12.11.2025, 21:08 ✶
— Ano. Jestem całkiem urocza pod tą postacią — powiedziała z rozbawieniem, kiedy wreszcie obie ruszyły w stronę lądu. — Poza tym brzmi bezpieczniej niż to, że półnaga kobieta w morzu próbowała cię pocałować.
Ostatecznie półnaga kobieta w morzu nie brzmiała źle dopóki nie próbowała cię utopić. Problem Bletchleyówny polegał natomiast na tym, że ta próbowała zrobić z niej swoją ofiarę i Hestia chyba nie… lubowała się w tej samej płci.
Brynja uśmiechnęła się jeszcze raz, gdy Hestia powtórzyła drugie już tego dnia „dziękuję”. Doceniała tę prostotę, ludzką wdzięczność, która w ludzkim świecie bywała rzadkością. Następnie dopasowała krok do brygadzistki, pilnując, aby ta się nie potknęła po drodze.
— To nie twoja wina. Syreny są… specyficzne. Z reguły nie wchodzimy sobie w drogę. Uważają nas za zdrajczynie, bo potrafimy żyć na lądzie. Oddychać powietrzem, dotykać ziemi, śmiać się z ludźmi. Dla nich to coś nieczystego — wyjaśniła. — Pożary… Tak, słyszałam — odezwała się po chwili ciszy spokojniej. — Ale ty żyjesz, Hestio. To może brzmi banalnie, ale czasem to naprawdę dużo. Jak mówiłam, miałaś szczęście, że byłam w okolicy.
Odwróciła się do niej z czułym uśmiechem.
— Chodź. Wpadnijmy na chwilę do mnie. Mam w domu coś ciepłego do picia. Poza tym… otwarte akweny to mój dom. Nigdy cię nie ciekawiło, jak znikałam w szkole podczas pełni?
Ostatecznie półnaga kobieta w morzu nie brzmiała źle dopóki nie próbowała cię utopić. Problem Bletchleyówny polegał natomiast na tym, że ta próbowała zrobić z niej swoją ofiarę i Hestia chyba nie… lubowała się w tej samej płci.
Brynja uśmiechnęła się jeszcze raz, gdy Hestia powtórzyła drugie już tego dnia „dziękuję”. Doceniała tę prostotę, ludzką wdzięczność, która w ludzkim świecie bywała rzadkością. Następnie dopasowała krok do brygadzistki, pilnując, aby ta się nie potknęła po drodze.
— To nie twoja wina. Syreny są… specyficzne. Z reguły nie wchodzimy sobie w drogę. Uważają nas za zdrajczynie, bo potrafimy żyć na lądzie. Oddychać powietrzem, dotykać ziemi, śmiać się z ludźmi. Dla nich to coś nieczystego — wyjaśniła. — Pożary… Tak, słyszałam — odezwała się po chwili ciszy spokojniej. — Ale ty żyjesz, Hestio. To może brzmi banalnie, ale czasem to naprawdę dużo. Jak mówiłam, miałaś szczęście, że byłam w okolicy.
Odwróciła się do niej z czułym uśmiechem.
— Chodź. Wpadnijmy na chwilę do mnie. Mam w domu coś ciepłego do picia. Poza tym… otwarte akweny to mój dom. Nigdy cię nie ciekawiło, jak znikałam w szkole podczas pełni?
Koniec sesji
i wish you a kinder sea