08.11.2025, 20:15 ✶
Cathal stał, niby zamieniony w posąg, aż do momentu, w którym tuż za nim odezwał się dziewczęcy głos.
Hellosie Rowle była jedną z tych osób, które osiadały w pamięci Cathala, ponieważ musiał je pamiętać, nie dlatego, że pamiętać chciał. Kolejna twarz mijana na hogwarckich korytarzach, widywana w Wielkiej Sali, w niekończącym się korowodzie nudnych, szkolnych dni. Uwagę Shafiqa trudno było przykuć – nie, żeby ludzie mieli szczególne powody, aby starać się ją zdobyć – a bycie młodszą Puchonką, nieprzyjemne pomysły i liche oceny na pewno nie sprawiały, że zyskiwała w jego oczach. Gdy zresztą obrócił się, by na nią spojrzeć, zdawała się mu straszliwym dzieciakiem: była niska i chuda, tak że wyrośnięty ponad miarę Cathal uwierzyłby, gdyby ktoś mu powiedział, że jest trzecioklasistką.
Nie odpowiedział od razu. Mierzył ją tylko spojrzeniem bardzo jasnych oczu, a wyraz twarzy miał taki, jakby jej nie widział. Może znów odpłynął na moment myślami, bo w głowie zakłębiło się zbyt wiele wspomnień? W końcu przesunął wzrok nieco niżej… ale nie, niestety albo stety, zupełnie nie na jej biust: wpatrywał się w krukoński krawat, jakby nagle doznał jakiegoś dysonansu poznawczego, i nie mógł wpasować tego elementu do świata swoich wspomnień.
Wykrzywił w końcu lekko usta, w nieładnym grymasie, zastanawiając się, czy dziewczyna dobrała słowa w ten sposób przypadkowo, czy celowo chciała, aby zabrzmiały dwuznacznie. Próbowała zrobić wrażenie? Flirtować?
– Wydaje mi się, że pomocnej dłoni z radzeniem sobie w łazience przestaje potrzebować średnio rozgarnięty sześciolatek – odparł po prostu, bo Cathal bywał równie nieprzyjemny jak Helloise. Może nie dla wszystkich, ale to była w końcu tylko młodsza Puchonka, a Cathal darzył pewną sympatią zaledwie pojedynczych Puchonów: tych, którzy błyszczeli na zajęciach ze starożytnych run, numerologii czy historii magii. – I co, u chłopców ci to nie przeszkadza? – dorzucił jeszcze, może w jakiejś typowej dla niego bezczelności, a może ze względu na swoje przywiązanie do logiki.
Jakby na zawołanie, w tym momencie drzwi do łazienki otworzyły się i dobiegło stamtąd głośne zawodzenie. Jeśli Helloise słyszała o Marcie – a pewnie będąc dziewczyną ciężko było o niej nie usłyszeć – łatwo mogła się domyśleć, że to ona.
Hellosie Rowle była jedną z tych osób, które osiadały w pamięci Cathala, ponieważ musiał je pamiętać, nie dlatego, że pamiętać chciał. Kolejna twarz mijana na hogwarckich korytarzach, widywana w Wielkiej Sali, w niekończącym się korowodzie nudnych, szkolnych dni. Uwagę Shafiqa trudno było przykuć – nie, żeby ludzie mieli szczególne powody, aby starać się ją zdobyć – a bycie młodszą Puchonką, nieprzyjemne pomysły i liche oceny na pewno nie sprawiały, że zyskiwała w jego oczach. Gdy zresztą obrócił się, by na nią spojrzeć, zdawała się mu straszliwym dzieciakiem: była niska i chuda, tak że wyrośnięty ponad miarę Cathal uwierzyłby, gdyby ktoś mu powiedział, że jest trzecioklasistką.
Nie odpowiedział od razu. Mierzył ją tylko spojrzeniem bardzo jasnych oczu, a wyraz twarzy miał taki, jakby jej nie widział. Może znów odpłynął na moment myślami, bo w głowie zakłębiło się zbyt wiele wspomnień? W końcu przesunął wzrok nieco niżej… ale nie, niestety albo stety, zupełnie nie na jej biust: wpatrywał się w krukoński krawat, jakby nagle doznał jakiegoś dysonansu poznawczego, i nie mógł wpasować tego elementu do świata swoich wspomnień.
Wykrzywił w końcu lekko usta, w nieładnym grymasie, zastanawiając się, czy dziewczyna dobrała słowa w ten sposób przypadkowo, czy celowo chciała, aby zabrzmiały dwuznacznie. Próbowała zrobić wrażenie? Flirtować?
– Wydaje mi się, że pomocnej dłoni z radzeniem sobie w łazience przestaje potrzebować średnio rozgarnięty sześciolatek – odparł po prostu, bo Cathal bywał równie nieprzyjemny jak Helloise. Może nie dla wszystkich, ale to była w końcu tylko młodsza Puchonka, a Cathal darzył pewną sympatią zaledwie pojedynczych Puchonów: tych, którzy błyszczeli na zajęciach ze starożytnych run, numerologii czy historii magii. – I co, u chłopców ci to nie przeszkadza? – dorzucił jeszcze, może w jakiejś typowej dla niego bezczelności, a może ze względu na swoje przywiązanie do logiki.
Jakby na zawołanie, w tym momencie drzwi do łazienki otworzyły się i dobiegło stamtąd głośne zawodzenie. Jeśli Helloise słyszała o Marcie – a pewnie będąc dziewczyną ciężko było o niej nie usłyszeć – łatwo mogła się domyśleć, że to ona.