• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 Dalej »
[28.09.72] Blood is life | William & Lorien

[28.09.72] Blood is life | William & Lorien
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#2
11.11.2025, 11:56  ✶  
Przecież znała kroki swojego brata. Wiedziała dokładnie jak puka do drzwi (choć z reguły nie pukał wcale). Spędziła z tym człowiekiem niemal całe swoje życie, więc naprawdę wystarczyło tylko zerknąć kątem oka, żeby mieć pewność, że to właśnie Jaśnie Pan Niewymowny, Jego Ekscelencja Największy Nierób w Ministerstwie Magii, Alexander Mulciber stanął na jej progu. A potem zaczął wysuwać jakieś dzikie żądania.
- Alex, miejże litość.- Odburknęła. Czy powinna była się obrócić i upewnić, że to na pewno Mulciber stoi w drzwiach jej gabinetu? Pewnie tak.
Ale była zajęta… no właśnie czym dokładnie była zajęta pani sędzia w ten piękny poranek?
Otóż jeden z dementorków utknął pomiędzy ciężkimi tomami brytyjskiego prawa międzynarodowego i wisiał, zaczepiony na pelerynce, rozpaczliwie machając łapkami i nóżkami. Lorien rzeczywiście stała odwrócona plecami do wejścia, próbując wysupłać szamoczącego się jak wściekła osa podopiecznego spod książek. W dodatku miała publikę - z reguły grasujące po gabinecie dementorki, siedziały teraz jak jeden mąż na biurku obserwując akcję ratunkową. Tylko jeden odwrócił się, gdy otworzyły się drzwi - ale tylko pomachał Williamowi kościstą łapką.
Tymczasem Lorien nie dała swojemu niespodziewanemu towarzyszowi odpowiedzieć czy wyjaśnić pomyłkę. Jeszcze żeby chociaż podszedł i pomógł! To nie. Sterczał jak kołek przy drzwiach. Wcale jej to nie dziwiło.
-Czy ciebie do reszty pojebało? Już nie jasnowidz a wampir?- Kontynuowała więc, cedząc przez zęby. Uwięziony dementorek wczepił się w jej palce, dodatkowo utrudniając całą sprawę.- Krwi mu się zachcie…
Zamilkła.

“Proszę.”

Alexander w życiu nie powiedziałby sam z siebie “proszę”. Przyduszony poduszką do podłogi - może, ale sam z siebie? Nigdy. W dodatku… Kiedy ostatnio wyściubił nos z Departamentu Tajemnic? Gdyby chciał krew przysłałby Nostradamusa z fiolką i krótkim “dawaj krew”. I pewnie jakąś kartą z uno czy innego monopoly.
Więc to nie mógł być Alexander Mulciber. Ale jeśli nie on to... kto?
Jak w zwolnionym mugolskim filmie, Lorien odwróciła głowę. Nawet dementorek przestał się na moment szamotać. W pokoju przepełnionym cichym brzęczeniem papierowych figurek zapanowała głęboka cisza.
Wiedźma znalazła swoją ofiarę. Otaksowała uważnym spojrzeniem gościa. Od jego kręconej czupryny przez lekko przygarbioną postawę. To nie był Alexander Mulciber. Na jej progu stał za to ktoś którego pismaki uwielbiali z nim mylić.
- Wiliam Lestrange we własnej osobie.- Powiedziała powoli. Zamrugała, reflektując się do czego właśnie doszło w jej gabinetu. Przełknęła z trudem ślinę, czując jak na zwykle białych policzkach wykwita jej rumieniec zawstydzenia.
- Ja…- Zaczęła.- Moment.- Westchnęła głęboko. Poświęciła kolejnych kilka cennych sekund na wyswobodzenie dementorka spod książek. W końcu, ostrożnie odcięła zaklęciem kawałek czarnej szaty. Zakapturzona istota odleciała kawałeczek, żeby złapać za swoją pelerynkę, w której miała aktualne wielką dziur i zacząć fuczeć oburzony na niesprawiedliwość losu.
Dopiero teraz Lorien zeszła z krzesła na którym cały czas stała.

- Panie Lestrange… Jestem winna panu przeprosiny. Moje zachowanie i słowa były nieakceptowalne.- Powiedziała powoli. Nawet nie próbowała się tłumaczyć.- Proszę, niech pan siada.
Wskazała dłonią na jedno z krzeseł dla petentów ustawionych przy ciemnym, mahoniowym biurku. Sama zasiadła na drugim. Założyła nogę na nogę.Nadal jeszcze nie wyrzuciła go z gabinetu. Nie powiedziała nawet kategorycznego “nie” na dziwaczną prośbę. Już słyszała w głowie głos Aarona burczący coś o stalej czujności i wiecznym zagrożeniu. Ale wyglądała na bardziej… zaintrygowaną niż przestraszoną.
- Po co panu moja krew? Eliksir wielosokowy? Nie podejrzewam pana o jakiejś czarnoksięskie rytuały… Mam nadzieję, że słusznie?- Zaśmiała się, wciąż jeszcze niezręcznie. Oj Lorien, głupia gąsko. Przynajmniej już się przestała rumienić jak nastolatka przyłapana na ściąganiu na egzaminie z historii magii.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Lorien Mulciber (568), William Lestrange (455)




Wiadomości w tym wątku
[28.09.72] Blood is life | William & Lorien - przez William Lestrange - 01.10.2025, 23:20
RE: [28.09.72] Blood is life | William & Lorien - przez Lorien Mulciber - 11.11.2025, 11:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa