• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia

[14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#4
07.11.2025, 02:31  ✶  

Wszystko tonęło w półmroku, alejki z ławeczkami, kwiatostany pod wiatami i złudne nadzieje. Louvain trwał w ciszy, nieruchomy, z dłoniami ukrytymi w kieszeniach, jakby próbował powstrzymać własne myśli przed wydostaniem się na powierzchnię. Patrzył na Cynthię, a w jego spojrzeniu mieszało się wszystko, czego nie chciał nazwać, irytacja, podziw, zawód. Wiedział, że nigdy nie mógłby powiedzieć jej, że ją kocha. Bo to słowo oznaczałoby wizję, jego wizję, jego plan, jego odpowiedzialność za nich dwoje. Musiałby o to walczyć, podtrzymywać, bronić, a on był już zbyt zmęczony byciem odpowiedzialnym za kogokolwiek. Wystarczająco długo dźwigał ciężar Loretty, swojej siostry bliźniaczki, której szaleństwo udawał zrozumieć, aż sam przestał wiedzieć, gdzie kończyła się jego wina, a zaczynała jej choroba. Od tamtej pory każde uczucie niosło w sobie echo obowiązku, a każde „kocham” brzmiało jak wyrok.

Słuchał jej w milczeniu, a każde słowo uderzało w niego z siłą, jakiej pewnie sama nie była świadoma. Mówiła o miłości z tą samą naukową precyzją, z jaką opisywała śmierć. Jej ton był zimny, wyważony, zbyt doskonały, by mógł być szczery. Louvain parsknął krótko, sucho, z goryczą podszytą rozbawieniem. - Ty chcesz mi tłumaczyć, czym jest miłość? - zapytał, głosem niskim i twardym. - Ty, która od lat zakładasz na siebie zaklęcia, żeby nie czuć niczego, co mogłoby cię zranić. Zrobił krok w jej stronę, a jego cień przeciął jej twarz. - Nie chcesz miłości, Cynthia. Chcesz ciszy, równowagi, czystych rąk. Ale miłość nie jest czysta. W niej zawsze coś gnije. Na jego ustach pojawił się półuśmiech, nie z radości, a z politowania.

Kiedy uniosła dłoń, by dotknąć jego szyi, napiął się instynktownie. Nie odsunął się od razu, patrzył, jak się zbliża, jak między nimi gęstnieje powietrze, jak jej ruch traci pewność. Czuł jej chłód jeszcze zanim musnęła jego skórę. Oddech zatrzymał mu się w piersi, a potem cofnął się gwałtownie, z ruchem ostrym jak szarpnięcie. - Nie próbuj udawać bliskości. Ty nawet nie wiesz, jak to jest być blisko. Podniósł jej dłoń i odsunął ją powoli, niemal z ostrożnością, lecz bez czułości. - Nie dotykaj mnie, kiedy kłamiesz - powiedział, głosem twardym, choć drżała w nim nuta, której sam nie chciał słyszeć. - To brudzi bardziej niż krew - dodał po chwili, cicho, prawie ze zmęczeniem.

Cisza, która po tym zapadła, była lepka i gęsta jak mgła po deszczu. Louvain patrzył na nią jeszcze przez chwilę, napięty, z palcami zaciśniętymi w kieszeniach. Widział ją zmienioną, surowszą, wreszcie zdolną do tego, czego kiedyś się po niej nie spodziewał. Przypomniał sobie Spaloną Noc, moment, w którym sprowokował ją do działania, nie wierząc, że podoła. A jednak to zrobiła, z bezwzględnością, która go wtedy poruszyła. Wtedy po raz pierwszy zobaczył w niej coś niebezpiecznego, pięknego. Teraz ta sama kobieta przepraszała, i to bolało mocniej niż gniew. „Przepraszam.” To słowo zatrzymało go w miejscu. Złość zaczęła opadać, jak woda po sztormie, zostawiając po sobie zmęczenie. - Wiem - powiedział po chwili, cicho, nisko. - Wiem, że nie chciałaś. Ujął jej dłoń niepewnie, na sekundę, i puścił. Odstąpił powoli, jakby każde odsunięcie było wyborem. Jego sylwetka złagodniała, ale spojrzenie pozostało ostre. - Nie wiem, czy potrafię wierzyć komuś, kto dopiero uczy się czuć - dodał w końcu ciszej, niemal ze smutkiem. Ale przynajmniej próbujesz.

Jesienny wiatr poruszył liście, rozsypując je pod ich stopami. Louvain odetchnął głęboko, próbując uchwycić myśl, która przyszła nieproszona. Czym właściwie jest miłość? Odpowiedź miała twarz, której nie chciał już przywoływać, blade, kruche oblicze medium o włosach jak popiół. Pamiętał, jak ją traktował: z zimną, metodyczną okrutnością. Jak wbijał w nią gniew, bo miała czelność kochać człowieka, którego on chciał widzieć martwym. Pokochać wroga? Przecież to herezja. Znosiła to wszystko w sposób zbyt piękny, zbyt spokojny, by mógł jej odpuścić. Nie krzyczała. Nie broniła się. Po prostu trwała, jakby każde jego upokorzenie było jeszcze jednym dowodem na siłę jej uczucia. Nie wyrzekła się tamtej miłości, nawet gdy wiedziała, że zostanie za nią sama, z bliznami, które nigdy się nie zagoją. Louvain widział w tym szaleństwo, ale też coś, co go niepokoiło, rodzaj wiary, której sam nie potrafiłby znieść. Czasem myślał, że chciałby, by ktoś kochał jego w ten sam, obłąkany sposób, aż do granic bólu, aż po utratę rozsądku. Chciałby zobaczyć w czyichś oczach tę destrukcyjną zależność, tę niemożność oddychania bez jego obecności. Egoistyczne marzenie o tym, by być czyimś końcem i początkiem naraz. By ktoś kochał go tak chorobliwie, że nawet nienawiść nie przyniosłaby ulgi. Spojrzał na Cynthię, zbyt rozsądną, zbyt zimną, zbyt kontrolującą. I pomyślał, że może właśnie dlatego go fascynuje. Bo taka miłość, jakiej pragnął, nigdy nie mogłaby w niej przetrwać. I właśnie przez to chciał ją rozpalić. Choćby po to, żeby zobaczyć, jak płonie.

Powietrze znów zgęstniało. Cynthia wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, może zapytać, może znowu spróbować sięgnąć po jego myśli. Louvain jednak się poruszył, prostując ramiona, a jego spojrzenie stwardniało. Z maską spokoju na twarzy, cicho i bez gniewu, powiedział:
- Wystarczy. Zrobił krok w jej stronę. - Mam dość twoich pytań. Głos miał spokojny, choć niósł w sobie stal. - Cały czas próbujesz coś ze mnie wyciągnąć. Nigdy nie pytasz o to, co naprawdę istotne. Nachylił się lekko, a jego słowa spadły między nich jak ciężki kamień. - Do czego jestem ci tak potrzebny? Przez chwilę trwał tak nieruchomo, z cieniem uśmiechu na ustach, który nie miał w sobie nic z ciepła. - Powiedz wprost. Czego naprawdę chcesz?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6249), Louvain Lestrange (4867)




Wiadomości w tym wątku
[14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 04.11.2025, 23:12
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 05.11.2025, 05:45
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 05.11.2025, 21:59
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 07.11.2025, 02:31
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 26.11.2025, 22:04
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 11.01.2026, 02:50
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 20.01.2026, 00:02
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 01.03.2026, 01:50
RE: [14.09.72 | Ogrody Maida Vale | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 22.03.2026, 22:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa