Kilka kroczków w przód. Nieśmiałych. Małych. Wielkich. Staranność filtru emocji została zastosowana, więc wystarczyło się nie dać pchnąć w jedną ze stron. To jest - w tylko jedną, konkretną stronę. No tak, bo o ja pierdole było jednym z pierwszych komentarzy, jakie przychodziły do głowy, ale że Victoria nie klęła, nigdy nie słyszał (słyszał jak była pijana, a że on też był to jakoś mu to uciekło) to teraz na nią spojrzał z uniesionymi brwiami, zdziwiony. I rozbawiony. Jej reakcją, a konkretniej to właśnie tym przekleństwem. Kiedy zobaczył jej minę to nie potrzebował właściwie słów czy zapewnień. To takie szokujące? W tym ponurym świecie? Za często myślał, że na to nie zasłużył. Że zasłużył na coś lepszego. Na lepsze życie. Ale potem spoglądał na to, co robi i właściwie zmieniał zdanie, by następnie się mieszać, że przecież to ciąg przyczynowo skutkowy. I chyba samego siebie usprawiedliwiać? Gdyby tylko było przed czym...
- Mi też. - Odpowiedział. Ale ta odpowiedź była też zakończeniem fazy tego tematu, bo dalej posuwać się nie chciał. - Ooo... uroczo. - Uśmiechnął się wyobrażając sobie taką malutką Victorię, która kica przy tatusiowym kociołku i jeszcze jest pat patana po główce. - Masz siostrę? - Kompletnie mu to umknęło. Ale w sumie... nie pytał. - Ja się gapiłem na te kwiaty Anny. Ale teraz... hmm... no nie układa nam się za bardzo. - I to nie była tylko jej wina. Miał do niej tyle żalu, gniewu i złości, że nie potrafił na nią zawsze spoglądać i myśleć: mama, którą kocham. Nie. Głównie widział strach i nienawiść, że jest to "matka, która mnie zdradziła". - Hehehe... - Bardzo spodobała mu się ta wstawka z wydziedziczonymi, chociaż to właściwie nie był żart. To było zabawne, bo było prawdziwe. - Lubię strasznie usprawiedliwianie tego całego syfu tradycjami i "bo moja babka tak robiła". - Czy tam dziadek, wstaw co wolisz. Śpiewki były podobne. - Ale przestałem się dziwić, że to wszystko jest przekazywane dalej. - Że te emocje są przenoszone. Robili dzieciakom wodę z mózgu. I dzieci, bezbronne, nic z tym nie mogły zrobić.
- Ja też. - Może sprzedał to w żartobliwej formie, ale miał na myśli to, co powiedział. To się odnosiło do tego, że wolał uchodzić za słownego człowieka. Problem w tym, że nie wszystkie słowa do tego zaliczał, ale to już była jego własna hipokryzja. Niespójność. - Lubię miluśne rzeczy. Żeby nie powiedzieć, że mam obsesję. Mam czuły zmysł dotyku. Więc lubię miziać rzeczy. - Tak trochę long story short. Sam nie był pewien, skąd mu się ta obsesja wzięła, bo chyba tak by to nazwał biorąc pod uwagę jakie dziwne rzeczy potrafiły mu sprawić przyjemność. - Dlatego koty są wspaniałe. Ciepłe. Miękkie. I futrzaste. Perfekcja. - Spojrzał bokiem na Victorie. - Ja jestem zimny i niefutrzasty. I mało miękki. - Zmacał swój biceps i klatkę dla upewnienia się. - Nołp, nie miękki.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.