12.11.2025, 00:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2025, 00:11 przez Benjy Fenwick.)
Wsunąłem klucz do zamka i poczułem znajome, lekkie napięcie, które zawsze mi towarzyszyło, kiedy przekraczałem próg mieszkania. Woda spływała po moim płaszczu, ciężkim od wilgoci. Wszedłem cicho, zostawiając za sobą ciężar deszczu i ulicy, czując pod płaszczem drobne, nerwowe drgania. Prue uniosła wzrok dopiero wtedy, gdy odezwałem się nisko, jej uśmiech rozświetlił przez moment ciemność pokoju, sprawiając, że serce mi zadrżało, chociaż starałem się tego nie pokazać. To spojrzenie było jak miękki promień światła w tym mokrym, ciemnym świecie. Mimowolnie uśmiechnąłem się w odpowiedzi, ale to był uśmiech pełen niepokoju zarazem, bo pod płaszczem poruszało się coś, co wymagało mojej uwagi. Naszej uwagi, jeśli tylko tego chciała, czego jeszcze nie mogłem być pewnym.
- Tak… - Powiedziałem, choć nie było w tym słowie nic konkretnego, poza faktem, że coś miałem - coś, co nie mogło czekać. Poczułem, jak jej spojrzenie bada mnie i to, co kryłem pod płaszczem. Świadomość jej uwagi była przyjemna, lecz napięcie małego stworzenia pod materiałem przypomniało mi, że wszystko musiało być powolne, ostrożne. Czułem, że nie mogę po prostu zostawić jej w niepewności, chociaż widok jej spokojnej twarzy sprawiał, że chciałem jeszcze trochę zatrzymać ten moment, zanim przejdziemy do konkretów, lecz wystarczył lekki ruch ręki, a złote punkty rozbłysły i drgnęły, jakby chciały ujawnić swoją obecność same.
- Na pewno lepiej od bolsuka? - Odbiłem pytanie. Materiał drgnął, kot lub coś w rodzaju kota syknęło cicho, niekoniecznie potwierdzając moje słowa i moje uczucia. Borsuk nie byłby tak bardzo gotowy do walki. Mały demon pod moim płaszczem zareagował natychmiast na jej obecność.
Prue zrobiła jeden krok w moją stronę, powoli, ostrożnie, a ja niemal odczułem rytm jej oddechu w moim własnym. Nie spieszyła się, nie panikowała, nie nastawiała się defensywnie na zaskoczenie - to było coś, czego nigdy nie mogłem jej odmówić, jej spojrzenie wtopiło się w mój płaszcz, ciepłe i ciekawskie, a ja poczułem dziwną mieszankę ulgi i napięcia. Może nie miała wyrzucić i mnie, i kota. Nie zabrałem go dla rozrywki, nie dla eksperymentu, ale dlatego, że Prudence była częścią świata, w którym chciałem, aby ten mały twór żył i rósł bezpiecznie, chociaż już zdążył mnie pogryźć i udrapać. Pochyliłem się, unosząc krawędź płaszcza, aby demon mógł ukazać się jej w pełni. Uniosłem rękę i powoli odsłoniłem połowę płaszcza, pozwalając, aby kot wychylił głowę. Złote oczy błysnęły w półmroku pokoju, niemal jak dwa drobne punkty światła, które wbiły się w spojrzenie Prue. Malutkie uszy drgnęły, wąsiki poruszyły się w takt cichego szmeru mieszkania, a jego futerko ujawniło się po raz pierwszy, był czarny jak noc, maleńki, wielkości połowy mojej dłoni. Czułem pod palcami jego ciepło, a każde mrugnięcie złotych oczu sprawiało, że jego małe ciało drżało lekko, próbując odnaleźć równowagę między ciekawością a strachem.
- To… - Powiedziałem powoli, trzymając kota w taki sposób, aby czuł się chroniony. - Nie ma jeszcze imienia. Znaleźliśmy go z jego matką i lodzeństwem w stalej posiadłości. Sama zobacz, jest taki malutki… - Przesunąłem dłoń, biorąc głębszy oddech.
- Tak… - Powiedziałem, choć nie było w tym słowie nic konkretnego, poza faktem, że coś miałem - coś, co nie mogło czekać. Poczułem, jak jej spojrzenie bada mnie i to, co kryłem pod płaszczem. Świadomość jej uwagi była przyjemna, lecz napięcie małego stworzenia pod materiałem przypomniało mi, że wszystko musiało być powolne, ostrożne. Czułem, że nie mogę po prostu zostawić jej w niepewności, chociaż widok jej spokojnej twarzy sprawiał, że chciałem jeszcze trochę zatrzymać ten moment, zanim przejdziemy do konkretów, lecz wystarczył lekki ruch ręki, a złote punkty rozbłysły i drgnęły, jakby chciały ujawnić swoją obecność same.
- Na pewno lepiej od bolsuka? - Odbiłem pytanie. Materiał drgnął, kot lub coś w rodzaju kota syknęło cicho, niekoniecznie potwierdzając moje słowa i moje uczucia. Borsuk nie byłby tak bardzo gotowy do walki. Mały demon pod moim płaszczem zareagował natychmiast na jej obecność.
Prue zrobiła jeden krok w moją stronę, powoli, ostrożnie, a ja niemal odczułem rytm jej oddechu w moim własnym. Nie spieszyła się, nie panikowała, nie nastawiała się defensywnie na zaskoczenie - to było coś, czego nigdy nie mogłem jej odmówić, jej spojrzenie wtopiło się w mój płaszcz, ciepłe i ciekawskie, a ja poczułem dziwną mieszankę ulgi i napięcia. Może nie miała wyrzucić i mnie, i kota. Nie zabrałem go dla rozrywki, nie dla eksperymentu, ale dlatego, że Prudence była częścią świata, w którym chciałem, aby ten mały twór żył i rósł bezpiecznie, chociaż już zdążył mnie pogryźć i udrapać. Pochyliłem się, unosząc krawędź płaszcza, aby demon mógł ukazać się jej w pełni. Uniosłem rękę i powoli odsłoniłem połowę płaszcza, pozwalając, aby kot wychylił głowę. Złote oczy błysnęły w półmroku pokoju, niemal jak dwa drobne punkty światła, które wbiły się w spojrzenie Prue. Malutkie uszy drgnęły, wąsiki poruszyły się w takt cichego szmeru mieszkania, a jego futerko ujawniło się po raz pierwszy, był czarny jak noc, maleńki, wielkości połowy mojej dłoni. Czułem pod palcami jego ciepło, a każde mrugnięcie złotych oczu sprawiało, że jego małe ciało drżało lekko, próbując odnaleźć równowagę między ciekawością a strachem.
- To… - Powiedziałem powoli, trzymając kota w taki sposób, aby czuł się chroniony. - Nie ma jeszcze imienia. Znaleźliśmy go z jego matką i lodzeństwem w stalej posiadłości. Sama zobacz, jest taki malutki… - Przesunąłem dłoń, biorąc głębszy oddech.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)