10.11.2025, 20:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.11.2025, 20:16 przez Henry Lockhart.)
Kiedy Kelly włączył się do walki, nie było możliwości, by ją przerwać. Wódka i papierosy wciąż majaczyły w ustach Henryka, ich smakowi towarzyszyło dziwne poczucie odrealnienia. Wszystko zaczęło dziać się szybko, świat wyostrzał się i rozmazywał. To ten przeklęty dym, papieros tego brudnego spierdoleńca.... Teraz jednak chłopak nie miał zamiaru poddać się halucynacjom.
Jessie dostał, ale Henry miał inny problem. Szef bandy ćpunów szarżował prosto na niego. Wytatuowana pięść poszybowała w stronę twarzy Lockharta, który dostrzegł złoty błysk w okolicach twarzy bandyty. Czyli już wcześniej wybijano mu zęby... Pora, by stracił kolejne.
Rzucam na AF - mordobicie
Henry uchylił się przed pięścią napastnika. Ćwiczył to wiele razy, zawsze w warunkach bezpiecznych. Tak jakby przygotowywał się właśnie na ten moment. Facet ze zlepionymi włosami zamarkował kolejny cios, o wiele mniej kontrolowany, przepełniony złością. Znowu nie trafił. Widać było, że wpieniało go to niemiłosiernie, a Henrykowi dodawało dodatkową satysfakcję.
Nie było żadnych one-linerów. Żadnych zabawnych tekstów, którymi chłopak mógł bardziej wkurzyć napastnika. Mimo nietrzeźwości i gamy kolorów tańczącej przed oczami, następny cios Henryka był bardzo dokładny. Prosto w splot słoneczny. Ćpun zgiął się wpół i z jękiem upadł na drewnianą podłogę.
- Gówniarzu! Ty pieprzony gówniarzu! - wycharczał, jednak na niego Henry już nie zwracał uwagi. Został otoczony przez pozostałych napastników, którzy, wbrew dżentelmeńskim regułom napierdalania się w barze, sięgnęli po różdżki.
- Jessie, kurwa, chyba będą czarować! - krzyknął Lockhart w stronę przyjaciela.
Jessie dostał, ale Henry miał inny problem. Szef bandy ćpunów szarżował prosto na niego. Wytatuowana pięść poszybowała w stronę twarzy Lockharta, który dostrzegł złoty błysk w okolicach twarzy bandyty. Czyli już wcześniej wybijano mu zęby... Pora, by stracił kolejne.
Rzucam na AF - mordobicie
Rzut Z 1d100 - 62
Sukces!
Sukces!
Henry uchylił się przed pięścią napastnika. Ćwiczył to wiele razy, zawsze w warunkach bezpiecznych. Tak jakby przygotowywał się właśnie na ten moment. Facet ze zlepionymi włosami zamarkował kolejny cios, o wiele mniej kontrolowany, przepełniony złością. Znowu nie trafił. Widać było, że wpieniało go to niemiłosiernie, a Henrykowi dodawało dodatkową satysfakcję.
Nie było żadnych one-linerów. Żadnych zabawnych tekstów, którymi chłopak mógł bardziej wkurzyć napastnika. Mimo nietrzeźwości i gamy kolorów tańczącej przed oczami, następny cios Henryka był bardzo dokładny. Prosto w splot słoneczny. Ćpun zgiął się wpół i z jękiem upadł na drewnianą podłogę.
- Gówniarzu! Ty pieprzony gówniarzu! - wycharczał, jednak na niego Henry już nie zwracał uwagi. Został otoczony przez pozostałych napastników, którzy, wbrew dżentelmeńskim regułom napierdalania się w barze, sięgnęli po różdżki.
- Jessie, kurwa, chyba będą czarować! - krzyknął Lockhart w stronę przyjaciela.