Ruda pojawiła się we właściwym momencie. Zareagowała odruchowo, zeskoczyła z miotły, ścisnęła mocniej różdżkę, wypowiedziała odpowiednie zaklęcie, a strumień wody poleciał w kierunku płomieni. Udało jej się je ugasić. Był to odruch - widziała niebezpieczeństwo to reagowała. Później miała się zastanawiać nad tym dlaczego w ogóle pożar wybuchł w Warowni, kolejny pożar... ogień ostatnio zbyt często pojawiał się blisko niej. Powoli zaczynała mieć do niego uraz, szczególnie, że jej własnym żywiołem w przeciwieństwie do tego czego można by się spodziewać po jej wyglądzie i charakterze okazała się być woda.
Opuściła różdżkę dopiero w momencie, gdy sytuacja została opanowana. Smród spalenizny i dym unosił się w powietrzu, zasłoniła dłonią usta, aby przypadkiem się tego nie nawdychać, po Spalonej Nocy wiedziała już, że opary również powodują szkody, które mogą mieć wpływ na organizm, zwłaszcza te, które były spowodowane przez magię.
Za plecami usłyszała głos, spojrzała przez ramię, najwyraźniej i Erik był świadkiem tego przedstawienia. Mogli razem ustalić, co właściwie się tutaj wydarzyło. Czy był to kolejny atak na ich rodzinę? Najwyraźniej dość mocno zaleźli za skórę tym złym, skoro ciągle próbowali ich zabić, czy to miejsce w ogóle było jeszcze bezpieczne? Może powinni pomyśleć o tym, aby tymczasowo się gdzieś przenieść.
- Zawsze do usług. - Rzuciła lekko do Brenny, w końcu to nie było nic wielkiego. Zobaczyła ogień - musiała go ugasić, proste. Każdy na jej miejscu zrobiłby to samo.
- Jak bardzo musiałaś sknocić zaklęcie, że spowodowało ogień? - Zmrużyła oczy i przyglądała się Brennie przez dłuższą chwilę. Nie do końca wydawało jej się, aby to było prawdą. Wiedziała, że Longbottomówna jest wprawioną czarownicą, jej koordynacja również nie należała do najgorszej... spadła ze schodów i sknociła zaklęcie. Ta, jasne, a niedługo świnie zaczną latać...
- Nie, nikogo nie było w okolicy. - Miała szansę obserwować włości Longbottomów z góry i nie widziała nigdzie, żadnego ruchu. Nikt nie ucierpiał podczas tego dziwnego pożaru.
Brenna dość szybko zmieniła temat. Ruda nie chciała drążyć, jeśli zechce się z nią kiedyś podzielić tym, co naprawdę się wydarzyło, to pewnie to zrobi.
- Musimy o tym mówić. - Wydawało jej się to całkiem jasne po tym, co stało się na spotkaniu Zakonu. Brenna została dość istotną osobą w strukturach organizacji, powinna wiedzieć, jakie nastroje panowały wśród tych, którzy zostali na spotkaniu, gdy ona poszła porozmawiać z dyrektorem Hogwartu.
- Mam wrażenie, że nasi towarzysze broni mają bardzo różne podejście do sprawy. - Było to całkiem delikatnie powiedziane jak na Wood, ale nie do końca wiedziała jak zacząć. Może Erikowi będzie łatwiej dojść do konkretów.