Prawdę powiedziawszy Victoria była bardzo daleka od stwierdzenia, że na drugim piętrze podają lurę. Może dla podniebień niektórych płateczków śniegu, którzy mieli zbyt dużo czasu na narzekanie, to tak. Ale Lestrange podchodziła do tego w ten sposób, że to miejsce pracy, a nie wygodnego kokoszenia się w fotelu przed kominkiem. Był czas na herbatę (o, to już z Atreusem tego dnia odbębnili), był i czas na kawę – normalną, nie taką, jaką pijało się w domu za grube pieniądze, ale na pewno też nie najgorsze ścierwo. Stawiała na nogi (a przynajmniej pozornie i nie ją, ale Victoria przeszła już przez chyba wszystkie stadia relacji z kawą jaką mogła mieć cierpiąc na chroniczną bezsenność już o wielu, wielu lat) w krytycznych momentach, a w innych była po prostu pretekstem do towarzyskiej interakcji. Jak na przykład teraz, gdy wylądowali w gabinecie Anthonego na piątym piętrze.
Victoria z umiarkowanym zainteresowaniem spoglądała na tygielek do kawy, z którym miała już do czynienia miesiąc wcześniej w Egipcie, gdzie wylądowała razem z Brenną na nie do końca wakacyjnej wycieczce i bardzo ją ten wynalazek fascynował.
– A razem z magazynem kolejna zagadka pokroju pustynnej mandragory? – zażartowała sobie i uśmiechnęła się lekko pod nosem, biorąc w ręce czarkę. Nawet przez moment nie zawahała się przed ujęciem ją w dłonie, nawet gdyby była gorąca jak diabli. Po pierwsze – tak bardzo brakowało jej ciepła, którego nie mógł dać nawet smoczy ogień, a po drugie, to musiałby być prawdziwy cud, by na jej ciele pozostały jakieś ślady oparzeń. Ogień ich nie pozostawiał. – Minęło dopiero półtorej tygodnia… To oczywiste, że Londyn będzie przez jakiś czas sparaliżowany – i nie tylko Londyn, ale też inne miejsca na mapie Wielkiej Brytanii, ograniczające się jednak tylko do Anglii. Domy zwykłych ludzi, uzdrowicieli, pracowników Ministerstwa – czy był ktoś, kogo całkowicie ominęła ta tragedia? Oprócz bałaganu na samym szczycie, był bałagan u samych podstaw, bo jak ludzie mieli dobrze wykonywać swoją pracę, gdy ich podstawowe potrzeby nie były do końca zaspokojone? Potrzebowali czasu.
Ale prawda była taka, że go nie mieli.
Co zaś się tyczyło samopoczucia… Victoria zerknęła kątem oka kontrolnie na Atreusa, który zdążył dzisiaj obrosnąć w piórka po tym, jak wygrał z nią zakład. Mężczyźni naprawdę bywali bardzo łatwi w obsłudze, a jemu się to zwyczajnie należało, bo wygrał uczciwie. – Mamy ogrom pracy tak naprawdę – podjęła temat. – Od półtorej tygodnia miałam jeden dzień przerwy i nie zanosi się, żeby to się w najbliższym czasie miało zmienić – i był to dzień przerwy na pogrzeb Florence. Nie na to, żeby leżeć na kanapie i odsypiać. – A twoje?