Och nie, jeśli Thoran Yaxley faktycznie tutaj był, to właśnie bardzo kusił los, bo za to co zrobił Laurentowi gotowa mu była zrobić niemalże to, o co podejrzewały ją sierpniowe plotki po hałasach, jakie na nieszczęście wydobyły się w środku nocy na ulicę podczas egzorcyzmu tego wyjątkowo upartego i bezczelnego poltergeista. Swoich przeciwników w pierwszej kolejności próbowała ogłuszyć, albo unieruchomić, ale w jego przypadku mogłaby zrobić wyjątek. Nie tylko mogłaby – wiedziała, że by zrobiła.
– Kupiłam tę kamienicę od takiego starszego małżeństwa dobre pół roku temu. Mówili, że są już zmęczeni zgiełkiem Pokątnej i że chcą się całkowicie przenieść na wieś – odparła, obchodząc biurko z każdej strony, z której w ogóle się dało, patrząc się w nie tak, jakby była sroką, która właśnie dostrzegła w trawie jakieś świecidełko. – Geraldine pisała, że Thoran zaczął się dziwnie zachowywać po Beltane, więc nie wiem czy jedno z drugim może być jakoś powiązane… I nie wyglądali na przestraszonych, czy coś w tym rodzaju. W sensie mogli oczywiście grać, ale to, że mieli dość Pokątnej tak ogólnie jestem w stanie zrozumieć. Inni sąsiedzi też na nic się nie skarżyli, jak byłam pytać o te wszystkie stukania, pukania, krzyki i tak dalej – zatrzymała się w końcu i sama spojrzała na ewidentnie zbyt ciekawską Lunę, która nie bardzo chyba mogła zrozumieć co jest takiego ciekawego w tym stoliku i patrzyła na Brennę i Victorię po kociemu, czyli bardzo oceniająco. Victoria też oceniała, ale ostatecznie uznała, że jeśli w stoliku siedzi bogin, to Luna ucieknie, dokładnie tak, jak to było wtedy, gdy Berht wyciągnął poltergeista z dziury w ścianie i koty nagle się ulotniły. – Tak szczerze mówiąc, to ja sama planowałam kupić dom gdzieś na jakimś zadupiu. To mieszkanie kupiłam tak awaryjnie, bo jest w dobrej lokalizacji i bardzo mi się przydało jak się pokłóciłam z matką. Nie sądziłam, że zostanę tu na dłużej – i nawet oglądała te domy, wahała się jednak czy to na pewno dobry moment (i ewidentnie moment był zajebisty biorąc pod uwagę, co się wydarzyło w Wielkiej Brytanii, a ona go przespała), więc ostatecznie decyzji tak do końca nie podjęła, mówiąc, że potrzebuje jeszcze trochę czasu… – Nie obejrzałam każdego kąta, może mieli jakieś skrytki – to była kamienica należąca do magicznej rodziny, wszystko było możliwe… Łącznie z jakimiś szkodnikami typu bahanki, ale pod tym kątem sądziła, że akurat przejrzała całe mieszkanie. – Jasne, powinno być puste – dodała, wzruszając ramionami. – Tu na tym poziomie mało co robiłam. Zajęłam to jedno pomieszczenie – tu wskazała palcem na drzwi najbardziej po lewej – i tam robię eliksiry. Tu na środku nie ma nic – wskazała środkowe drzwi po drugiej stronie ściany po czym wskazała na ostatnie, po tej samej stronie co jej pracownia – A to użyczyłam Saurielowi. Jego dom skończył tak samo jak nasz i nie miał się gdzie podziać. Ale nie wiem nawet czy tam teraz jest, a jak jest to pewnie śpi – znaczy miał się gdzie podziać, mógł wrócić do rezydencji Rookwoodów, gdzie się wychował, ale nie po to dopiero co się stamtąd wyrwał, by zaraz tam wracał… – No dobra… gotowa? – podpytała jeszcze Brennę i mocniej ścisnęła różdżkę, gdyby z tej nieszczęsnej szuflady naprawdę wyskoczył na nie bogin… Skupiła się przy tym, by mieć pewność, że niczego nie przegapi.
// Percepcja ◉◉◉○○
Sukces!