09.11.2025, 14:39 ✶
Świadomość, że Helloise żyje w głowie Cathala wbrew jego woli i ku jego niezadowoleniu z pewnością dostarczyłaby dziewczynie mnóstwo złośliwej satysfakcji. Niestety, nie miała pojęcia o jego chorobie i jej konsekwencjach, więc pozostawała nieszczęśliwie nieświadoma tego, że jej wspomnienie jest dla niego na zawsze. Był dla niej w tamtej chwili tylko i wyłącznie ładnym, niemiłym chłopakiem otoczonym tą aurą niedostępności, przez którą z taką satysfakcją można się przedostać. Hela Rowle była przecież inna niż wszystkie — tyle że Shafiq zdawał się na razie jeszcze tego nie dostrzegać, jeśli czarownica miałaby wnioskować po tym, jak krzywi się i opryskliwie odpowiada. Nie był to bynajmniej pierwszy raz, gdy ktoś był dla niej nieprzyjemny. Mieczem wojujesz, od miecza giniesz — lecz zamiast ginąć, ona wyhodowała grubą skórę. Z pozoru przynajmniej, bo gdzieś w nastoletniej główce piętrzyły się wszystkie te starcia mniejsze i większe, dając o sobie co czas jakiś dotkliwie znać.
— Jak chłopak jęczy i się mazgai, to nie ma prawa się w ogóle nazywać chłopakiem — odparła, wydymając w zdegustowaniu usta. Było to oczywiste.
Balansowała po jego złośliwościach gdzieś na granicy wkurzenia się i tupnięcia nogą a rosnącą chęcią przyciągnięcia jego uwagi. Zwyciężyła ta druga: powściągnęła gniew, stłamsiła czający się na końcu języka obrzydliwy przytyk o tym, że jeśli Cathal nie chce iść z nią do łazienki, musi być kochającym inaczej.
— Zawsze tak udajesz głupiego? — zapytała zamiast tego oschle, wywracając oczami. — Ile razy widziałeś, żeby ktoś tam szedł do łazienki? Mogłabym ci coś pokazać, jeśli umiesz zachować sekret. — Podążyła po sobie wzrokiem za jego zniżającym się spojrzeniem. — Nie to. — Nie wydawała się urażona, choć zanim zorientowała się, że chodzi o krawat, coś ją w głębi duszy na moment niewygodnie ubodło.
Wychyliła się na korytarz, aby sprawdzić, czy aby nikt się do nich nie zbliża, po czym wyciągnęła ukrytą pod materiałem szaty książkę. Czy można wyobrazić sobie bardziej stereotypową książkę do wiedzy zakazanej? Obita czarną nadpleśniałą skórą, pożółkłe strony i unoszący się w powietrzu obleśny smrodek piwnicy na Nokturnie — bez dwóch zdań Helloise nie zwędziła jej ze Szkolnego Działu Ksiąg Zakazanych, lecz przyniosła z zewnątrz.
Mimo to księga nie przedstawiała wcale wielkiej wartości, a opisane tam rytuały i zaklęcia zaliczały się do bajek mchu i paproci, które nokturńscy handlarze wciskali co naiwniejszym. Jako że jednak Rowle dostała książkę w prezencie, otaczała ją specjalnymi nadziejami.
Drgnęła nerwowo, gdy drzwi się otworzyły; na powrót schowała książkę, jakby przestraszona, że wycie Marty ściągnie nieproszoną uwagę.
— Nie bądź tchórz. Uciszymy ją raz na zawsze — syknęła do Cathala z naciskiem, wchodząc do zachlapanej, obdartej łazienki, w której duch na razie był bardziej słyszalny niż widoczny.
— Jak chłopak jęczy i się mazgai, to nie ma prawa się w ogóle nazywać chłopakiem — odparła, wydymając w zdegustowaniu usta. Było to oczywiste.
Balansowała po jego złośliwościach gdzieś na granicy wkurzenia się i tupnięcia nogą a rosnącą chęcią przyciągnięcia jego uwagi. Zwyciężyła ta druga: powściągnęła gniew, stłamsiła czający się na końcu języka obrzydliwy przytyk o tym, że jeśli Cathal nie chce iść z nią do łazienki, musi być kochającym inaczej.
— Zawsze tak udajesz głupiego? — zapytała zamiast tego oschle, wywracając oczami. — Ile razy widziałeś, żeby ktoś tam szedł do łazienki? Mogłabym ci coś pokazać, jeśli umiesz zachować sekret. — Podążyła po sobie wzrokiem za jego zniżającym się spojrzeniem. — Nie to. — Nie wydawała się urażona, choć zanim zorientowała się, że chodzi o krawat, coś ją w głębi duszy na moment niewygodnie ubodło.
Wychyliła się na korytarz, aby sprawdzić, czy aby nikt się do nich nie zbliża, po czym wyciągnęła ukrytą pod materiałem szaty książkę. Czy można wyobrazić sobie bardziej stereotypową książkę do wiedzy zakazanej? Obita czarną nadpleśniałą skórą, pożółkłe strony i unoszący się w powietrzu obleśny smrodek piwnicy na Nokturnie — bez dwóch zdań Helloise nie zwędziła jej ze Szkolnego Działu Ksiąg Zakazanych, lecz przyniosła z zewnątrz.
Mimo to księga nie przedstawiała wcale wielkiej wartości, a opisane tam rytuały i zaklęcia zaliczały się do bajek mchu i paproci, które nokturńscy handlarze wciskali co naiwniejszym. Jako że jednak Rowle dostała książkę w prezencie, otaczała ją specjalnymi nadziejami.
Drgnęła nerwowo, gdy drzwi się otworzyły; na powrót schowała książkę, jakby przestraszona, że wycie Marty ściągnie nieproszoną uwagę.
— Nie bądź tchórz. Uciszymy ją raz na zawsze — syknęła do Cathala z naciskiem, wchodząc do zachlapanej, obdartej łazienki, w której duch na razie był bardziej słyszalny niż widoczny.
dotknij trawy