• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Irlandia Płn. i Płd. |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia

|13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
10.11.2025, 00:03  ✶  
Cynthia nie wiedziała, czy bardziej zaskakujący był jej własny śmiech, który dobiegł jej uszu niczym najbardziej nienaturalny odgłos na świecie, czy może to, jak Rodolphus Lestrange był opiekuńczy. Tak, jakby znali się od zawsze, w sposób naturalny i prosty. Coraz mniej było takich zwykłych gestów dobroci, ludzie zwykle szukali korzyści w sposobie traktowania drugiego człowieka, ale ona nie mogła dostrzec tu niczego, czego mógłby od niej chcieć, żeby wspomnieć o przeziębieniu. Potraktowała to więc bezinteresownie, szczerze, chociaż pewnie, gdyby wspomnieć o tym jego sprzymierzeńcom z armii czarnoksiężnika, nikt by w to nie uwierzył. Wciąż był spięty, czujny i nie umknęło jej uwadze, gdy jego wzrok na te kilka sekund pomknął w stronę stolika, gdzie tkwiła jej różdżka. Powolne, przewidywalne gesty również nie zdawały się pomocne, chociaż pozwolił jej zarówno na zmniejszenie dzielącej ich odległości, jak i naruszenie jego przestrzeni osobistej. Było to sprzeczne z tym, co sugerowało jego ciało, uderzenia serca czy spojrzenie. Widziała, że dłoń mu drgnęła. Wiedziała też, że ryzykuje, postępując w ten sposób, ale chciała, żeby jej uwierzył w to, że jego zapewnienie o tym, że ją ochroni, miało jakiś skutek. Odzew.

- Dobrze, że byłeś dotychczas rozsądny. - jej głos był równie spokojny, co jego, chociaż nie tak chłodny, jak zwykle. Tym razem nie trzymała bezpiecznego dystansu, bo przecież już dawno przekroczyli pewną granicę intymności, gdy poznała go pod tą maską i to było zobowiązujące. A może to stało się już w momencie, gdy wzięła go za kogoś innego? Jej dłoń leniwie przesunęła materiał, palce przesunęły po rozgrzanej skórze, jak zwykle chłodne i precyzyjne. Tak, jakby miała w tym wprawę. Czuła na sobie przenikliwe spojrzenie, ale nie odwzajemniła go od razu, zastanawiać się, czy każdy z ich rodziny przynależał do armii Voldemorta, no, może poza Victorią, za co dziękowała Merlinowi. Z drugiej jednak strony wiedziała, że jej nadmierne zaangażowanie w tę sprawę mogło być tylko kwestią czasu w związku z tym, jakie i z kim miała racje. Świat się stawał naprawdę skomplikowany, coraz trudniej było balansować na krawędzi i jednocześnie próbować chronić tych, którzy byli ważni przed ciemnością. Ona miała wiele twarzy, nie była tylko Czarnoksiężnikiem i maskami. Podniosła na niego wzrok, rysując na skórze znajomy symbol, jakby czuła pod palcami czerń pełznącą pod skórą niczym wąż. Nie uciekała spojrzeniem, pozwalając na konfrontację dwóch odcieni niebieskiego, jednocześnie kiwając głową. Nie było sensu protestować, odczuł przecież, jak się wobec niego zachowywała, myśląc, że ktoś inny był pod maską.

Nie odwróciła wzroku, gdy obrócił jej dłoń i ujął ją w palce, nie protestowała, podobnie jak on wcześniej. Ślad, który zostawił na jej skórze, sprawił, że po kręgosłupie przebiegł ją dreszcz razem z myślą o tym, że spodziewał się tam symbolu. - Nie znajdziesz tam tego, ale owszem, wiem. Znam ludzi, którzy noszą maski. Świadomych mojej wiedzy, jak i tych, którzy nie mają pojęcia.- odparła cicho, ale bez cienia strachu przed konsekwencjami, które się z tym wiązały, bo z nimi przecież pogodziła się już dawno. Nie podjęła decyzji, Cynthia po prostu robiła wszystko dla ludzi, na których jej zależało – była lojalna, wbrew temu, co wcześniej mówił jej Louvain. Oddana czerwonym nitkom, które splątywały jej nadgarstki z innymi ludźmi. Nie mogła stać bezczynnie, jeśli mogła coś zrobić, aby im pomóc. I z początku za każdym razem uderzało to w jej moralność, bo chociaż posługiwała się nekromancją, nigdy nie użyła jej w złym celu. Przecież pierwotnie chciała być uzdrowicielem, odczarować złą sławę tej dziedziny magii i wykorzystać ją do przywracania ludziom nadziei, odsuwania ich od śmierci. Czas wszystko jednak zmienił. Na chwilę jej palce drgnęły, jakby myśl o tym, ile ciemności wdarło się do jej własnej głowy i daleko przesunęły się jej granice, ją sparaliżowała, jednak nawet nie drgnęła. Dekadę wyciszała emocje, aby sobie z tym radzić. Dekadę pozbawiała się uczuć, żeby nie rozsypać się na tysiące kawałków i chociaż przypominanie sobie o smaku tych wszystkich emocji było wolne i intensywne, to wciąż tkwiły gdzieś wewnątrz. Mogła je znosić z dumą i uporem, nie pokazywać słabości. Bo przecież nie była tą samą, słabą, niewinną młodą kobietą, która wypływała z Anglii do Ameryki.
Jego głos wyrwał ją z zamyślenia, jego spojrzenie przywróciło jej umysł do rzeczywistości. Inaczej to wszystko brzmiało w jej głowie, gdy słowo „Azkaban” nie było wypowiadane głośno.

- Cela w Azkabanie to moje najmniejsze zmartwienie. -
stwierdziła w końcu, zgodnie z prawdą zresztą, bo zwyczajnie nie mogłaby pociągnąć na dno tych, którzy jej zaufali. Niezależnie, czy była to Brenna i Atreus, czy Stanley, Vicotoria, Louvain, a teraz i Rodolphus. To było jak pakt. Dlatego jednak, że posługiwała się nekromancją, była spokojniejsza. Znała wiele sposobów, aby umrzeć, zanim wyciągnęliby z niej cokolwiek. - Strona barykady... Obawiam się, że to bardziej skomplikowane.. - mruknęła cicho, przenosząc wzrok na chwilę na jego dłoń, którą wciąż trzymał jej własną. Zaskakujące, jak skuteczne były proste gesty. Dawały więcej, niż mogły dać słowa i obietnice, dlatego też zacisnęła delikatnie palce, czując, jak wypowiadane przez niego wcześniej słowa, których przecież nigdy nie potrzebowała – bo radziła sobie doskonale sama, była tego nauczona, że to ona zwykle ratuje innych – rozlewają się po całym jej ciele ciepłą falą. Związują czerwoną nitkę. Odchyliła głowę i znów odnalazła spojrzenie czarnowłosego. - Ochroniłeś mnie, bo mnie potrzebujesz. Bo jestem.. Przydatna. I nie ma w tym nic złego. A jednak mogłeś to zrobić.. Inaczej, na swoich warunkach, trzymając bezpieczny dystans, zachowując swój sekret. - zaczęła w końcu, po chwili przeciągając się milczenia, wciąż dostrzegając w tym coś więcej, niż zwykłą chęć wykorzystania jej i jej umiejętności do swoich własnych celów. Może po prostu chciała zobaczyć w tym coś ludzkiego, zwykłego, a do tego nakierowała jej głowę uwaga o przeziębieniu. Znów zaśmiała się cicho, krótko, rozbawiona kontrastem jego osoby, samym wspomnieniem tego komentarza. Merlin jej świadkiem, każdy noszący tę maskę był na swój sposób nieporadny i potrzebował kogoś, kto się nim zaopiekuje. - Pomogę Ci. Ochronię Cię, jeśli będę mogła. Możesz na mnie polegać. Chciałabym jednak, żebyśmy byli ze sobą szczerzy, na tyle, w jakim stopniu to będzie możliwe. Bez zaufania to nie wyjdzie.
Oczywiście miała na myśli ich tajne spotkania, plany. Bo rozumiała, że w sytuacji, w której tkwił, nie mógł mówić wszystkiego.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (4410), Rodolphus Lestrange (2171)




Wiadomości w tym wątku
|13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Cynthia Flint - 05.11.2025, 00:42
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 05.11.2025, 16:10
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Cynthia Flint - 05.11.2025, 21:58
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 06.11.2025, 12:06
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Cynthia Flint - 10.11.2025, 00:03
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 13.11.2025, 13:19
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Cynthia Flint - 05.12.2025, 22:19
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 27.01.2026, 13:09
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Cynthia Flint - 01.03.2026, 01:56
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Rodolphus Lestrange - 24.03.2026, 17:42
RE: |13.09.72| Irlandia, Waterford | Rodolphus x Cynthia - przez Cynthia Flint - 15.04.2026, 23:23

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa