13.11.2025, 00:06 ✶
Peron wyglądał jak zwykle - tłum, chaos, para z lokomotywy i dzieciaki, które po raz kolejny przeżywały swoją wielką przygodę. Dla mnie to już nie było nic nowego - wiedziałem, w którym miejscu wsiąść, znałem zapach wagonu i nawet ten skrzypiący stopień, który zawsze zdawał się mówić „znowu ty”. Przebiłem się przez tłum, przepychając kufer między nogami innych uczniów. Wszedłem do wagonu razem z chłopakami, z tymi samymi, z którymi siedziałem w pociągu od trzech lat. Zajęliśmy nasz zwyczajowy przedział, śmiejąc się z czegoś głupiego, co tylko my uważaliśmy za zabawne, ktoś rzucił komentarz o eliksirach, ktoś inny o nowych miotłach, a ja, z przyzwyczajenia, zająłem swoje zwyczajowe miejsce przy oknie. Kufry ładowałem na półkę machinalnie, wcisnąłem swoje, potem torbę jednego z kumpli, potem jeszcze coś, co prawdopodobnie nawet nie musiało tam trafić. Nie zostawiłem miejsca, może specjalnie, a może po prostu tak wyszło, chyba jednak bardziej to pierwsze.
Drzwi do przedziału otworzyły się z charakterystycznym stukiem. Nawet nie musiałem patrzeć, żeby wiedzieć, kto stanął w progu, powietrze jakby lekko zgęstniało, rozmowy przycichły na moment - może tylko w mojej głowie, może naprawdę. Nie odwróciłem głowy, widziałem jej odbicie w szybie, kufer w dłoniach, próba znalezienia miejsca. Górne półki były pełne, ale wystarczyłby jeden ruch, przesunięcie moich rzeczy o kilka centymetrów - i miałaby miejsce, ale nie drgnąłem. Wiedziałem, że będzie zmuszona siedzieć z bagażem przed sobą, kolana podparte o ciężką walizę - ale przecież miała krótkie nogi, prawda? Da sobie radę. To lepsze, niż próba dźwigania kufra w górę, poniekąd robiłem jej przysługę.
Usiadła naprzeciwko, nie mówiąc ani słowa. Wszystkie półki były zajęte, więc z pewnością chwilę krążyła wzrokiem po górze, potem po nas, potem z powrotem na swoje ręce - nie musiałem tego widzieć, by wiedzieć, przecież się znaliśmy. Udawałem, że jej nie widzę, chociaż każdy mięsień w karku mówił mi, że doskonale wiem, że tam stoi. Gadałem coś o Quidditchu, śmiejąc się z nowych rękawic, jakby nic się nie działo. Nie ruszyłem się, nie odwróciłem głowy. Żułem gumę, powoli, leniwie, słyszalnie. Miałem ochotę powiedzieć coś złośliwego - coś o tym, że i tak jest mała, więc się zmieści, ale nawet tego nie zrobiłem. Milczenie było lepsze, milczenie zawsze bardziej ciążyło. Kiedy po chwili drzwi znowu się otworzyły i do przedziału wszedł jej brat, od razu się poruszyłem. Wstałem, robiąc miejsce na półce, bez najmniejszego problemu. Uśmiechnąłem się przy tym, klepiąc go po ramieniu, jakby nic w tym nie było. Nie spojrzałem na nią ani razu. Rozmowa znów wróciła do normalnego tonu. W dalszym ciągu mówiłem coś do chłopaków o nowym zestawie do Quidditcha, uśmiechając się od niechcenia, jakby jej nie było. Śmiech, żarty, guma balonowa, smak cynamonu ze sztuczną miętą i echo tego, co kiedyś było między nami - zepchnięte gdzieś pod siedzenie, razem z jej kufrem.
Drzwi do przedziału otworzyły się z charakterystycznym stukiem. Nawet nie musiałem patrzeć, żeby wiedzieć, kto stanął w progu, powietrze jakby lekko zgęstniało, rozmowy przycichły na moment - może tylko w mojej głowie, może naprawdę. Nie odwróciłem głowy, widziałem jej odbicie w szybie, kufer w dłoniach, próba znalezienia miejsca. Górne półki były pełne, ale wystarczyłby jeden ruch, przesunięcie moich rzeczy o kilka centymetrów - i miałaby miejsce, ale nie drgnąłem. Wiedziałem, że będzie zmuszona siedzieć z bagażem przed sobą, kolana podparte o ciężką walizę - ale przecież miała krótkie nogi, prawda? Da sobie radę. To lepsze, niż próba dźwigania kufra w górę, poniekąd robiłem jej przysługę.
Usiadła naprzeciwko, nie mówiąc ani słowa. Wszystkie półki były zajęte, więc z pewnością chwilę krążyła wzrokiem po górze, potem po nas, potem z powrotem na swoje ręce - nie musiałem tego widzieć, by wiedzieć, przecież się znaliśmy. Udawałem, że jej nie widzę, chociaż każdy mięsień w karku mówił mi, że doskonale wiem, że tam stoi. Gadałem coś o Quidditchu, śmiejąc się z nowych rękawic, jakby nic się nie działo. Nie ruszyłem się, nie odwróciłem głowy. Żułem gumę, powoli, leniwie, słyszalnie. Miałem ochotę powiedzieć coś złośliwego - coś o tym, że i tak jest mała, więc się zmieści, ale nawet tego nie zrobiłem. Milczenie było lepsze, milczenie zawsze bardziej ciążyło. Kiedy po chwili drzwi znowu się otworzyły i do przedziału wszedł jej brat, od razu się poruszyłem. Wstałem, robiąc miejsce na półce, bez najmniejszego problemu. Uśmiechnąłem się przy tym, klepiąc go po ramieniu, jakby nic w tym nie było. Nie spojrzałem na nią ani razu. Rozmowa znów wróciła do normalnego tonu. W dalszym ciągu mówiłem coś do chłopaków o nowym zestawie do Quidditcha, uśmiechając się od niechcenia, jakby jej nie było. Śmiech, żarty, guma balonowa, smak cynamonu ze sztuczną miętą i echo tego, co kiedyś było między nami - zepchnięte gdzieś pod siedzenie, razem z jej kufrem.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)