11.11.2025, 17:03 ✶
Miał przyjść dzień, gdy Helloise faktycznie będzie inna niż wszystkie kobiety swojego pokolenia – i choć dla jednych uczyni ją to dziwaczką, to czarnoksiężnicy zaczną pielgrzymować pod jej drzwi. Ale Cathal nie był obdarzony choćby namiastką trzeciego oka, jego noga nigdy nie postała w klasie wróżbiarstwa i zdobycie teraz jego zainteresowania mogło faktycznie nastąpić głównie dzięki podejrzanym, potencjalnie zakazanym księgom.
– Skąd mam wiedzieć, panno Rowle? Bierzesz mnie za odźwiernego w łazience dla dziewczyn? – parsknął. W końcu nie wystawał tu aż tak często. Co najwyżej gdy głosy w głowie i koszmary stawały się bardziej intensywne, ale na pewno nie zamierzał się do tego przyznawać przed Puchonką. – A to byłoby coś wartego pokazania? - wystrzelił bezczelnie, może w odruchu, wzdrygając się na samą myśl, że uznała, że przypatrywał się jej biustowi i jak typowy, niezbyt miły chłopiec musiał zapewnić, że nie jest zainteresowany, a może chcąc się jej pozbyć…
Ale trzeba przyznać, że tomik, który wydobyła, przyciągnął spojrzenie jasnych oczu Shafiqa.
Widywał już czarnomagiczne księgi, niewiele, trzy albo cztery. Nie w Dziale Ksiąg Zakazanych, a raczej rodzinnych, pilnie strzeżonych zbiorach, i nie zapamiętałby tego, gdyby nie to, że obrazy pozostawały w jego głowie na zawsze – po prostu niektóre z nich zaczynał rozumieć z czasem. Tamte, z którymi miał do czynienia, były zaskakująco normalne, w okładkach ze skóry, i z pierwszymi stronami o wyjątkowo nudnych tematach, o których nie chciałby czytać nikt o zdrowych zmysłach. Trzeba było przyznać, że ta w rękach Helloise wyglądała znacznie bardziej czarnomagicznie: a on nie był w stanie na pierwszy rzut oka ocenić, czy jest bezwartościowa, czy może zapisano tam jakieś mroczne tajemnice.
A jego zawsze ciągnęło do tajemnic.
– Panno Rowle – powiedział, i tym razem w głosie nie pobrzmiewała pogarda, a raczej jakby zaczątki tłumionego śmiechu, a kącik jego ust drgnął lekko. Bo obie opcje wydawały mu się równie ciekawe: i jeżeli w tej księdze zapisano informacje o rytuałach wartych odprawienia, i jeśli dziewczyna zaraz zrobi z siebie pokazową idiotkę. Co poradzić? Cathal nie należał do tych nielicznych, miłych Ślizgonów… – Z największą przyjemnością.
– Stoicie tam i mnie obgadujecie, tak?! Tak?! A może Irytek was na mnie nasłał?!!! – padło z łazienki, a potem rozległ się dźwięk, jakby z wielu kranów wypływała woda.
– Skąd mam wiedzieć, panno Rowle? Bierzesz mnie za odźwiernego w łazience dla dziewczyn? – parsknął. W końcu nie wystawał tu aż tak często. Co najwyżej gdy głosy w głowie i koszmary stawały się bardziej intensywne, ale na pewno nie zamierzał się do tego przyznawać przed Puchonką. – A to byłoby coś wartego pokazania? - wystrzelił bezczelnie, może w odruchu, wzdrygając się na samą myśl, że uznała, że przypatrywał się jej biustowi i jak typowy, niezbyt miły chłopiec musiał zapewnić, że nie jest zainteresowany, a może chcąc się jej pozbyć…
Ale trzeba przyznać, że tomik, który wydobyła, przyciągnął spojrzenie jasnych oczu Shafiqa.
Widywał już czarnomagiczne księgi, niewiele, trzy albo cztery. Nie w Dziale Ksiąg Zakazanych, a raczej rodzinnych, pilnie strzeżonych zbiorach, i nie zapamiętałby tego, gdyby nie to, że obrazy pozostawały w jego głowie na zawsze – po prostu niektóre z nich zaczynał rozumieć z czasem. Tamte, z którymi miał do czynienia, były zaskakująco normalne, w okładkach ze skóry, i z pierwszymi stronami o wyjątkowo nudnych tematach, o których nie chciałby czytać nikt o zdrowych zmysłach. Trzeba było przyznać, że ta w rękach Helloise wyglądała znacznie bardziej czarnomagicznie: a on nie był w stanie na pierwszy rzut oka ocenić, czy jest bezwartościowa, czy może zapisano tam jakieś mroczne tajemnice.
A jego zawsze ciągnęło do tajemnic.
– Panno Rowle – powiedział, i tym razem w głosie nie pobrzmiewała pogarda, a raczej jakby zaczątki tłumionego śmiechu, a kącik jego ust drgnął lekko. Bo obie opcje wydawały mu się równie ciekawe: i jeżeli w tej księdze zapisano informacje o rytuałach wartych odprawienia, i jeśli dziewczyna zaraz zrobi z siebie pokazową idiotkę. Co poradzić? Cathal nie należał do tych nielicznych, miłych Ślizgonów… – Z największą przyjemnością.
– Stoicie tam i mnie obgadujecie, tak?! Tak?! A może Irytek was na mnie nasłał?!!! – padło z łazienki, a potem rozległ się dźwięk, jakby z wielu kranów wypływała woda.