13.11.2025, 00:07 ✶
Na peronie było chłodniej niż zwykle, chociaż to wciąż ten sam poranek, ten sam dźwięk pary, ten sam tłum uczniów, którzy zachowywali się, jakby to wszystko było nowe i ekscytujące. Dla mnie nie było - dla mnie to był tylko kolejny wrzesień, kolejny powrót do murów, gdzie wszystko już dawno się poukładało - kto z kim trzymał, kto z kim nie rozmawiał, kto udawał, że nie pamięta, jak to było wcześniej.
Zająłem swoje miejsce w przedziale razem z chłopakami. Ostatni rok bez egzaminów, niby swobodniejszy, a jednak cięższy od wszystkich poprzednich. Każdy z nas wiedział, że za chwilę wszystko się rozlezie - w różne strony, własne przyszłości, więc śmialiśmy się głośniej niż trzeba, jakbyśmy chcieli zagłuszyć to, co nieuchronne. W ustach miałem gumę, stary, znajomy smak - ten sam, którym zaczynało się wszystko lata temu, teraz był tylko trochę bardziej gorzki i chemiczny, nieco nienaturalny.
Kiedy Elias pojawił się w drzwiach, wiedziałem, że przyjdzie sam - już od dawna było jasne, że przyjdzie sam, bez niej. A jednak przez ułamek sekundy, ogarnęło mnie to znajome uczucie - ten stary odruch, że zaraz się obejrzę, a za nim wejdzie też ona, powie coś z tym swoim chłodnym spokojem, który zawsze próbował mnie rozbroić, ale nie. Drzwi zamknęły się z trzaskiem.
Pociąg nabierał prędkości, krajobraz za oknem rozmazywał się w zielono-szare smugi, a ja żułem gumę coraz wolniej. Każdy ruch szczęki brzmiał jak odliczanie do czegoś, czego nie chciałem nazwać. Nie było już żadnych niedomówień, zawieszonych spojrzeń, półsłówek, które można by było zrozumieć tak albo inaczej. Od tamtego roku między nami była już otwarta wojna - wyrachowana, prawdziwa. To nie była już chłodna obojętność - to było coś żywszego, ciemniejszego. Mimo to czasem myślałem, że może by się dało to wszystko naprawić - że to tylko duma, złość, te wszystkie głupoty, które między nami urosły jak mur, ale potem przypominałem sobie ostatnie słowa przed wakacjami, spojrzenia, i wiedziałem, że nie ma już po co. Nie była już tą dziewczyną z pierwszego września, a ja nie byłem tym chłopakiem, który wtedy podał jej kufer. Tym razem nawet nie próbowałem udawać, że mi jej brak.
Zająłem swoje miejsce w przedziale razem z chłopakami. Ostatni rok bez egzaminów, niby swobodniejszy, a jednak cięższy od wszystkich poprzednich. Każdy z nas wiedział, że za chwilę wszystko się rozlezie - w różne strony, własne przyszłości, więc śmialiśmy się głośniej niż trzeba, jakbyśmy chcieli zagłuszyć to, co nieuchronne. W ustach miałem gumę, stary, znajomy smak - ten sam, którym zaczynało się wszystko lata temu, teraz był tylko trochę bardziej gorzki i chemiczny, nieco nienaturalny.
Kiedy Elias pojawił się w drzwiach, wiedziałem, że przyjdzie sam - już od dawna było jasne, że przyjdzie sam, bez niej. A jednak przez ułamek sekundy, ogarnęło mnie to znajome uczucie - ten stary odruch, że zaraz się obejrzę, a za nim wejdzie też ona, powie coś z tym swoim chłodnym spokojem, który zawsze próbował mnie rozbroić, ale nie. Drzwi zamknęły się z trzaskiem.
Pociąg nabierał prędkości, krajobraz za oknem rozmazywał się w zielono-szare smugi, a ja żułem gumę coraz wolniej. Każdy ruch szczęki brzmiał jak odliczanie do czegoś, czego nie chciałem nazwać. Nie było już żadnych niedomówień, zawieszonych spojrzeń, półsłówek, które można by było zrozumieć tak albo inaczej. Od tamtego roku między nami była już otwarta wojna - wyrachowana, prawdziwa. To nie była już chłodna obojętność - to było coś żywszego, ciemniejszego. Mimo to czasem myślałem, że może by się dało to wszystko naprawić - że to tylko duma, złość, te wszystkie głupoty, które między nami urosły jak mur, ale potem przypominałem sobie ostatnie słowa przed wakacjami, spojrzenia, i wiedziałem, że nie ma już po co. Nie była już tą dziewczyną z pierwszego września, a ja nie byłem tym chłopakiem, który wtedy podał jej kufer. Tym razem nawet nie próbowałem udawać, że mi jej brak.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)