13.11.2025, 00:06 ✶
Rok trzeci. Zaskakujące, jak bardzo wszystko może wyglądać tak samo, a jednak być zupełnie inne - ten sam gwar na peronie, ten sam syk pary, echo kół uderzających o bruk, znajomy zapach smaru, perfum i herbatników unoszący się w powietrzu, a jednak coś w tym wszystkim było cięższe - nie w bagażach, nie w powietrzu, tylko w nas.
Przeciśnięcie się przez korytarz zajęło mi chwilę, co roku chaos wydawał się większy, młodsi uczniowie bardziej rozemocjonowani, starsi bardziej znudzeni, gdy wreszcie dotarłem do przedziału, który od dawna był nasz, zobaczyłem ją już w środku. Siedziała przy oknie, z dłonią opartą o szybę, jakby nie do końca tam była. Nie szarpała się z bagażem jak kiedyś - jej kufer stał na ziemi, starannie zamknięty, jakby czekał - może na mnie, może po prostu na to, aż pociąg ruszy. Nie powiedziała ani słowa. Ja też nie. Podszedłem, jakby nic się nie zmieniło, chwyciłem jej kufer - ciężki, chociaż wydał mi się lżejszy niż dawniej, i bez słowa uniosłem go, wsuwając na półkę. Gdybym się odezwał, pewnie coś by pękło, więc wolałem milczeć. Zrobiłem to machinalnie, odruchowo, jak coś, co robiło się co roku, z przyzwyczajenia. Usiadłem na swoim miejscu naprzeciwko niej, tym samym co zawsze, wciąż bez słowa. Przez szybę widać było ludzi żegnających się na peronie - uśmiechy, ręce machające w powietrzu, a potem rozmazujące się przez parę. Czułem, że powinienem coś powiedzieć, choćby drobiazg, coś zwyczajnego, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Sięgnąłem do kieszeni po gumę balonową, wyjąłem jedną, wsunąłem ją do ust, przeżułem chwilę. Smak był znajomy, słodko-chemiczny, taki sam jak każdego roku. Potem wyjąłem drugą sztukę i, zamiast jej ją zaproponować - po prostu rzuciłem nią w jej stronę. Nie mocno, raczej z przesadną lekkością, jakby to miało być zabawne, ale nie było. Guma wylądowała na jej kolanach.
Oparłem się o oparcie, patrząc w okno. Pociąg ruszył z głośnym zgrzytem, a w powietrzu zawisło to, czego nie dało się już cofnąć - jakaś różnica, która wyrosła między nami przez ostatni rok. Nie było już tego samego pierwszowrześniowego podniecenia. Tylko cisza, lepka jak ta guma w ustach, i świadomość, że coś, co było lekkie i oczywiste, właśnie się skończyło.
Przeciśnięcie się przez korytarz zajęło mi chwilę, co roku chaos wydawał się większy, młodsi uczniowie bardziej rozemocjonowani, starsi bardziej znudzeni, gdy wreszcie dotarłem do przedziału, który od dawna był nasz, zobaczyłem ją już w środku. Siedziała przy oknie, z dłonią opartą o szybę, jakby nie do końca tam była. Nie szarpała się z bagażem jak kiedyś - jej kufer stał na ziemi, starannie zamknięty, jakby czekał - może na mnie, może po prostu na to, aż pociąg ruszy. Nie powiedziała ani słowa. Ja też nie. Podszedłem, jakby nic się nie zmieniło, chwyciłem jej kufer - ciężki, chociaż wydał mi się lżejszy niż dawniej, i bez słowa uniosłem go, wsuwając na półkę. Gdybym się odezwał, pewnie coś by pękło, więc wolałem milczeć. Zrobiłem to machinalnie, odruchowo, jak coś, co robiło się co roku, z przyzwyczajenia. Usiadłem na swoim miejscu naprzeciwko niej, tym samym co zawsze, wciąż bez słowa. Przez szybę widać było ludzi żegnających się na peronie - uśmiechy, ręce machające w powietrzu, a potem rozmazujące się przez parę. Czułem, że powinienem coś powiedzieć, choćby drobiazg, coś zwyczajnego, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Sięgnąłem do kieszeni po gumę balonową, wyjąłem jedną, wsunąłem ją do ust, przeżułem chwilę. Smak był znajomy, słodko-chemiczny, taki sam jak każdego roku. Potem wyjąłem drugą sztukę i, zamiast jej ją zaproponować - po prostu rzuciłem nią w jej stronę. Nie mocno, raczej z przesadną lekkością, jakby to miało być zabawne, ale nie było. Guma wylądowała na jej kolanach.
Oparłem się o oparcie, patrząc w okno. Pociąg ruszył z głośnym zgrzytem, a w powietrzu zawisło to, czego nie dało się już cofnąć - jakaś różnica, która wyrosła między nami przez ostatni rok. Nie było już tego samego pierwszowrześniowego podniecenia. Tylko cisza, lepka jak ta guma w ustach, i świadomość, że coś, co było lekkie i oczywiste, właśnie się skończyło.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)