głośno jęczą — odezwał się zuchwały dziewczęcy głos zza pleców Cathala. — Ani trochę się nie dziwię, że ją zabili.
Bo przecież mimo swojego nieszczęścia i rozżalenia w tęsknocie za domem Helloise nie jęczała i nie roztkliwiała się nad sobą. Mogła więc poczuć się w tym lepiej od Marty. Mogła też obwieścić, że jest od niej lepsza. Jeśli Rowle miała bowiem jakąś słabość, była nią uwaga chłopców. Chłopców między innymi takich jak Cathal. Zdaje się, że mignęło jej kiedyś na korytarzu jego nazwisko. Starszy, czystokrwisty Ślizgon? Gratka.
Helloise wyminęła młodego czarodzieja, pchnęła drzwi łazienki bez grama zawahania, lecz nim przekroczyła próg, odwróciła się, aby zerknąć na Shafiqa pytająco.
— Wchodzisz czy tylko oglądasz? Może przydać mi się pomocna dłoń.
Tak oto znalazła się przed Cathalem ta nieco wymizerowana, choć zdradzająca oznaki nerwowej ekscytacji twarz jasnowłosej nastolatki, która bez dwóch zdań zapraszała go właśnie do jakiejś niecnej konspiry. Jej szata obszyta była barwami Hufflepuffu — codzienny rytuał upokorzenia dla smoczej królewny. Krawat miała jednak krukoński — ukradła go z kuferka Leviathana i nosiła jak własny. Jedną rękę trzymała teraz cały czas wciśniętą między poły obszernej szaty, pod którą odznaczał się ostrymi krawędziami kształt opasłego tomiszcza.
dotknij trawy