10.11.2025, 20:34 ✶
Przez całą noc Alice nie mogła opanować roztrzęsienia. Wciąż nie trafiało do niej to, co się stało. Tyle nienawiści, cierpienia, śmierci... Po co? Za co? Nie potrafiła uwierzyć w to, ile zła wyszło na wierzch, a przecież nawet niespecjalnie wychodziła na ulice Londynu. Widziała jednak, co się działo w Mungu. Ilu było rannych.
Zdążyła przelać chyba wszystkie łzy, jakie potrafiła. Najpierw z bólu, ponieważ to właśnie w ich własnym domu, ostry odłamek szkła poharatał jej policzek. Najpierw nic nie czuła, ostre pieczenie przyszło później. Nawet, jak została uleczona, wciąż czuła fantomową krew spływającą po policzku. A i blizna przez najbliższych kilka dni miała jej przypominać o tym zdarzeniu.
Miała szczęście, że trafiła do mamy. Wtedy, kiedy stanęła przed nią w Mungu, czuła się jak mała, przerażona dziewczynka. Szybko jeden z doktorów uleczył ją prowizorycznym zaklęciem. Mama miała potem przywieźć jej po prostu maść, która sprawi, że szrama zniknie.
Tuż nad ranem teleportowały się pod dom. Alice starała się pomagać w szpitalu na tyle, ile potrafiła, ale wciąż miała poczucie, że to wszystko na nic. Że małe dobro, które czynili zwykli ludzie nie mogło równać się temu, jak silne było zło. Jednak wróciły. Stanęły przed miejscem, w którym dla Alice wszystko się zaczęło. Popiół sypał się z nieba, a odłamki szkła latały po domu, który teraz ogarnięty został przez jakiś... mrok. Jakby ktoś zmienił paletę barw.
To nie było jednak najważniejsze. Kiedy Hestia i tata wyszli Alice na spotkanie, inne sprawy przestały się liczyć. Oboje żyli. Byli cali i zdrowi. Alice przytuliła Hesię, która nadbiegła w ich stronę. Chyba jednak mogła zapłakać, bo tym razem łzy wzruszenia zeszkliły jej oczy.
– Żyjemy, Hesiu. Na Matkę, jaka to ulga, że ty też jesteś cała! Tak się martwiłam! Nic ci się nie stało? – głos Alice słyszalnie się łamał, gdy to mówiła. Jej siostrzyczka żyła. Była taka dzielna!
Zdążyła przelać chyba wszystkie łzy, jakie potrafiła. Najpierw z bólu, ponieważ to właśnie w ich własnym domu, ostry odłamek szkła poharatał jej policzek. Najpierw nic nie czuła, ostre pieczenie przyszło później. Nawet, jak została uleczona, wciąż czuła fantomową krew spływającą po policzku. A i blizna przez najbliższych kilka dni miała jej przypominać o tym zdarzeniu.
Miała szczęście, że trafiła do mamy. Wtedy, kiedy stanęła przed nią w Mungu, czuła się jak mała, przerażona dziewczynka. Szybko jeden z doktorów uleczył ją prowizorycznym zaklęciem. Mama miała potem przywieźć jej po prostu maść, która sprawi, że szrama zniknie.
Tuż nad ranem teleportowały się pod dom. Alice starała się pomagać w szpitalu na tyle, ile potrafiła, ale wciąż miała poczucie, że to wszystko na nic. Że małe dobro, które czynili zwykli ludzie nie mogło równać się temu, jak silne było zło. Jednak wróciły. Stanęły przed miejscem, w którym dla Alice wszystko się zaczęło. Popiół sypał się z nieba, a odłamki szkła latały po domu, który teraz ogarnięty został przez jakiś... mrok. Jakby ktoś zmienił paletę barw.
To nie było jednak najważniejsze. Kiedy Hestia i tata wyszli Alice na spotkanie, inne sprawy przestały się liczyć. Oboje żyli. Byli cali i zdrowi. Alice przytuliła Hesię, która nadbiegła w ich stronę. Chyba jednak mogła zapłakać, bo tym razem łzy wzruszenia zeszkliły jej oczy.
– Żyjemy, Hesiu. Na Matkę, jaka to ulga, że ty też jesteś cała! Tak się martwiłam! Nic ci się nie stało? – głos Alice słyszalnie się łamał, gdy to mówiła. Jej siostrzyczka żyła. Była taka dzielna!