Nie miała pojęcia, czy Voldemort opiekował się swoimi sługami, czy może korzystał z ich umiejętności tylko, gdy było mu to na rękę. Równie dobrze mógł zostawić ich samym sobie, a gdy okazało się, że na przykład jakiś potężny byt zastąpił całkowicie umysł jednego z nich, to było już za późno… Ale to było tylko takie ot gdybanie, bo równie dobrze opętanie mogło nastąpić gdzieś indziej i mogło nie mieć nic wspólnego z Limbo, i to był tylko niefortunny zbieg okoliczności. Lestrange mogła tylko wzruszyć ramionami, bo była tutaj w kropce tak samo jak Brenna.
– No, takiej parszywej mordy nie da się z niczym pomylić. Pewnie by zauważył – a stukanie… obie je przecież starały się ignorować, aż Victoria nie wytrzymała i zapytała wprost czy znowu słyszy to tylko ona, czy może to jakiś szerszy problem. Ludzie stali się drażliwi od czasu Spalonej Nocy, ale czy mogła kogokolwiek winić? Sama czuła w kościach to napięcie.
– Nie mam pojęcia, ale chyba musiała być, skoro widzę ją pierwszy raz, a nie porzuciłam robienia eliksirów… – mruknęła pustym głosem, wgapiając się w klapę. Zastanawiała się teraz, czy to ona była iluzją, czy może raczej była pod nią ukryta i teraz zaczęła nawalać… W tym domu działy się ostatnimi czasy bardzo dziwne rzeczy i to była jedna z nich, a mina Victorii sugerowała właśnie, że ta bardzo intensywnie myśli i próbuje zrozumieć, co się właśnie dzieje.
– Czekaj… Strzałko! – zwróciła się najpierw do Brenny, a następnie wywołała skrzata, który chwilę później pojawił się z trzaskiem i już zaraz zaczęła się kłaniać, ale Victoria nie czekała, aż skończy. – Weź proszę Lunę. Chcemy sprawdzić co jest pod tą klapą, a nie chciałabym, żeby coś jej się przypadkiem stało – na co skrzatka zamarła i zamrugała, najwyraźniej dostrzegłszy nad czym pochylają się dwie czarownice.
– T-t-tak, o-oczywi-wiście – wyjąkała i szybko złapała małego kota, który przeczuwawszy co zaraz będzie miało miejsce, próbował zwiać, ale skrzatka była zwinniejsza niż wyglądała. I za chwilę zniknęła, zabrawszy stąd kotka.
– Teraz jestem gotowa… Na trzy? – zaproponowała i się podniosła, wystawiając różdżkę przed siebie. – Raz – zaczęła odliczanie, na którego końcu rzuciła zaklęcie, mające ochronić Brennę i ją przed ewentualną pułapką, albo czarem, który mógł w nie wystrzelić. Bo również spodziewała się w tym momencie wszystkiego, dlatego nie zdecydowała się na rozpraszającą tarczę, bo nie zadziałałaby na wszystko…
// Kształtowanie ◉◉◉◉○
Akcja nieudana